Braster znów pokazał stratę. Seria kwartałów pod kreską wzrosła tym samym do 25 z rzędu, a topniejąca wielkość środków na koncie rodzi pytanie, na jak długo spółce starczy pieniędzy.


Strata netto Brastera w I kwartale 2018 roku wyniosła 5,38 mln zł. Dla spółki był to 25. kolejny kwartał, w którym nie potrafiła ona wypracować zysku. Narastająco strata Brastera od IV kwartału 2011 roku sięgnęła 56,8 mln zł. Co to oznacza dla spółki?
Po pierwsze należy pamiętać o modelu biznesowym Brastera. Spółka opracowywała przez lata innowacyjny produkt i teraz próbuje zawojować nim rynek. Chodzi o urządzenie o tej samej nazwie, które przeznaczone jest do samodzielnego badania piersi. Urządzeniu towarzyszy cały system, który ma być domowym centrum profilaktyki raka piersi, umożliwiającym wykrycie choroby w jej wczesnym stadium.
Cały proces podbijania rynku przebiega jednak bardzo mozolnie. Braster swoje urządzenie do sprzedaży wprowadził w październiku 2016 roku, a więc półtora roku temu. Od tej pory straty zamiast zmaleć, jeszcze wzrosły. Spółka tłumaczy to intensywną kampanią marketingową i ciągłym rozwijaniem produktu. Pojawiły się nawet informacje o pierwszych większych kontraktach (jak ten z Santanderem), a także o rozpoczęciu ekspansji na kolejne rynki (która ma napędzić sprzedaż). Przychody spółki wciąż pozostają jednak na śmiesznie niskim poziomie. W I kwartale 2018 roku sięgnęły 151 tysięcy złotych. W całym 2017 roku było to 397 tysięcy złotych. Koszty są jednak kilkanaście razy wyższe.
Podstawowym problemem są koszty ogólnego zarządu, które stanowią największe obciążenie w rachunku wyników spółki. W I kwartale 2018 roku sięgnęły 4,1 mln zł (przy stracie 5,38 mln zł), w całym 2017 roku zaś 16,6 mln zł (przy stracie 21,7 mln zł). - Największą pozycję w kosztach ogólnego zarządu stanowią wynagrodzenia, amortyzacja, wydatki związane z marketingiem i PR, usługi IT (głównie związane z utrzymaniem systemu telemedycznego) oraz koszty wynajmu powierzchni biurowej - czytamy w sprawozdaniu rocznym. Same pensje dla zarządu sięgnęły zaś poziomu 1 mln zł.

Środki w kasie niebezpiecznie topnieją
Taki obrót zdarzeń (ciągłe straty) rodzi poważne ryzyko. Spójrzmy na bilans spółki. 31 grudnia 2017 roku na kontach spółki było 25,1 mln zł. Całe aktywa obrotowe - z wyłączeniem zapasów - sięgnęły 31,8 mln zł. Tymczasem trzy miesiące później, 31 marca 2018 roku, na kontach spółki znajdowało się już ledwie 19,5 mln zł, aktywa obrotowe (bez zapasów) sięgały zaś 24,9 mln zł. Przepływy operacyjne w I kwartale 2018 roku były 4,7 mld zł na minusie. Mniej znaczące minusy spółka zanotowała z przepływów z działalności inwestycyjnej i finansowej.
Wszystko to prowadzi do dosyć niebezpiecznego wniosku. Spółce kurczą się środki. Jeżeli tempo z I kwartału się utrzyma to już za rok Brasterowi może po prostu zabraknąć pieniędzy. Pod koniec kwietnia prezes Halicki przekonywał, że sytuacja znajduje się pod kontrolą. - Spółka na chwilę obecną dysponuje wystarczającą ilością środków finansowych, by w tym roku realizować założenia przyjętej w 2017 roku aktualizacji strategii - mówił. Warto jednak podkreślić, że patrząc na tempo "spalania" gotówki przez Braster, problemem nie jest ten rok, a przyszły.
Czy studnia może wyschnąć?
Spółka nadziei upatruje w ekspansji zagranicznej. - Zarząd chce podkreślić, że cały czas prowadzone są intensywne prace nad wejściem na rynki zagraniczne. Na każdym z wybranych rynków zewnętrznych prowadzone rozmowy są na innym etapie zaawansowania: od wstępnych, do obejmujących już ustalenie szczegółów modelu biznesowego (np. sprzedaż konsumencka vs. sprzedaż do placówek medycznych, które będą świadczyć usługi kobietom) czy przygotowanie umów dystrybucyjnych - przekonywał niedawno Halicki.
O ekspansji zagranicznej słyszymy jednak od dawna - to ona ma napędzić wyniki - realnych efektów wciąż brak. Dodatkowo dotychczasowa historia spółki nakazuje zachowanie szczególnej ostrożności. Przypomnijmy, produkt jest w sprzedaży od półtora roku, a rok 2017 spółka zakończyła z przychodami na poziomie ledwie 397 tysięcy zł. Nie jest to więc produkt, który pojawia się na rynku i od razu generuje spory popyt.
"Emitent obserwuje ryzyko płynności"
W ostatnim raporcie rocznym spółka zwraca jednak uwagę na ryzyko związane z płynnością. - W związku z wczesnym etapem rozwoju spółki oraz faktem, iż spółka uruchomiła sprzedaż urządzenia w dniu 19 października 2016 roku, obecnie nie są generowane przychody na poziomie pozwalającym na pokrycie kosztów funkcjonowania spółki. W konsekwencji emitent obserwuje w swojej działalności ryzyko płynności rozumiane jako brak (w tym również przejściowy) wystarczającej ilości środków pieniężnych lub aktywów płynnych pozwalających na kontynuowanie działalności - czytamy w dodatkowych notach objaśniających.
- Do czasu pełnej komercjalizacji urządzenia, także na rynkach zagranicznych i osiągnięcia etapu, w którym generowane będą dodatnie przepływy gotówkowe z działalności operacyjnej, spółka będzie uzależniona od zewnętrznych źródeł finansowania, w tym emisji akcji lub obligacji. Ewentualne zatem ograniczenie dostępu spółki do źródła finansowania w postaci emisji akcji lub obligacji przed pełną komercjalizacją produktu na rynkach zagranicznych może spowodować opóźnienia lub niemożność regulowania zobowiązań zarówno handlowych, jak i finansowych oraz stanowić zagrożenie dla kontynuacji działalności spółki - tłumaczy spółka. Uwagę na tę notę zwrócił także badający sprawozdanie biegły rewident.
Co z finansowaniem?
W razie zbyt powolnego rozkręcania się sprzedaży deską ratunkową może być więc finansowanie się na rynku. Tutaj też jednak pojawiają się pewne ryzyka. Emisja akcji to konieczność znalezienia nowych inwestorów. Obecni pokazali jednak, że do spółki mają coraz mniejszą cierpliwość. Dziś akcje spółki kosztują ledwie 4 zł, tymczasem podczas wprowadzania produktu na rynek (październik 2016) płacono za nie nawet ponad 28 zł. Tylko w tym roku notowania Brastera spadły o 41 proc. Obecna kapitalizacja Brastera to ledwie 26,4 mln zł. Chęć dokapitalizowania spółki choćby o 5 mln zł, może oznaczać więc konieczność sporego rozwodnienia kapitału.
Póki co zarząd przekonuje, że nie widzi potrzeby emisji akcji, jeżeli jednak w kolejnych raportach nie zaczną pokazywać się zyski, może po prostu zostać do tego zmuszony. Alternatywą mogą być obligacje, tutaj jednak też sytuacja w ostatnim czasie się pogorszyła. Afera GetBacku może utrudnić dostęp do gotówki podmiotom, które uznawane są za ryzykowne (czyli także Brasterowi). Jeżeli nawet znajdą się chętni, istnieje spora szansa, że będzie im trzeba zapłacić wyższy procent, niż miałoby to miejsce przed problemami GetBacku. Oczywiście w kolejnych miesiącach negatywny klimat wokół obligacji może przygasać, warto jednak pamiętać, że póki co rynek ten jest nieco trudniejszy niż jeszcze dwa miesiące temu. Ewentualne rozmowy z trzecim potencjalnym dawcą kapitału - bankami - także, w perspektywie topniejących środków na koncie i rodzaju prowadzonego biznesu, mogą być trudne.
Braster wciąż ma szanse na sukces. Jeżeli jego produkt rzeczywiście przyjmie się na zagranicznych rynkach, to wciąż może być bardzo ciekawa spółka. Jeżeli jednak ekspansja się nie powiedzie, bądź produkt nie trafi w gusta klientów, spółce po prostu może zabraknąć pieniędzy. Wówczas nawet kolejne dokapitalizowania mogą nie pomóc. Pytanie o przyszłość Brastera, to więc pytanie o siłę jego produktu i umiejętności zarządu. A na tym polu - niestety - dotychczasowe dokonania spółki nie napawają optymizmem.






























































