Kara dla spóźnialskich Ryszard Bednarczuk, rolnik z Jeżowa Sudeckiego, jak co roku będzie starał się o unijne dotacje. – Dzięki dopłatom nie muszę z własnej kieszeni kupować nawozów – mówi Ryszard Bednarczuk. Ma 8 hektarów, na których uprawia żyto i pszenicę. Jeśli ktoś nie zdąży w terminie, nie straci szansy na dodatkowy grosz. Od 16 maja za każdy dzień zwłoki potrącany będzie jeden procent z dotacji. Jeżeli ktoś złoży dokumenty w ostatnim dniu, czyli 9 czerwca, to straci 25 procent sumy dopłaty z Unii Europejskiej. Dopłata za hektar łąk wynosi około 300 zł, a za taki sam obszar upraw około 590 zł.
Kupią kozy Nowością w tym roku są tzw. płatności zwierzęce. Zyskają na tym rolnicy, którzy mają owce czy kozy. Tacy mogą liczyć na około sto euro dodatkowo do hektara łąki, na której pasą się minimum trzy owce. Z roku na rok rośnie zainteresowanie dotacjami z Unii Europejskiej. W ubiegłym roku starało się o nie około 1800 rolników z powiatu jeleniogórskiego. To o około stu więcej niż rok wcześniej. •
GRAFICZNE MAPKI
Wraz z wnioskami trzeba złożyć załączniki graficzne. Na mapach rolnik ma
zaznaczyć czerwonym flamastrem, co dokładnie uprawia. Gospodarzy
starających się o unijne dopłaty bezpośrednie czekają satelitarne
kontrole. Na zdjęciach widać, jakie są uprawy oraz czy na polu nie były
wypalane trawy (co grozi utratą dopłat). Pozwoli to również na bardzo
dokładne pomiary działek rolnych. Rolnicy, którzy mają coś na sumieniu,
nie mogą czuć się spokojnie. Podczas kontroli wszystko wyjdzie na jaw.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Katarzyna Wilk
































































