Jeszcze niedawno to właśnie zagraniczne firmy, które wchodziły do Polski, kupowały nasze przedsiębiorstwa i marki. Razem z nimi stawały się nierzadko monopolistami na rynku, jak na przykład Telekomunikacja Polska przejęta przez France Telekom. – Ostatnio ten mechanizm zaczął wreszcie działać także w drugą stronę – przyznaje Zbigniew Sebastian, prezes Dolnośląskiej Izby Gospodarczej. – Świadczy to o dobrej kondycji polskich firm, kilkunastoletnie doświadczenie zaczęło owocować.
Przedsiębiorcy twierdzą, że prawdziwy boom dopiero przed nami. – To jeszcze nie jest zjawisko masowe – mówi Małgorzata Krzysztoszek z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. – Najważniejsze, że firmy zaczęły zdawać sobie sprawę z tego, iż kupują jakąś część rynku, więc – pomimo dużych kosztów na początku – bardzo na tym skorzystają.
Mają bratanków
Kilka dni temu wrocławska spółka Koelner, producent mocowań budowlanych i przemysłowych, kupiła większość udziałów w węgierskiej firmie Rivker. Koelner zapłacił za swojego węgierskiego partnera ponad 2,5 miliona euro. Spółka zmieniła nazwę na Koelner Hungaria. Nadal będzie się zajmować sprzedażą produktów wrocławskiej firmy na Węgrzech. – Dzięki temu zwiększymy asortyment i obroty – mówi Piotr Kopydłowski, dyrektor finansowy w Koelnerze. Co ciekawe, wcześniej spółka planowała taki sam ruch u naszych południowych sąsiadów, ale jej szefowie w ostatniej chwili się rozmyślili.
Na zakupy wybrała się na Węgry także wadowicka spółka Maspex, producent soków Kubuś, która przejęła węgierską firmę Plusssz Vitamin. Dzięki temu polska firma stała się właścicielem znanej marki Plusssz, jednego z liderów na rynku tabletek musujących w Europie. Dodajmy, że w ubiegłym roku Maspex przejął kontrolę nad najważniejszymi graczami na rynku soków w Czechach i na Słowacji.
Kierunek: zachód
Polskie firmy czują się pewnie nie tylko na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Na przykład Sanplast kupił niedawno niemieckiego producenta wyposażenia łazienek – firmę Hoesch. Polacy rywalizowali z trzydziestką konkurentów. Wygrali przetarg i przejęli zakłady razem z 300-osobową załogą i wszystkim zagwarantowali pracę. – Coraz więcej małych i średnich firm myśli o rozwijaniu działalności za granicą lub wręcz przeniesieniu się do innych krajów – mówi Małgorzata Krzysztoszek. – Kusi je większa stabilność i mniejsze bariery administracyjne niż w naszym kraju.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Łukasz Pałka





























































