Im dłużej trwa dyskusja na temat wejścia Polski do eurolandu, tym trudniej znaleźć zwolenników szybkiego przyjęcia wspólnej waluty. Ekonomiści i politycy, którzy do niedawna przedstawiali euroland wyłącznie w różowych barwach, dziś są bardziej wstrzemięźliwi. Argumenty przeciwników przyjęcia euro powoli przebijają się do opinii publicznej. Oto 5 powodów, dla których nie powinniśmy wstępować do strefy euro.
1. Jeśli jest tak dobrze, to po co czekać?
"Składam przed przedsiębiorcami obietnicę, że naszym celem jest przystąpienie do strefy euro w 2011 r. Rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 roku" - oświadczył premier Donald Tusk podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy w 2008 roku. Szefowi rządu przyklasnął zaraz chór euroentuzjastów, którzy przekonywali jak ważne dla Polski jest przyjęcie wspólnej waluty.
Dziś optymizm wyraźnie opadł, ale właściwie nie bardzo wiadomo, dlaczego. Jedyną odpowiedzią na to pytanie jest przekonywanie, że najpierw strefa euro musi się uporać z własnymi problemami. Innymi słowy, strefa euro jest dla Polski dobra, ale nie teraz. Musimy zaczekać na lepsze czasy. Trudno przyjąć taki argument, ponieważ jeśli wariant przyjęcia wspólnej waluty jest korzystny, to w każdych warunkach. Jeśli natomiast obwarowany jest listą zastrzeżeń, to rodzi jeszcze więcej wątpliwości. Zakładając nawet, że kraje strefy euro "uporządkują" sytuację, kto da nam gwarancje, że kolejny kryzys nie uderzy ponownie w już rozszerzony o Polskę euroland?
2. Strefa euro - projekt wadliwy
Jacques Delors, jeden z ojców wspólnej waluty, w 2011 roku ostrzegał na łamach "The Daily Telegraph" przed zagrożeniami wynikającymi z kryzysu w strefie euro. Były przewodniczący Komisji Europejskiej przyznał, że projekt euro był od początku wadliwy, bo został zdominowany i wypaczony przez polityków. To oni przymykali oko na zadłużanie się ponad miarę niektórych państw oraz łamanie wspólnotowych reguł. Francuz w swoim artykule przyznał także rację brytyjskim eurosceptykom, którzy od początku twierdzili, że wspólna waluta nie może funkcjonować, bo nie stoi za nią żadne państwo.
3. Ideologia nad ekonomią
Europejscy politycy ze względów ideologicznych utrzymują strefę euro w obecnym kształcie. Zamiast przyznać się do błędów, podtrzymują sztuczny twór, przywołując głównie frazesy o solidarności i głębszej integracji. Gdy zagaszony zostaje jeden pożar, zaraz trzeba radzić sobie z drugim. Tylko determinacja Niemiec, głównego beneficjenta strefy euro, pozwala odsuwać w czasie jej rozpad. - Wadliwy projekt wymaga albo gruntownej przebudowy, albo rezygnacji z niego. Euroland ma szereg wewnętrznych sprzeczności, których zarys doskonale widzieliśmy na przykładzie Grecji. Zamiast na siłę utrzymywać strefie euro, Helladzie powinno się pozwolić opuścić struktury strefy euro i powrócić do narodowej waluty- mówił niedawno Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha.
- Jedynym ekonomicznym argumentem za euro, który potrafię dostrzec, jest brak ryzyka kursowego. Trzeba jednak dodać, że czynnik ten jest mocno przeceniany. Mało kto dodaje, że ryzyko zostaje zniesione tylko dla jednej waluty. Być może ważnej, ale jednej. Przedsiębiorcy mają dużo instrumentów, aby się przed tym ryzykiem zabezpieczać. Argumentów przeciw wejściu do eurolandu jest znacznie więcej - mówił Cezary Kazimierczak z podczas debaty "Za i przeciw Euro w Polsce". Słowa te są tym bardziej znamienne, że wypowiedziane przez prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
4. Euroland zagrożeniem dla demokracji
W marcu minął rok od wydarzeń związanych z cypryjskim kryzysem. Pod naciskiem instytucji europejskich członek eurolandu został zmuszony do zabrania swoim obywatelom 5,8 mld euro z ich kont. Oprócz najbardziej kontrowersyjnego pomysłu - opodatkowania lokat - Cyprowi próbowano także narzucić podniesienie o 2,5 pkt. (do 12,5 proc.) podatku dla firm. W suwerennym kraju takie decyzje podejmuje rząd powołany w wyniku demokratycznych procedur. Warto także przypomnieć, jak zareagowano, gdy premier Grecji w październiku 2011 roku wspomniał o referendum w sprawie nowego planu pomocy. Eurokraci uznali, że zmiany są zbyt poważne, aby zapytać o ich akceptację obywateli wolnego kraju w demokratycznym głosowaniu. Kilka dni później Jeorjos Papandreu wycofał się z "nieroztropnej" propozycji.
5. Polacy mówią "NIE".
Tak ważna decyzja jak przyjęcie wspólnej waluty musi być podjęta przez społeczeństwo. Tymczasem entuzjastycznie (co pokazują wszystkie badania) nastawieni do członkostwa w UE Polacy nie dostrzegają jednocześnie zalet eurolandu. Według sondażu przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Społecznej aż 64 proc. Polaków jest przeciwnych przystąpieniu naszego kraju do strefy euro. Zwolenników takiej decyzji jest 29 proc. To koronny argument dlaczego nie powinniśmy przyjmować wspólnej waluty.
Grzegorz Marynowicz
Bankier.pl





















































