Jaki kurs byłby dla nas korzystny?
– Kurs, po jakim zamienimy złote na euro, będzie negocjowany przez rząd polski z Komisją Europejską i Europejskim Bankiem Centralnym. Zazwyczaj nie odbiega on od aktualnych rynkowych notowań, więc gdybyśmy w momencie konsultacji mieli np. 3,3 zł za euro, będzie to nasz kurs parytetowy – mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego. – Dla kraju, który wchodzi do strefy euro, ważne jest, by był to kurs dość słaby, co pozwala na zachowanie konkurencyjności.
Pozostałym krajom w strefie euro zależy natomiast na tym, by był on relatywnie mocny i by nie straciły swojej konkurencyjności względem Polski. Interesy są rozbieżne – podkreśla. Kłopot w tym, że jeszcze nim przedstawimy swoje stanowisko Komisji Europejskiej i Europejskiemu Bankowi Centralnemu, musimy je najpierw ustalić w Polsce. Piotr Kalisz dodaje, że Komisja Europejska jest w stanie zaakceptować umocnienie waluty powyżej zadeklarowanego przez dany kraj poziomu już w momencie, gdy jest on w ERM II.
– W przypadku umocnienia możliwa jest rewaluacja, czyli zmiana poziomu kursu na wyższy. Tak zrobiła Słowacja. Argumentem za zgodą jest to, że gospodarki rozwijające się i doganiające kraje Europy Zachodniej mają wyższe tempo wzrostu i wydajności pracy, a temu zazwyczaj towarzyszy umacnianie się waluty. Osłabienie nie jest akceptowane – wyjaśnia.
Eksporterzy: Skończy się gra w ruletkę
Jednomyślności co do kursu wymiany nie ma wśród eksporterów. Piotr Kozioł, prezes Węglokoksu, uważa, że powinien on wynieść ponad 3 zł za euro. Natomiast Andrzej Nociński, dyrektor ds. kontaktów zewnętrznych Peugeot Polska, twierdzi, że powinien się on ukształtować na poziomie 3,40 zł. Niektórzy mówią nawet o 4 zł za euro. Perspektywa szybkiego przyjęcia euro cieszy firmy sprzedające produkty za granicą niezależnie od kursu wymiany.
– Zniknie ryzyko zmian kursu i koszty zabezpieczenia się przed takimi wahaniami – mówi Maja Goettig z banku BPH. Krzysztof Olszewski, prezes firmy Solaris, która należy do największych producentów autobusów w Europie, przyznaje, że będzie to ewidentna korzyść, ponieważ umożliwi planowanie biznesu. – Przy obecnych dużych wahaniach kursowych firmy nierzadko grają w ruletkę, mają zysk albo stratę w zależności od tego, jak ukształtuje się kurs złotego – podkreśla.
– Stosowanie wspólnego pieniądza doprowadzi do obniżenia kosztów działalności i otworzy dostęp do europejskiego rynku finansowego – mówi Zbigniew Drzymała, prezes Inter Groclin Auto. – W euro rozliczane jest obecnie nawet 70 proc. naszego eksportu – szacuje prof. Krzysztof Marczewski z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Dodaje, że za ponad 10 proc. eksportu firmy otrzymują złotówki. Dotyczy to przede wszystkim transakcji realizowanych na Wschodzie. – Po przyjęciu euro ponad 80 proc. zagranicznej sprzedaży naszych firm rozliczana będzie w tej walucie – ocenia Marczewski.
Niższe stopy, wyższa inflacja
Wraz z wejściem do strefy euro będą u nas obowiązywały stopy procentowe wyznaczane przez Europejski Bank Centralny, co może mieć dla gospodarki dwojakie konsekwencje. – Oprocentowanie kredytów jest dziś uzależnione od stawki WIBOR. Po przyjęciu euro zostanie ona zastąpiona stawką LIBOR, która jest niższa. Oprocentowanie kredytów spadnie zatem, co jest korzystne dla kredytobiorców – mówi główny Maciej Reluga, ekonomista BZ WBK. Niższe stopy procentowe i korzystniejsze dla konsumentów kredyty mogą spowodować znaczące przyspieszenie inflacji w Polsce.
– Niewątpliwie to będzie efekt w skali całej gospodarki, bo kredyt będzie tańszy także dla inwestorów. Może dojść do boomu kredytowego i bańki spekulacyjnej np. na rynku nieruchomości. Poza tym, jak pokazuje przykład Słowenii, można spodziewać się, że inflacja wyraźnie wzrośnie, co będzie związane ze spadkiem kosztów obsługi zadłużenia – ostrzega Wojciech Matysiak, ekonomista banku BGŻ.
Katarzyna Pieniądz, Janusz K. Kowalski
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat


























































