REKLAMA

Pasażerowie zatrzymanego w Mińsku samolotu: chaos, bałagan, przerażenie

2021-05-24 12:54
publikacja
2021-05-24 12:54
Pasażerowie zatrzymanego w Mińsku samolotu: chaos, bałagan, przerażenie
Pasażerowie zatrzymanego w Mińsku samolotu: chaos, bałagan, przerażenie
fot. Darrin Zammit Lupi / / Reuters

Chaos, bałagan, przerażenie - tymi słowami prezes klubu Wigry Suwałki Ewa Sidorek opisuje swój lot zatrzymanym w niedzielę w Mińsku samolotem. Samolot leciał bardzo agresywnie, myśleliśmy, że spadamy - podkreśliła. Jak dodała, na lotnisku pasażerów powitało "uzbrojone po zęby wojsko".

"Tam nie było dyskusji, były polecenia, trzeba było je wykonywać i koniec" - zaznaczyła, dodając, że "nikt tak naprawdę nie wiedział", ilu pasażerów wsiadło do samolotu, gdy ten wyruszył już do Wilna.

W niedzielę pod pretekstem zagrożenia bombowego Białoruś zmusiła do lądowania na lotnisku w Mińsku samolot linii Ryanair lecący z Aten do Wilna. Doszło wówczas do zatrzymania lecącego w nim opozycyjnego aktywisty Ramana Pratasiewicza, który żyje na emigracji.

Pratasiewicz to jeden z autorów prowadzonego na Telegramie opozycyjnego kanału Nexta, którego działanie władze uznały za ekstremizm. Mężczyzna był poszukiwany listem gończym przez białoruskie organy ścigania.

"Byliśmy wszyscy przekonani, że jest to awaria samolotu"

Jedną z pasażerek samolotu lecącego z Aten do Wilna była prezes klubu Wigry Suwałki, b. wiceprezydent Suwałk Ewa Sidorek. Pytana przez PAP o przebieg podróży, Sidorek podkreśliła, że pasażerowie poczuli zaniepokojenie w momencie, kiedy w samolocie zaczęły dziać się "dziwne sytuacje".

"Obsługa samolotu, młodzi mężczyźni, zaczęli nerwowo poruszać się, biegać, to nas zaniepokoiło. Potem padały polecenia: +proszę siadać, nie ruszać się, zapiąć pasy+. Nawet nikt nie mógł wstać" - relacjonowała. Jak podkreśliła, widać było, że "dzieje się coś niewłaściwego".

"Po chwili był komunikat, że jesteśmy zmuszeni ze względów bezpieczeństwa wylądować w Mińsku, podczas gdy za 10 minut mieliśmy lądować w Wilnie" - podkreśliła, dodając, że bardzo zaskoczyło to wszystkich pasażerów. "Samolot leciał bardzo agresywnie, chaotycznie, byliśmy wszyscy przekonani, że jest to awaria samolotu, że samolot spada" - opowiada Ewa Sidorek.

Zgodnie z jej relacją po lądowaniu przed oczami pasażerów ukazało się "mnóstwo samochodów, wojskowych, straży pożarnej". Był też "cały kordon wojskowych" oraz służbowe psy. "Wyprowadzono nas powoli, po pięć osób. Każdy musiał położyć swoje rzeczy, psy je obwąchiwały" - mówi Sidorek. Jak dodaje, gdy wraz ze swoimi współpasażerkami zapytała osobę z obsługi samolotu o to, kto kazał im lądować w Mińsku, uzyskały odpowiedź, że "była informacja o zagrożeniu terrorystycznym".

"Dla nas to było niesamowite, ale przyjęliśmy to do wiadomości. Tam nie było dyskusji, były polecenia, trzeba było je wykonywać i koniec. Przed oczami wojsko uzbrojone po zęby, kto by tam się sprzeciwił" - podkreśliła.

Pasażerowie przechodzili dokładną rewizję osobistą. "Pani dotykała mnie wszędzie, części ciała, garderoby, przeszukiwano mi torby, przeglądano rzeczy" - relacjonuje Sidorek. "Kiedy już czekałam na tę rewizję, przechodziło czterech żołnierzy, dwóch z przodu, dwóch z tyłu, w środku był młody mężczyzna, jak się okazało, ten, z powodu którego całą tę akcję zorganizowano" - powiedziała.

"Po rewizji pojedynczo nas odprowadzono do takiego miejsca, gdzie nas wszystkich zgromadzono. Następnie młoda dziewczyna zapytała po rosyjsku, czy w związku z tym, że jest z Białorusi, może wyjść stąd (...), bo chciałaby wyjść na autobus" - relacjonuje Sidorek. Dziewczynie odpowiedziano, że nie może nigdzie pójść i że będzie lecieć do Wilna. "Okazało się, że ona podróżowała właśnie z tym młodym mężczyzną i ją też zatrzymano" - dodała.

"Tak naprawdę, jak z powrotem wsadzano nas do samolotu, nikt z nas od końca nie wiedział, ile osób z nami nie wraca do Wilna. Kilka razy nas liczono, jakieś kreski stawiano, w kółko brano nazwiska, kto został, ilu pasażerów. Chaos, bałagan, niepewność. I strach, przerażenie tym całym systemem totalitarnym, który jest za naszą granicą" - zaznaczyła Sidorek.

Jak podkreśliła, czekanie na lotnisku trwało około ośmiu godzin. "Mieliśmy wylądować o 12 polskiego czasu w Wilnie, czyli o 13 litewskiego czasu, a z powrotem puszczono nas na samolot o 20 polskiego czasu" - powiedziała. Wskazała też, że - czekając na lot - pasażerowie nawiązali kontakt m.in. z konsulem, swoimi rodzinami, a także prawnikami. Ciągle docierały do nich jednak sprzeczne komunikaty.

"Mój prawnik zapytał mnie, czy na pokładzie była jakaś walka, podobno był jakiś agresywny pasażer. Nie było czegoś takiego, absolutnie. Te informacje, które podawano na zewnątrz, wynikały pewnie z chęci spowodowania jakiegoś chaosu informacyjnego" - stwierdziła Sidorek.

Według informacji przekazanych przez b. białoruskiego ministra i dyplomatę Pawła Łatuszkę samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno po awaryjnym lądowaniu w Mińsku nie odleciało łącznie sześć osób: dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji. 

Działania Białorusi zostały szeroko potępione na arenie międzynarodowej. Nałożenie na nią sankcji będzie jednym z tematów rozpoczynającego w się w poniedziałek podczas nadzwyczajnego, dwudniowego posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli.

"Wszystko było zainscenizowane"

Było jasne, że zatrzymanie białoruskiego dziennikarza opozycyjnego Ramana Pratasiewicza zostało zainscenizowane – mówią jego współpasażerowie z samolotu linii Ryanair, który podczas niedzielnego lotu z Aten do Wilna został zmuszony do lądowania w Mińsku.

„Kiedy wylądowaliśmy, zbliżyły się do nas trzy wozy strażackie, 50 funkcjonariuszy z psami, oficerowie OMON-u i służb. Było jasne, że wszystko jest zainscenizowane” - relacjonuje agencji BNS jeden z pasażerów, Mantas.

„Siedziałem z tyłu. Raman nagle wstał, wziął torbę, próbował przekazać podróżującej z nim dziewczynie komputer i telefon. Zaczął krzyczeć, że nie możemy wylądować w Mińsku” – mówi Mantas. Ocenia, że Pratasiewicz być może popełnił błąd, przekazując jej komputer. „Mógł go dać mnie czy innemu pasażerowi” – tłumaczy Mantas dodając, że później nie widział już dziewczyny i prawdopodobnie również została zatrzymana.

„Widziałem, jak temu dziennikarzowi zabrano paszport, zdjął maseczkę i powiedział mi, że to wszystko z jego powodu” – mówi inny pasażer, cytowany przez portal Lrytas.lt.

„Naszą czwórkę wyprowadzili (z samolotu), psy wszystko obwąchały. Tego chłopaka wzięli na bok i wytrząsnęli jego rzeczy. Zapytaliśmy go, co się dzieje. Powiedział, kim jest i dodał: +Tutaj czeka mnie kara śmierci+. Był już spokojniejszy, ale się trząsł” – opowiada portalowi Delfi.lt kolejny pasażer.

„W sumie nie było żadnego incydentu. Pilot ostro zmienił kurs. Powiedział, że potem to wyjaśni, ale nie zrobił tego. Podczas lądowania widzieliśmy samochody straży pożarnej, policjantów, inne służby. Przyjechało bardzo dużo ludzi, nie było jasne, czego chcą” – mówią świadkowie.

„Nie widzieliśmy myśliwca (białoruskich sił zbrojnych poderwanego do samolotu Ryanair - PAP), nie było go widać, chyba leciał wyżej, ale w ruchu i tonie głosu pilota wyczuwało się niepokój” – relacjonuje jeden z pasażerów.

„Nic nam nie zrobili, nie przyszli do nas, po prostu sprawdzili i kazali czekać. To oczekiwanie było przerażające" - zaznacza rozmówca Lrytas.lt. Dodaje, że z zatrzymanymi na mińskim lotnisku pasażerami nikt nie rozmawiał, nie otrzymali żadnych wyjaśnień, a informacje czerpali z mediów, gdyż „pozwolono na korzystanie z telefonów i internetu, by wywołać wrażenie, że wszystko jest w porządku”.

„To uczucie, gdy jesteś zamknięty w pomieszczeniu, a ci ubrani na zielono ludzie stoją i nie wypuszczają cię przez sześć godzin i nie mówią, co się stało, a jesteś z półtorarocznym dzieckiem na ręku... Wówczas zdajesz sobie sprawę, jak blisko jest to, co nie jest wolnością, co nie jest demokracją i jak dobrze, że nas już tam nie ma" – relacjonuje przeżycia innego pasażera portal lrt.lt.

Samolot relacji Ateny-Wilno linii Ryanair został zmuszony w niedzielę do lądowania w Mińsku z powodu rzekomego ładunku wybuchowego na pokładzie. Władze Białorusi potwierdziły, że poderwały myśliwiec MiG-29 do pasażerskiej maszyny.

Według nieoficjalnych informacji piloci zostali zmuszeni przez samolot wojskowy do lądowania na lotnisku w Mińsku. Następnie zatrzymano podróżującego lotem opozycyjnego aktywistę, dziennikarza i blogera Ramana Pratasiewicza, byłego współredaktora kanału Nexta oraz jego dziewczynę Sofiję Sapiegę, studentkę Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego (EHU) – białoruskiej uczelni działającej na emigracji w Wilnie.

W niedzielę wieczorem, z ponad ośmiogodzinnym opóźnieniem, samolot dotarł do Wilna. Na tamtejsze lotnisko przybyła premier Litwy Ingrida Szimonyte.

„Bardzo się cieszymy, że samolot w końcu zakończył swoją podróż” – powiedziała Szimonyte. Prokuratura Generalna Litwy jeszcze w niedzielę wszczęła postępowanie w sprawie porwania samolotu oraz w sprawie niezgodnego z prawem międzynarodowym traktowania ludzi.

Zeznania złożyli nie tylko pasażerowie, ale też załoga samolotu.

Działania Białorusi potępiło wiele państw, w tym Polska, zarzucając jej władzom złamanie prawa międzynarodowego, piractwo, „terroryzm państwowy” i „porwanie samolotu”, a także domagając się wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia i zdecydowanej reakcji społeczności międzynarodowej.

Źródło:PAP
Tematy
Sprawdź jak zyskać 350 zł z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź jak zyskać 350 zł z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Białoruś

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki