Grażyna Piotrowska - Oliwa : Dzień dobry państwu.
CS: Jest pani dyskryminowana?
GP: Nie, nigdy nie byłam.
CS: Dziewięćdziesiąt pięć procent Polaków jak wynika z najnowszego sondażu Homo Homini uważa, że Polki w Polsce nie są dyskryminowane, ale jakby posłuchać głosów Polek, które dosyć aktywnie uczestniczą w życiu biznesowym można by było odnieść zupełnie inne wrażenie.
GP: Mam takie wrażenie, że nigdy się na uboczu biznesu nie znajdowałam, ale moje wrażenie jest zupełnie inne.
CS: To skąd w takim razie owe głosy Polek, które faktycznie mają dosyć aktywne życie zawodowe, aktywnie działają na polu biznesu i mówią, że nam jest źle bo nas mężczyźni przyciskają do ściany i nie dają nam rozwinąć skrzydeł.
GP: Są dwie rzeczy jedna to jest brak istnienia legendarnej solidarności jajników. Kobiety się nie wspierają w biznesie tak jak wspierają się mężczyźni, niestety to trzeba powiedzieć.
CS: Są bardziej zawistne?
GP: Może nie użyłabym tego słowa. Grają raczej bardziej tylko pod siebie. Panowie idą blokami chyba, że jest jakiś samiec alfa, to wtedy już jest poza konkurencją, natomiast panie w dużym biznesie takich no chociażby jak popatrzymy na tę pierwszą dziesiątkę czy dwudziestkę to są z reguły samice alfa także to raczej jest gra zdecydowanie na siebie. Oczywiście nie należy tego mylić z grą zespołową, bo to jest zupełnie coś innego tu chodzi o styl zarządzania. Dla mnie problem też jest zupełnie inny, że jeżeli chce się zrobić karierę to tę karierę można zrobić. Tylko naprawdę trzeba być szalenie konsekwentnym, nie mówić dużo o szklanych sufitach, nie mówić, że się zarabia mniej. Słynna dyskusja na temat pensji, że kobiety zarabiają mniej. Tak to jest prawda tylko gdyby zrobić ankietę wśród HR-owców w dużych firmach to by się okazało, że jeżeli na to samo stanowisko przychodzi kobieta i mężczyzna mężczyzna z reguły zarządza więcej, kobieta już na starcie powie mniej i teraz dajcie mi HR- owca czy szefa firmy, który komuś kto chce dostać mniej da więcej.
|
CS: Bo zaraz dojdę do wniosku, że takiemu stanowi rzeczy jaki jest w tej chwili czyli owemu szklanemu sufitowi, różnicach w pensji, niskiemu odsetkowi kobiet na kierowniczych stanowiskach winne są same kobiety.
GP: Nie można generalizować, nie same ale wydaje mi się, że rzeczywiście oprócz takich uwarunkowań kulturowych typu kobiety do domu, do dzieci i do przysłowiowych garów a mężczyźni do pracy to jest jeszcze coś takiego, że rzeczywiście kobiety są skromniejsze, kobietom jest trudniej powiedzieć: ja chcę zarabiać na tym stanowisku tyle i tyle, bo to też jest ryzyko, że jeżeli powiem za dużo to może ja nie znajdę pracy a ja tę pracę muszą mieć z wielu powodów. Mężczyźni są troszeczkę w rożnych decyzjach też w ogóle w biznesie podejmują te decyzje z mniejszym zastanowieniem po prostu podejmują ryzyko. Kobiety patrzą na wszystko bardziej analitycznie widzą więcej. To ma ogromne zalety biznesowe, ale to też powoduje taką trochę samodyskryminację.
CS: Byłoby nam lepiej gdyby kobiety miały więcej do powiedzenia w biznesie?
GP: Ależ oczywiście.
CS: A dlaczego dowody poproszę.
GP: Kobiety są twarde, kobiety tonują obyczaje. Jeżeli mamy zarządy, jeżeli mamy duże firmy gdzie zarządy składają się w większości z samych tych samców alfa jeżeli już się posługujemy tą terminologią, to w tym momencie kobieta potrafi spowodować, że wyciągnie
z tego zespołu same najlepsze cechy, najlepsze kompetencje właśnie tak tonując różne zapędy liderskie. Kobiety mają bardzo analityczne podejście do wielu rzeczy, widzą ryzyka, widzą też bardzo wiele możliwości, które z reguły facet biznesowy menedżer jak leci do przodu to już po prostu leci. Ma ustalony cel, trochę nieważne co jest po boku, jeżeli skończy na końcu na ścianie to też dlatego, że nie miał kobiety obok, która by mu powiedziała: słuchaj pędzisz rewelacyjnie, tylko chłopie uważaj bo przed tobą jest ściana. Może stracić poczucie odległości.
CS: W takim razie jest przestrzeń w biznesie do wprowadzenia parytetów podobnie jak w polityce? Bo te głosy coraz częściej zaczynają pojawiać się, zaczęły w Europie Zachodniej ot chociażby przykład Francji, ale również zaczynają coraz mocniej być słyszalne tu nad Wisłą.
GP: Ja nie jestem w ogóle zwolennikiem jakichkolwiek regulacji. Ja się urodziłam w czasach PRL -u, moją młodość siedziałam w czasach PRL- u i ja mam niechęć do jakichkolwiek narzuconych odgórnie rozwiązań i uważam, że kobieta nie jest osobą niepełnosprawną, kobieta nie potrzebuje preferencji, kobieta może się sprawdzić. Oczywiście to jest dobre rozwiązanie, że w ogóle mówimy o tym problemie, że kobiet jest za mało w polityce,
w zarządach natomiast ustalanie kwot powoduje chociażby jedną rzecz, z dnia na dzień nie pojawią się nagle zastępy wysoce wykwalifikowanych, bardzo doświadczonych i chcących robić karierę menedżerek. To jest proces, który wymaga czasu. Takich kobiet jest bardzo dużo, ale takich kobiet też nie ma na tyle, żeby gdybyśmy wprowadzili takie kwoty jakie są na przykład w Norwegii czyli czterdzieści procent, żeby na przykład jutro się okazało, że do obsadzenia czterdziestu procent miejsc w pięciuset największych spółkach znajdziemy kobiety.
CS: Krótka ławka wynikająca bardziej z tego, ż kobietom się nie chce?
GP: Nie, z tradycji, to nie to, że kobietom się nie chce…
CS: Nie chce się wyjść przed szereg, to miałem bardziej na myśli.
GP: Tak, że nie chce się wyjść przed szereg, że kobiety z reguły mają jednak te dwa etaty, bo znowu to jest uwarunkowanie kulturowe kobieta jak chce robić karierę, to niech sobie robi tę karierę, ale dom ma być zadbany czyli kobieta jak ten wielbłąd ma dwa pakunki….
CS: Zaoponuję, nie generalizujmy.
GP: Dobrze, ale percepcja taka jest. To, że kobieta idzie do pracy wcale jej nie zwalnia później od tego, że musi się jeszcze domem zająć, o podziale obowiązków w ramach domu możemy nie dyskutować i w tym momencie znalezienie nagle tych czterdziestu osób, które dojdą do wniosku, że dobrze my mamy partnerów, którzy razem z nami dzielą obowiązki
w domu, my mamy partnerów czy rodziny, które się zajmą naszymi dziećmi, będziemy mogły pracować trochę więcej , bo to nie my będziemy odbierać dzieci z przedszkoli, ze szkół itd., tylko po prostu to się nagle z dnia na dzień zmieni nie oczekujmy cudów. Takie rzeczy
z dnia na dzień się nie dzieją.
CS: Czyli podsumowując takowy parytet w biznesie nie miałby pani zdaniem sensu.
GP: To jest to co powiedziałam w wywiadzie i o czym rozmawialiśmy, że każda forma takiej jakby preferencji jest metodą dyskryminacji. Kobiety walczą z reguły z takimi stereotypami typu głupia baba . Jeżeli kobieta mówi coś z przekonaniem jest stanowcza, to jest wtedy wściekłe babsko. Jeżeli to samo robi mężczyzna, to jest bardzo kompetentny gościu.
W przypadku kobiety to jest po prostu od razu wściekła baba. To są stereotypy z którymi cały czas walczymy i nie da się po prostu tego z dnia na dzień wytępić. Więc dla mnie tak samo nie chciałabym nigdy usłyszeć, że byłam, czy jestem czy będę w zarządzie jakiejkolwiek firmy tylko dlatego, że wynika to z parytetu. Jeżeli ktoś by chciał mnie obrazić to mógłby tak powiedzieć: no tak ona jest tam gdzie jest, czy którakolwiek kobieta, no bo wiadomo, bo jest parytet, to znaczy ona jest głupia, ona się nie nadaje, ale musieli ją wziąć, bo jest parytet. Taki proces się nie dokona z dnia na dzień. Jeżeli chcemy wprowadzać jakiekolwiek regulacje po prostu pomyślmy jak to zrobić, żeby koniec końców nie okazało się, że to się obróci przeciwko nam, bo bardzo łatwo będzie naświetlić przypadki kobiet, które nie mając nic do powiedzenia mówią bardzo dużo i lepiej, żeby nie mówiły. Wystarczy włączyć telewizję
i posłuchać co poniektórych, wiemy doskonale o kogo chodzi i to nie buduje później wizerunku kobiety, która jest w polityce, która mówi z ogromną kompetencją, z ogromną swadą i kultura osobistą.
CS: Grażyna Piotrkowska - Oliwa, wiceprezydent Pracodawców RP. Dziękuję bardzo
i wszystkiego najlepszego.
GP: Dziękuję.


































































