Kolekcjonowanie papierów wartościowych jest odkrywaniem piękna ukrytego w miniaturowych dziełach sztuki użytkowej, jakimi są wiekowe akcje, obligacje czy banknoty.
Dawne polskie papiery wartościowe projektowane były przez największych artystów, jak Józef Mehoffer czy Zofia Stryjeńska. Jednakże wartość artystyczna tych niewielkich w formie dzieł sztuki niejednokrotnie przyćmiewana była przez ich funkcję użytkową. Zresztą do dnia dzisiejszego kolekcjonerstwo zabytkowych papierów wartościowych stanowi połączenie pasji do obiektów o wyjątkowej wartości graficznej ze sztuką inwestowania.
Papier wartościowy a znak legitymacyjny
W zasadzie brak jest w polskim systemie prawa jednolitej definicji papieru wartościowego. W znacznym uproszczeniu można stwierdzić, iż pod tym pojęciem rozumiemy dokument ucieleśniający określone prawo majątkowe. Związek pomiędzy papierem wartościowym a zawartym w nim prawem jest tak ścisły, iż do realizacji uprawnienia konieczne jest posiadanie papieru wartościowego, zaś przeniesienie własności dokumentu pociąga za sobą przeniesienie także prawa majątkowego. Powyższe odróżnia papier wartościowy od tzw. „znaku legitymacyjnego”, chociażby w postaci biletu kolejowego czy polisy ubezpieczeniowej, które stanowią jedynie dowód tego, iż dana osoba zapłaciła za przejazd czy też zawarła umowę ubezpieczenia.
Zobacz także

Reaktywacja dawnych spółek
W przypadku dawnych akcji ich wartość zawiera się nie tylko w wyjątkowych walorach artystycznych i kolekcjonerskich. Zabytkowe akcje, przy spełnieniu określonych prawem warunków, mogą być także podstawą do reaktywacji przedwojennych spółek prawa handlowego. Procedura reaktywacji w istocie sprowadza się do przerejestrowania dawnej spółki, nie wykreślonej z wcześniej obowiązującego rejestru handlowego, do aktualnie prowadzonego krajowego rejestru sądowego. W ocenie specjalistów istnieje jeszcze ponad kilkadziesiąt tysięcy spółek „nie wykreślonych” z rejestru handlowego, po których aktywacji „nowi” akcjonariusze mogą wystąpić z żądaniem zwrotu majątków przejętych przez państwo po II wojnie światowej. Według szacunków łączna wartość roszczeń takich przedwojennych spółek może sięgać w Polsce miliardów złotych. Dla przykładu w połowie lat 90. znany biznesmen Ryszard Krauze reaktywował założoną jeszcze w 1805 r. spółkę Zakłady Ogrodnicze C. Ulrich S.A. Jak podaje Forbes spółka odzyskała niezwykle wartościowe tereny o powierzchni 20 hektarów na warszawskiej Woli. Z kolei Gazeta Wyborcza zwraca uwagę na reaktywowaną w Katowicach spółkę Giesche S.A., która wszczyna kolejne procesy o odzyskanie utraconych nieruchomości, obejmujących przed wojną nawet trzecią część miasta.


Jednakże zdaniem części specjalistów akcje kupowane wyłącznie w celach kolekcjonerskich nie mogą stanowić podstawy do reaktywacji przedwojennych przedsiębiorstw. Z uwagi na to, iż nie każdy posiadacz akcji jest jej „prawowitym” właścicielem prawo wykształciło szereg instytucji mających przeciwdziałać ewentualnemu ich „bezprawnemu” wykorzystaniu. Jest to istotne zwłaszcza dlatego, iż tylko część papierów wartościowych posiada charakter „imienny”, czyli dokument zawiera imię i nazwisko uprawnionego. W pozostałych przypadkach mamy do czynienia z papierami wartościowymi „na okaziciela”, z których co do zasady uprawniony jest aktualny posiadacz. Z tych względów obecni akcjonariusze powinni wykazać się stosownymi dokumentami w postaci umowy sprzedaży akcji w celach inwestycyjnych czy też przedstawić dowody ich objęcia w ramach spadku. W takich przypadkach może pojawić się także pokusa fałszerstwa dokumentów „legalizacyjnych”, zwłaszcza przy uwzględnieniu wynikających stąd korzyści finansowych. Z tychże względów od początku 2009 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podjęła dosyć intensywne działania mające na celu monitorowanie prawidłowości procesu „przerejestrowania” dawnych spółek. Rzecz jasna istnieje także wiele spółek reaktywowanych przez kolekcjonerów będących spadkobiercami byłych właścicieli, posiadających z przedwojennym przedsiębiorstwem związki nie tylko finansowe, ale także o charakterze emocjonalnym i osobistym.

Obligacje
Nie mniej emocji w środowisku kolekcjonerskim wzbudza problematyka przedwojennych obligacji, będących w istocie formą pożyczki społeczeństwa dla państwa, które przygotowywało się do nadchodzącej wojny. Nieuregulowana sytuacja prawna dotyczy wyemitowanych w okresie międzywojennym obligacji choćby z tytułu wewnętrznej pożyczki państwowej z 1937 r. czy premiowej pożyczki dolarowej z 1939 r. Z teoretycznego punktu widzenia Skarb Państwa obowiązany był w oznaczonym czasie, z zasady nie później niż do 1995 r., do wykupu tych obligacji za kwotę nominalną powiększoną o należne odsetki. W praktyce jednak w okresie PRL-u nie istniała możliwość zrealizowania wykupu, zaś po 1989 r. także nie został wydany akt prawny regulujący kwestię zobowiązań państwa wynikających z emisji przedwojennych obligacji.
Wraz z upływem czasu, wskutek zmian systemu walutowego oraz denominacji złotego, nominalna wartość obligacji drastycznie spadła. W konsekwencji obecni właściciele obligacji otrzymaliby z ich tytułu przysłowiowe grosze, podczas gdy obywatele II Rzeczypospolitej lokowali w nich nierzadko majątki całego życia. Urealnieniu wartości papierów stał na przeszkodzie sławny już art. 12 ustawy z 28 lipca 1990 r. o zmianie kodeksu cywilnego, który uniemożliwiał waloryzację zobowiązań powstałych przed 1950 r. Dopiero orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 24 kwietnia 2007 r. (syg. akt SK 49/05) uchyliło wspomniany wyżej art. 12 jako niezgody z Konstytucją. Jako iż eksperci rządowi obliczyli, że wskutek wykupu obligacji o zwaloryzowanej wartości Skarb Państwa byłby zobowiązany do łącznej zapłaty około 5 miliardów zł, wejście w życie orzeczenia TK odroczono do 10 maja 2008 r. W teorii miało to umożliwić polskiemu rządowi wprowadzenie kompleksowej ustawy reprywatyzacyjnej regulującej zasady wykupu przedwojennych obligacji. Nie trzeba chyba jednak dodawać, iż do uchwalenia takiego aktu prawnego nie doszło. Niewątpliwie orzeczenie wpłynęło także na rynek kolekcjonerski, gdzie natychmiast zanotowano wzrost cen obligacji, w niektórych wypadkach nawet o kilkaset procent. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy było to, iż nabyciem obligacji zainteresowali się także pseudokolekcjonerzy, liczący na relatywnie „łatwy” zysk. Jak wskazywali specjaliści, dla przykładu 1.000 zł zainwestowane w obligacje z tytułu pożyczki inwestycyjnej z 1937 r. warte byłoby obecnie około 87.000 zł. Dla rynku kolekcjonerskiego oznaczało to rozpoczęcie okresu, w którym o wzmożonym zainteresowaniu danym typem obligacji decydowała potencjalna wartość ekonomiczna, nie zaś walory artystyczne i historyczne.

W praktyce jednak największą przeszkodą w realizacji roszczeń z tytułu wykupu przedwojennych obligacji jest 10-letni termin przedawnienia. Upływ terminu liczony jest od dnia, w którym według treści obligacji Skarb Państwa był obowiązany do ich wykupu. Dzień wykupu był określony poprzez wskazanie konkretnej daty bądź miał zostać wyznaczony w drodze losowania, przy czym ostatnia partia „nie wylosowanych” obligacji miała zostać wykupiona w 1995 r. W przypadku obligacji o wcześniejszym terminie wykupu uznaje się, iż w okresie od 1939 do 1985 r. bieg przedawnienia ulegał zawieszeniu, albowiem wojna, a następnie ustrój komunistyczny w istocie uniemożliwiły realizację uprawnień. Istnieją głosy, iż termin przedawnienia powinien być liczony od daty uchwalenia konstytucji z 1997 r., a nawet, iż całkowicie bierna postawa państwa w sprawie wykupu powoduje, iż termin przedawnienia w ogóle nie rozpoczął jeszcze biegu. Taki argument jednak z pewnością nie zostanie uwzględniony przez orzekający sąd, który w przypadku podniesienia przez Skarb Państwa zarzutu przedawnienia, oddali powództwo.
Zdarza się także, iż właścicielowi obligacji udaje się uzyskać od państwa odszkodowanie – jak dotąd jednak znane są tylko dwa takie przypadki. W jednym z nich Skarb Państwa nie wniósł w terminie stosownego pisma procesowego, a więc uwzględnienie roszczeń nastąpiło niejako z powodu „błędu formalnego”, nie zaś wskutek rozpoznania merytorycznego. W przypadku zaś niedawno zakończonej przed Sądem Okręgowym w Warszawie sprawy dotyczącej obligacji z państwowej renty ziemskiej powództwo zostało wniesione przed upływem okresu przedawnienia. Pamiętać jednak należy, iż wyrok zasądzający niebagatelną kwotę w wysokości prawie pół miliona zł jest nadal nieprawomocny, zaś przedstawiciele strony rządowej już zapowiedzieli złożenie apelacji. Swego czasu spore zamieszanie wywołała także konferencja prasowa amerykańskiego adwokata Eda Fagana, reprezentującego polskich właścicieli obligacji zamieszkujących obecnie na terenie Niemiec, Francji czy Włoch. W praktyce przygniatająca większość procesów kończy się jednak przegraną właścicieli obligacji właśnie ze względu na upływ terminu przedawnienia. Szansy na realizację przedwojennych zobowiązań państwa polskiego należy raczej upatrywać w kompleksowej ustawie reprywatyzacyjnej, przy czym należy liczyć się z proporcjonalnym obniżeniem wartości pieniężnych wypłacanych z tego tytułu.

Kolekcjonowanie akcji
Pomimo tych „oczekujących roszczeń”, zdaniem specjalistów kolekcjonowanie akcji jest relatywnie bezpiecznym zajęciem. Przede wszystkim zainteresowanie akcjami czy obligacjami jest nadal zbyt małe, aby opłacało się ich fałszerstwo – obecnie w Polsce profesjonalne kolekcje tworzone są przez nie więcej niż 150 osób. Jednym z najbardziej znanych kolekcjonerów jest pan Ryszard Kowalczuk, autor znanych monografii na temat papierów wartościowych, którego zbiór liczy ponad 18 tys. dokumentów, z czego około 6 tys. to akcje polskich spółek. Ceny papierów wartościowych wahają się od kilkudziesięciu zł aż do kilkunastu tys. – dla przykładu za jedyny egzemplarz akcji Resursy Kupieckiej z pierwszej połowy XIX w. Zdarzają się jednak także na rynku papierów wartościowych radykalne obniżki wartości obiektów, jak w przypadku Fabryki Maszyn Rolniczych Kraj z Kutna. Niespodziewanie odnaleziono bowiem pokaźny zbiór tej dotąd rzadkiej akcji, co w konsekwencji doprowadziło do kilkunastokrotnego spadku jej ceny.
Jak jednak podkreślają kolekcjonerzy dawnych papierów, kwestia reaktywacji dawnej spółki czy też uzyskania roszczeń nie jest dla nich tak istotna, jak możliwość obcowania z piękną i wyjątkową sztuką graficzną. Wśród papierów wartościowych o tak wyjątkowych walorach estetycznych wymienia się Listy Zastawne Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego projektowane przez Zofię Stryjeńską czy Akcje Pierwszej Fabryki Lokomotyw według projektu Józefa Mehoffera. Papiery wartościowe były także efektem prac Adama Półtwaskiego, Henryka Uziembły, Wacława Borowskiego czy znanego malarza batalisty – Stanisława Kaczora-Batowskiego. Szczególnie wysoką jakością i estetyką cechują się papiery wartościowe realizowane w XIX w. w warszawskim zakładzie litograficznym Maksymiliana Fajansa. Tytułem zakończenia dodać jedynie należy, iż dopóki kwestie roszczeń byłych właścicieli nie zostaną uregulowane ostatecznie, dopóty papiery wartościowe nie będą reprezentowały wyłącznie wartości artystycznej i kolekcjonerskiej.
Piotr ŁadaAutor jest aplikantem adwokackim































































