Istnieje wielu biznesmenów, którzy
odziedziczoną fortunę pomnożyli w niewyobrażalny sposób. Ale prawdopodobnie
żaden z nich nie może mierzyć się w tej kategorii ze słynnymi,
południowoamerykańskimi Narcos, choć „biznes” w ich wypadku był dość
kontrowersyjnym określeniem.
fot. / / NetflixRodzinny biznes źródłem sukcesu
Gdy pisze
się lub mówi o rodzinnych fortunach, jednym z pierwszych skojarzeń są między
innymi Rothschildowie, czyli rodzina, której nazwisko swego czasu stanowiło
wręcz synonim bogactwa. Jednak żydowska familia bankierów i finansistów
pomnażała swój majątek na przestrzeni wielu pokoleń. Klasyczna i pełna rozmachu
historia „od zera do multimiliardera” w wydaniu rodzinnym, trwająca ledwie 3
dekady, stała się natomiast udziałem braci Gilberto i Miguela Rodriguez
Orejuela – przywódców kartelu z Cali, który miał wielki wpływ na wydarzenia w
Kolumbii na przełomie lat 80. i 90. XX wieku.
Bracia
Orejuela, czyli niezwykle przedsiębiorczy Narcos, swój sukces zawdzięczają
między innymi doskonałemu wyczuciu biznesowemu, którego nie powstydziliby się
szefowie największych korporacji. Pod koniec lat 70., gdy dla wielu
„konsumentów” – szczególnie w USA – marihuana przestała być wystarczającym
stymulantem, nasi bohaterowie jako jedni z pierwszych dostrzegli możliwość
zbicia fortuny na handlu kokainą. Działali w czasach świetności ich głównego,
dziś bardziej znanego konkurenta – Pablo Escobara, który stworzył i zarządzał
kartelem z Medellin. Jak się okazało, bracia Orejuela okazali się bardziej
dalekowzroczni. Dlaczego więc to Pablo jest dziś uważany za najbardziej znanego
Narcos, króla narkotyków?
Bogatsi od samego Escobara
Kartel z
Medellin zatrudniał swego czasu około 750 tys. osób i – jak się szacuje –
odpowiadał za około 40–50% eksportu z Kolumbii, Boliwii i Peru. Stojący na jego
czele Pablo Escobar uwielbiał afiszować się bogactwem – między innymi dzięki
temu stał się w Kolumbii osobą publiczną, a wręcz celebrytą piastującym urząd
senatora i udzielającym się społecznie poprzez finansowanie sportu i budowę
osiedli mieszkaniowych dla najbiedniejszych. Król kokainy zdobył wśród Kolumbijczyków
opinię południowoamerykańskiego Robin Hooda, a majątek szacowany na 30 mld
dolarów dał mu 7. miejsce w rankingu Forbes. Jego barwna historia zakończona w
1993 roku (został wtedy zabity przez kolumbijskie i amerykańskie służby)
interesuje ludzi na całym świecie aż do dziś.
Jednak w
rzeczywistości bracia z Cali, którzy przyjęli nieco inny model narkobiznesu,
swoim bogactwem mogli zawstydzić króla kokainy – wzbogacili się
zwłaszcza, gdy po jego śmierci zaczęli kontrolować około 80% produkcji i
eksportu kokainy! Roczny przychód kartelu z samego rynku w USA wynosił około 7
miliardów dolarów. Liczna rodzina Orejuela mogła pozwolić sobie na kupowanie
luksusowych nieruchomości, a nawet całych osiedli z basenami i obiektami
sportowymi.
W biznesie liczy się pomysłowość!
Chociaż klan
Orejuela zaczynał gromadzenie fortuny od zera, śmiało można stwierdzić, że dostał
od losu jeszcze większy dar niż pieniądze. Chodzi o unicestwienie Pablo
Escobara przez kolumbijskie i amerykańskie służby. Zakończenie wojny pomiędzy
kartelami z Cali i Medellin dało temu pierwszemu praktycznie wolną rękę i
monopol na handel kokainą. Należy jednak przyznać, że członkowie tej
organizacji, uznawanej w USA za „najpotężniejszy syndykat zbrodni w dziejach”,
wykazywali się przede wszystkim przedsiębiorczością i kreatywnością. Opowiada o
tym najnowszy sezon kultowego już serialu „Narcos” produkcji Netflix.
O ile
szmuglowanie towaru drogą lotniczą lub lądową przez nie tak szczelną jak dziś
granicę amerykańsko-meksykańską robi wrażenie, to jest niczym wobec
transportowania białego proszku we wnętrzu… torpedy. Towar był holowany do
Stanów przez łódź, a gdy na horyzoncie pojawiała się straż przybrzeżna, z
łatwością pozbywano się chwilowo zbędnego balastu, który – gdy zagrożenie
ustało – szybko namierzano dzięki nadajnikowi radiowemu.
Zamiast
trwonić majątek jak Escobar, przywódcy kartelu z Cali preferowali inwestycje. Z
chwilą ekstradycji do USA rodzina Orejuela posiadała między innymi ponad 3000
biur, 3500 sklepów i 1000 lokali gastronomicznych. Trafioną inwestycją okazała
się również warta 260 milionów dolarów sieć aptek, która pozwalała na rekrutowanie
najlepszych specjalistów do narkobiznesu, a jednocześnie była świetną pralnią
pieniędzy. Przede wszystkim zaś stała się doskonałą przykrywką do
usprawiedliwienia importu ogromnych ilości substancji chemicznych niezbędnych
do produkcji wysokiej jakości kokainy. Finansami „korporacji” zajmowała się
natomiast kancelaria Asesoriás Contables y Financieras – zarządzanie odbywało
się poprzez system informatyczny…
Państwo niemal na własność
W czasach
dominacji kartelu z Cali monteskiuszowski trójpodział władzy w Kolumbii istniał
zasadniczo tylko w teorii. Na usługach klanu Orejuela znajdowało się
kilkudziesięciu parlamentarzystów, sędziów i prokuratorów, co przydało się
szczególnie w 1991 roku, gdy w Kolumbii przeforsowano zakaz ekstradycji
obywateli tego kraju do USA. Oficerowie policji, których słynący ze skutecznej
korupcji kartel potrafił przekonać do współpracy, mogli liczyć na zawrotne „pensje”
w wysokości 20 tys. dolarów miesięcznie… Z kartelem związany był również ówczesny
prezydent Kolumbii Ernesto Samper, który w krytycznym momencie kampanii został
wsparty datkiem w wysokości 6 milionów dolarów. Niedługo później bracia
Orejuela zostali „niespodziewanie” aresztowani i skazani na skandalicznie
niskie wyroki. W trakcie odsiadki nadal kierowali swoim narkobiznesem, by na
samej kokainie zarobić 320 mln dolarów, podczas gdy dawny konkurent – Pablo
Escobar – dawno spoczywał w grobie.
"Marihuana przestała być wystarczającym stymulantem", odkąd to marihuana należy do grypy stymulantów takich jak kokaina, amfetamina, mefedron itd? Kto pisze takie brednie?