Dzisiejsze rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego, przekraczające 580 ton, budzą zasłużony podziw i wzbudzają poczucie stabilności finansowej państwa. Jednak w burzliwej historii Polski istniał moment, gdy cały „skarb narodowy” ważył zaledwie 79,5 tony. Ta relatywnie niewielka ilość kruszcu, zgromadzona dzięki reformom Władysława Grabskiego w ramach powołanego w 1924 roku Banku Polskiego SA, stała się bohaterem jednej z najbardziej brawurowych operacji logistycznych II wojny światowej.


W przededniu wojny polskie zasoby złota o wadze 79,5 tony miały wartość blisko 464 mln zł lub w przeliczeniu 87 mln USD. Rezerwy ulokowane były w Warszawie, oddziałach terenowych oraz jako depozyty za granicą. Zgromadzona w dwudziestoleciu międzywojennym dzięki reformom Władysława Grabskiego w ramach powołanego w 1924 roku Banku Polskiego, stało się bohaterem jednej z najbardziej brawurowych operacji logistycznych II wojny światowej.
Kiedy 1 września Niemcy zaatakowały Polskę, szybko stało się jasne, że narodowy skarb musi zostać bezwzględnie zabezpieczony. Najpierw przetransportowano je na wschód kraju, ale 10 września zapadła decyzja o wywiezieniu go w całości za granicę − do Francji. Złoto, inne aktywa Banku Polski i matryce banknotów ruszyły do punktu zbornego w Śniatyniu przy granicy z Rumunią.
Ze złotym medalem do Rumunii
Ciekawostką jest fakt, że jednym z 40 autobusów transportujących kruszec kierowała Halina Konopacka, mistrzyni olimpijska z Amsterdamu (1928 r.). Jej mężem był płk Ignacy Matuszewski, były minister skarbu, który nadzorował transport złota z Łucka. Dzięki przychylności władz w Bukareszcie, które oparły się gigantycznym naciskom ze strony III Rzeszy, konwój mógł przejechać pociągami przez terytorium Rumunii do portu w Konstancy.
Zrozumieć złoto – nowy cykl artykułów
Kontynuujemy serię publikacji przybliżających rolę, historię oraz mechanizmy rządzące rynkiem królewskiego kruszcu. Przyglądamy się w nich złotu z wielu perspektyw, od decyzji inwestycyjnych, przez światowe zasoby, historię złota, po zakupy kruszcu przez banki centralne.
>> Wszystkie teksty znajdują się pod tym linkiem
Stamtąd, na pokładzie niewielkiego tankowca Eocene, kruszec odpłynął do Turcji. To jednak był dopiero początek. Szlak wiódł dalej przez Stambuł do Bejrutu, który znajdował się wówczas pod administracją francuską. Władze w Paryżu zgodziły się przyjąć polskie złoto. Na przełomie września i października 1939 r. kruszec został załadowany na francuskie okręty wojenne i przewieziony do portu w Tulonie, a ostatecznie bezpiecznie (na ten moment) ulokowany w podziemiach Banku Francji w Nevers.

Polacy tracą kontrolę nad złotem
Bezpieczeństwo we Francji szybko okazało się iluzoryczne. Wiosną 1940 roku, w obliczu agresji niemieckiej i groźby kapitulacji, polski rząd usilnie naciskał na wywiezienie złota do Stanów Zjednoczonych. Francuzi, jawnie grając na zwłokę, zamiast do Ameryki, wysłali polskie złoto do Dakaru w Afryce, skąd przetransportowano je dalej do fortu Kayes położonego w głębi Sahary Francuskiej.
Po upadku Francji i powołaniu kolaboracyjnego rządu Vichy latem 1940 r. Polacy utracili fizyczną kontrolę nad własnym majątkiem. Aby ją odzyskać, rząd polski na uchodźstwie podjął starania dyplomatyczne, a następnie prawne, które dopiero przyniosły efekty. W 1941 roku wynajęta przez Polaków nowojorska kancelaria „Sullivan and Cromwell” wniosła pozew przeciwko Bankowi Francji. co doprowadziło do nałożenia sądowego aresztu na francuskie rezerwy zdeponowane w Nowym Jorku.
W maju 1942 r. proces został zawieszony, bowiem z powodu wojny adwokaci Banku Francji nie mieli możliwości jego reprezentowania, a od tego sąd uzależniał wyznaczenie terminu rozprawy. Stronie polskiej nie zależało zresztą na pośpiechu. Główny cel podjętych działań procesowych − nałożenie aresztu – został już osiągnięty. Strona polska równocześnie próbowała porozumieć się z reprezentantami Komitetu Wolnej Francji (gaullistami), czego efektem było tajne porozumienie przewidującego zwrot złota Polakom.
Jak odzyskano polskie rezerwy złota?
Wielki przełom nastąpił po zajęciu Afryki Północnej przez aliantów jesienią 1942 r. w związku z operacją „Torch”. Wtedy to postanowiono, że do Afryki uda się jeden z dyrektorów Banku Polskiego mjr Stefan Michalski, by zobaczyć polskie złoto. Tymczasem Francuzi zaczęli robić problemy, twierdząc, że w Keyes nie ma polskiego złota. Jednak dzięki pomocy Amerykanów, dyrektor Michalski 13 lutego 1943 r. dotarł do Algieru, aby to sprowadzić. Gdyby faktycznie go tam nie było, miał dowiedzieć się, co się z nim stało. W przeciwnym razie miał pertraktować z Francuzami w sprawie jego wydania.
Ostatecznie Francuzi przyznali, że polskie złoto znajduje się w Afryce Zachodniej, ale wydanie kruszcu uzależnili od uregulowania stosunków na szczeblu państwowym. Z końcem 1943 roku w Algierze podpisano stosowną ugodę. Do Waszyngtonu przekazano wiadomość, że obie strony, zgadzają się na zakończenie procesu. Na mocy nowojorskiej ugody ze stycznia 1944 roku, opartej na porozumieniu algierskim, banki centralne Polski i Francji zakończyły spór. W rezultacie 22 marca sąd w Nowym Jorku wydał decyzję o umorzeniu procesu oraz zniesieniu aresztu nałożonego na złoto Banku Francji.
Pod koniec stycznia 1944 r. do Kayes dotarli dwaj wysłannicy Banku Polskiego. Anegdotyczna pozostaje historia o tym, że gdy dotarli do saharyjskiego fortu, drewniane skrzynie, w których przechowywano polskie złoto, zostały zniszczone przez termity. Jednak po przeprowadzonej inspekcji udało im się zorganizować transport złota do Dakaru, gdzie ochraniały je francuskie władze wojskowe.
Odzyskany kruszec polskie władze zadecydowały rozlokować w państwach sojuszniczych. Bezpośrednio z Dakaru największa część złota trafiła do Nowego Jorku. Kolejne partie, ze względów strategicznych, transportowano brytyjskimi niszczycielami wojennymi do Londynu i kanadyjskiej Ottawy, co trwało aż do jesieni 1944 roku.
Złote zaskórniaki w Rumunii
Wielka ewakuacja polskiego złota to przede wszystkim niezwykła karta bohaterstwa zwykłych ludzi. Operacja odbywała się w ogólnym chaosie, a urzędnicy bankowi ryzykowali bezpieczeństwo własne i swoich rodzin. Wielu z nich, po utknięciu we Francji po 1940 roku, zaangażowało się w tworzenie słynnej francusko-polskiej siatki wywiadowczej Réseau F2.
Zdumiewającym sukcesem tej ewakuacji jest fakt, że przez kilka lat wojny nie utracono ani grama ze złotych w zasobach Banku Polskiego. Złoto wracało do kraju partiami. Ocalałe rezerwy znalazły się ostatecznie w dyspozycji władz komunistycznych. Rządzący Polską komuniści na początki nie wiedzieli jednak o partii złota pozostającej w … Rumunii.
Okazało się, że w 1939 r. na polecenie naczelnych polskich władz wojskowych oddzielono od głównego transportu 4 tony złota, z czego jedną tonę sprzedano na zaspokojenie bieżących potrzeb państwa i pomoc uchodźcom, a trzy tony zdeponowano w Narodowym Banku Rumunii. Te trzy tony były ukrywane pod koniec wojny w górskim monastyrze Tismana. One jednak także powróciły do Warszawy drogą lotniczą w 1947 roku.
Komunistyczny pomysł na złoto
Tymczasem od 1946 roku złoto było sukcesywnie sprzedawane w światowych centrach finansowych lub używane jako zabezpieczenie kredytów. Ponadto przedwojenny Bank Polski, po wchłonięciu jego aktywów przez państwowy Narodowy Bank Polski i drastycznym, sztucznym zaniżeniu ich wartości rozliczeniowej według przedwojennego parytetu, został całkowicie zlikwidowany decyzją władz w 1952 roku. W rezerwach NBP do połowy lat 90. znajdowało się zaledwie około 15 ton złota.
Złoto II RP, uratowane dzięki heroizmowi urzędników i przychylności sojuszników, stało się fundamentem odbudowy zniszczonego kraju. Dziś ta historia przypomina nam, że prawdziwym skarbem państwa, obok kruszcu, są ludzie gotowi je chronić w najbardziej dramatycznych momentach.




























































