Historia - zwłaszcza naszego kraju - płatała i płata takie psikusy, że podstawowe wartości stają pod znakiem zapytania. Wszystkim zaczyna rządzić przypadek - o losach bohatera "Obywatela", zakrętach historii i współpracy na planie z Maciejem Stuhrem opowiada reżyser i aktor, Jerzy Stuhr.


Obywatel. Stuhr o Polaku i historii
- Pomysł na film zrodził się z obserwacji własnego życia pod kątem różnych, historycznych wypadków, które przeżyłem ja i moje pokolenie. Ciekawe życie mieliśmy… - podsumowuje twórca „Obywatela”.
Film Jerzego Stuhra ukazuje wpływ ostatnich 60 lat burzliwej historii Polski na postrzeganie świata przez przeciętnego Kowalskiego. Jego przesiąknięcie przesadną pobożnością, propagandą polityczną i antysemityzmem. Jednocześnie przedstawia go, jako człowieka uczciwego, dosyć naiwnego, lojalnego wobec władzy. Człowieka chcącego czegoś dopilnować, jednak zawiła historia nie daje mu na to szans, a podstawowe wartości stają pod znakiem zapytania. Życiem zaczyna rządzić przypadek.
Aktor relacjonuje też kolejne spotkanie na planie filmowym z własnym synem-Maciejem. Stuhrowie grają w „Obywatelu” te samą postać - Jana Bratka, na przełomie kilkudziesięciu lat życia. Jerzy Stuhr przyznaje, że choć syn początkowo poddawał mu kilka pomysłów na scenariusz, finalnie autorem jest on sam.
- Maciek zobaczył, że to mój bardzo osobisty film, a jego udział jest cenny, dlatego że to on jest mną. Poddał się temu, a nawet zaczął subtelnie mnie parodiować, co z resztą doskonale mu się udało - opowiada. - Mam nadzieję, że polska widownia ma w sobie na tyle dystansu, by z pokorą i zrozumieniem obejrzeć film „Obywatel”, a nawet trochę się przy nim ubawić.
























































