Choć w Polsce trudno wyobrazić sobie wybory bez dwudniowej "ciszy", nie jest to konieczny składnik demokracji. Nie występuje na przykład w Stanach Zjednoczonych, a jeszcze niedawno nie było jej u naszych zachodnich sąsiadów. Nie znaczy to, że politycy masowo agitują przed lokalami wyborczymi - to, co w Polsce reguluje prawo, tam ustalone jest przez kulturę polityczną i umowę dżentelmeńską, które każą powstrzymać się od działalności w ostatnich godzinach przed elekcją.
Czego podczas ciszy robić nie wolno
Zakazana jest wszelka czynna agitacja na rzecz kandydatów, ugrupowań czy stronnictw. Politycy i ich sztaby nie mogą organizować spotkań i konferencji prasowych. Wszystkie plakaty czy billboardy muszą zniknąć z samochodów, które w weekend będą poruszały się na drogach - nie wolno stosować żadnych form reklamy dynamicznej. Nie można rozdawać ulotek ani rozwieszać nowych plakatów. Zakazane jest również zwoływanie zgromadzeń, organizowanie pochodów i manifestacji. Nie jest dozwolone publikowanie wyników sondaży wyborczych.
Uwaga na internet
Zakaz agitacji obowiązuje również w internecie. Najbardziej newralgicznymi miejscami są fora internetowe i portale blogowe, gdzie wypowiedzi jest dużo, aktywność polityczna wysoka, a możliwości pełnej kontroli czy moderacji często ograniczone.
Zgodnie z ustawą będziemy oczywiście blokowali dostęp do treści zakłócających ciszę wyborczą. Jednak w dobie internetu jest ona iluzoryczna. Wystarczy poszukać danych o wynikach w zagranicznych serwisach, a potem opublikować je na facebooku - wówczas dzieje się to poza kontrolą państwa. Cisza wyborcza to przepis zupełnie anachroniczny, to nic innego, jak reglamentowanie dostępu do informacji. Dlaczego nie miałbym dowiedzieć się czegoś o kandydacie 10 minut przed oddaniem głosu?
Czekam tylko, aż powstanie gigantyczna prowokacja - polski serwis wyborczy umieszczony na zagranicznych serwerach i na bieżąco aktualizowany. Może wówczas posłowie dojdą do wniosku, że ten przepis jest po prostu głupi.
Co jest dozwolone
W trakcie ciszy wyborczej można informować o przebiegu głosowania, tzn. podawać oficjalne dane o frekwencji, informacje o zakłóceniach czy zmianach w godzinach otwarcia lokali wyborczych. Można również zachęcać do wzięcia udziału w głosowaniu, ale nie powinni tego robić kandydaci i członkowie ich sztabów.
Nie trzeba zdejmować plakatów wyborczych i billboardów powieszonych jeszcze przed ciszą wyborczą.
Kary za naruszenie ciszy wyborczej
Za czynną agitację grozi grzywna w wysokości do 5 tysięcy złotych. Zdecydowanie większa kara czeka tych, którzy w trakcie ciszy opublikują sondaże wyborcze - również te przeprowadzone podczas głosowania. W tym wypadku grzywna może wynosić od 500 tysięcy do 1 miliona złotych.
21 listopada do wyborów będzie mogło przystąpić 30 590 896 Polaków i 403 obywateli innych krajów Unii Europejskiej. W 23 101 okręgach wybierać będziemy 46809 radnych i 2 479 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Na stanowisko radnego (gminy, powiatu i sejmiku) kandyduje 254 137 osób, wójtem, burmistrzem lub prezydentem chce być 7 776 osób. Oznacza to, że prawie 0,86% uprawnionych Polaków chce zostać samorządowcami.
Mateusz Szymański
Bankier.pl
» Jak głosować w wyborach samorządowych?
» Wybory samorządowe: czas obietnic i rozliczeń
» Co wolno wojewodzie...































































