Rząd na wtorkowym posiedzeniu przyjął projekt nowelizacji budżetu państwa na 2013 rok, zwiększającej deficyt o około 16 mld zł wobec 35,6 mld zł zapisanych w ustawie - poinformowało PAP Centrum Informacyjne Rządu. Na godz. 14.15 zaplanowano konferencję prasową premiera Donalda Tuska.
Ograniczenie wydatków budżetowych w projekcie nowelizacji wynosi 7,656 mld zł wobec wcześniej zapowiadanych przez przedstawicieli rządu 8,5-8,6 mld zł.
Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński ocenił we wtorek, że nowelizacja budżetu na 2013 r. jest trudna. Wicepremier powiedział w Sejmie dziennikarzom, że cięcia obejmą "solidarnie" wszystkich. "Nie ma tutaj ani jednej jednostki budżetowej, której nie ubyłoby planowanych na ten rok środków" - wskazał Piechociński.
Minister gospodarki wyraził nadzieję, że w kolejnych miesiącach dochody z VAT osiągną poziom planowany przez rząd. "Z drugiej strony mamy świetne informacje z eksportu" - ocenił Piechociński. Zaznaczył, że eksport to jest główny motor polskiego PKB, który chroni miejsca pracy i tworzy nowe. Jego zdaniem "drugim silnikiem" polskiego wzrostu gospodarczego są inwestycje. Przypomniał, że rząd ostatnio zdecydował o wydłużeniu czasu funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych (SSE), by w ten sposób zachęcić inwestorów.
W ciągu ostatnich 13 lat rząd trzykrotnie dokonywał nowelizacji budżetu - w 2001 r. zrobił to dwukrotnie. Kolejne powiększenie deficytu powyżej planu nastąpiło w 2009 r. W tym roku jednak w państwowej kasie zabraknie więcej niż wówczas.
W 2001 r. do rewizji budżetu rząd został zmuszony znacznym ubytkiem dochodów, spowodowanym niższym tempem wzrostu gospodarczego, niższą inflacją oraz mocnym w pierwszym półroczu złotym. W efekcie w lipcu musiał zwiększyć deficyt o 8,6 mln zł - do 29,14 mld zł.
Dodatkowych środków nie starczyło jednak na długo i w listopadzie doszło do kolejnej nowelizacji. Tym razem rząd zwiększył deficyt o dodatkowe 3,8 mld zł, a środki te miały być przeznaczone na spłatę zaległych zobowiązań budżetu wobec sektora finansów publicznych. Chodziło m.in. o spłatę zaległych zobowiązań budżetu, aby nie narastały w tempie karnych odsetek.
"Dotyczy to na przykład zaległości tkwiących w Funduszu Pracy, w płatnościach dla kombatantów, w służbie zdrowia, związanych z procedurami wysokospecjalistycznymi. Także zaległości wobec PKO BP związanych z realizacją książeczek mieszkaniowych. Razem na 3,8 mld zł" - mówił wtedy ówczesny szef resortu finansów Marek Belka.
| »Gdzie rząd szuka oszczędności? |
Kolejną nowelę, już za kadencji ministra finansów Jacka Rostowskiego, przeprowadzono w 2009 r. i przewidywała ona wzrost deficytu budżetowego z 18,2 mld zł do 27,2 mld zł. Również i w tym przypadku powodem noweli było znaczne spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego.
W tegorocznym budżecie resort Jacka Rostowskiego założył, że nasza gospodarka będzie rozwijać się w tempie 2,2 proc. PKB, a średnioroczna inflacja wyniesie 2,7 proc. Wiadomo jednak, że szacunki te się nie sprawdzą, a sam resort finansów obecnie przewiduje, iż dynamika PKB wyniesie 1,5 proc.
Według ustawy budżetowej dochody miały wynieść 299 mld 385 mln 300 tys. zł, a wydatki miały być nie wyższe niż 334 mld 950 mln 800 tys. zł. W efekcie tegoroczny deficyt miał nie przekroczyć 35 mld 565 mln 500 tys. zł. Przed miesiącem premier Donald Tusk poinformował, że w państwowej kasie zabraknie w tym roku ok. 24 mld zł. W efekcie deficyt ma zostać zwiększony o 16 mld zł, a dodatkowo rząd założył oszczędności na poziomie 7,6 mld zł.
rbk/ je/ ura/






























































