Pod koniec września rejestrator AfterMarket.pl powiększył swoją ofertę o 18 nowych rozszerzeń – 17 krajowych i jedno regionalne. Do rejestracji dostępne są nazwy z następującymi końcówkami: .asia (Azja), .at (Austria), .be (Belgia), .ch (Szwajcaria), .co (Kolumbia), .es (Hiszpania), .fm (Mikronezja), .gr (Grecja), .it (Włochy), .li (Liechtenstein), .lt (Litwa), .lu (Luxemburg), .me (Czarnogóra), .nl (Holandia), .si (Słowenia), .tv (Tuvalu), .uk (Wielka Brytania), .ws (Samoa). Ceny rejestracji adresów w nowych rozszerzeniach wahają się od 25 zł (.be) do 250 zł (.fm).
Nowe możliwości
Łatwy dostęp do zagranicznych rozszerzeń to udogodnienie dla przedsiębiorców prowadzących działalność poza Polską i rozwijających lub promujących swój biznes w internecie. Dzięki ofercie polskiego registrara formalności związane z rejestracją zagranicznej końcówki są ograniczone do minimum, znika też problem z dostępem do obsługi klienta. Nowe rynki adresów www z pewnością zainteresują też domainerów, którzy poszukują nowych obszarów inwestycji. W polskiej domenosferze od dłuższego czasu trudno o wartościowe nazwy dostępne do rejestracji, domeny z potencjałem zostały już wykorzystane pod serwisy bądź czekają na nabywcę na rynku wtórnym. W tej sytuacji zagraniczne końcówki oferują ciekawą możliwość lokaty kapitału.
Radio Mikronezja
Niektóre domeny typu ccTLD (country code top-level domain), potocznie zwane rozszerzeniami krajowymi, traktowane są jako domeny funkcjonalne. Abonenci adresów z tego typu końcówkami często nie zdają sobie sprawy, że korzystają z nazwy, która bynajmniej – przynajmniej w pierwotnym rozumieniu – nie oznacza profilu działalności, lecz jest przypisana do nazwy państwa. Najbardziej znane przypadki takich „nieporozumień” to domeny .fm, .tv, a także .am czy .ws. O ile funkcjonalny sens pierwszych trzech wydaje się jasny, o tyle ostatnie rozszerzenie może okazać się łamigłówką dla niewtajemniczonych. Domena .ws promowana była jako „world site”, czyli „światowy serwis” – niestety ze średnim skutkiem, ze względu na brak oczywistości skojarzenia. Takie adresy, jak www.rmf.fm czy www.religia.tv dowodzą jednak, że komercyjny potencjał „egzotycznych” domen jest całkiem spory. Przekłada się to na zainteresowanie inwestorów. Dość powiedzieć, że w 2002 r. zyski z opłat abonamentowych za rozszerzenie .tv pokryły koszty budowy dróg i oświetlenia sporej części Funafuti, stolicy Tuvalu.
Haki na domenę
Funkcjonalne interpretacje rozszerzeń krajowych to nie jedyny pomysł na oryginalne wykorzystanie domen. Zjawiskiem z pogranicza biznesu i zabaw słownych jest „domain hack”, czyli wykorzystywanie ciekawych końcówek jako elementów tworzących znaczenie adresu – odrębnych wyrazów bądź sylab. Jednym z najbardziej znanych przykładów „hakowania domen” jest system zakładek społecznościowych pod adresem de.licio.us, stworzonym w oparciu o rozszerzenie krajowe USA. Serwis od niedawna promuje się jako delicious.com, choć trójczłonowa nazwa z pewnością zapadła w pamięć wielu internautom. Rodzimym przypadkiem domain hacku jest serwis zrobie.to, wykorzystujący rozszerzenie Tonga. Od dwóch lat furorę robi też domena .me. Adresy tworzone w oparciu o czarnogórskie rozszerzenie (Czarnogóra dla Anglosasów to Montenegro, a „me” to zaimek pierwszej osoby liczby pojedynczej) osiągają zawrotne ceny na aukcjach. W maju tego roku za 45 000 dolarów sprzedano adres join.me, a dwa miesiące później za 20 000 abonenta zmieniła domena call.me. W gorszej sytuacji znalazła się Wyspa Bożego Narodzenia z domeną .cx, która wykorzystywana jest w sposób nielicujący z nazwą jej macierzy. Do najbardziej popularnych adresów z tym rozszerzeniem należą oralse.cx i analse.cx. Cóż, jak mówią: sex sells, ale przyzwoitych pomysłów na dobrą domenę z zagranicznym rozszerzeniem jest znacznie więcej.
Przemysław Ćwik
Źródło:Informacja prasowa






























































