W wywiadzie dla Newsweeka Nina Terentiew - nowy dyrektor programowy Polsatu - tłumaczy, że nie będzie mścić się na Dwójce bo nie pożera się własnych dzieci.
Jednocześnie "caryca" - jak mówi o niej wielu współpracowników - nie żałuje odejścia z Telewizji Publicznej, bo to "definitywnie zamknięty okres w jej życiu". - Pierwsza złożyłam wymówienie bo nie chciałam, żeby myślał po nocach (Bronisław Wildstein - przyp. red.) w jaki sposób ma mi podziękować - tak na łamach Newsweeka opowiada o swoim odejściu z TVP2. Terentiew zaprzecza jakoby zainkasowała pokaźną odprawę. Zamiast niej wybrała zwolnienie z klauzuli konkurencyjności i zawodową wolność.
Nowa dyrektor w telewizji komercyjnej najbardziej docenia niezależność decyzji i jasne kryteria oceny programów. - W nowej stacji moje działania i mnie samą weryfikuje jedynie wolny rynek. Tu mam proste kryteria oglądalności i nikt mi nie powie, że poparł mnie ten czy tamten - mówi Terentiew. "Caryca" narzeka również w wywiadzie na opieszałość TVP przy realizacji projektów i przymus odrzucania dobrych programów spowodowany presją współpracowników.
- Przez całe lata nie było dokąd odejść - tak Terentiew podsumowuje swoją pracę dla TVP2, choć jak podkreśla te lata spędzone na szefowaniu w Dwójce uważa za istotne w swoim życiu zawodowym. I choć nie tęskni, to brakuje jej niektórych ludzi. Jednak teraz całkowicie koncentruje się na nowych celach i projektach w Polsacie, życząc Dwójce i telewizji publicznej "wszystkiego najlepszego".
O tym kto Ninę Terentiew nauczył kląć i jakie, spektakularne transfery gwiazd szykuje dla Polsatu przeczytać można w tygodniku Newsweek Polska (18/2007).

































































