Inflacja CPI wyniosła w listopadzie 1,2 proc. w ujęciu rocznym – podał wstępne dane Główny Urząd Statystyczny. To najniższy wynik od blisko dwóch lat.


W mijającym miesiącu ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły w porównaniu do listopada 2017 r. o 1,2 proc., zaś w porównaniu do października 2018 r. pozostały na niezmienionym poziomie – poinformował dziś GUS.
Wynik ten okazał wyraźnie niższy od szacunków ekonomistów, którzy spodziewali się wzrostu cen koszyka dóbr konsumpcyjnych (CPI) o 0,3 proc. względem minionego miesiąca oraz o 1,5 proc. względem listopada 2017 r. W październiku z kolei inflacja cenowa ukształtowała się na poziomie 1,8 proc. r/r oraz 0,4 proc. m/m.
Roczna dynamika na poziomie 1,2 proc. to najniższy wynik od grudnia 2016 r., kiedy Polska dopiero wychodziła z ponaddwuletniego okresu deflacji cenowej.
Od początku 2018 roku oficjalnie raportowana inflacja CPI w Polsce nie przekracza 2 proc. w skali roku i utrzymuje się wręcz poniżej celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. NBP definiuje „stabilność cen” jako wzrost kosztów życia (CPI) o 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o jeden punkt procentowy w obie strony. W 2019 r. polski bank centralny zakłada jednak wzrost inflacji CPI, nawet powyżej 3 proc.

Opublikowane dziś dane to tzw. szybki szacunek, który będzie jeszcze przedmiotem rewizji. Finalne dane o listopadowej inflacji zostaną ogłoszone w połowie grudnia. Wtedy też poznamy strukturę wskaźnika CPI w rozbiciu na poszczególne kategorie.
Na razie wiemy tylko, że za listopadową inflację roczną w znacznej mierze odpowiadał wzrost cen paliw, który GUS oszacował na 10,5 proc. Żywność i napoje bezalkoholowe podrożały o 0,7 proc., a nośniki energii o 1,1 proc.
"Niemożliwa do przewidzenia wyraźna obniżka cen"
W piątkowym odczycie GUS nt. CPI w listopadzie mocno zaskoczyła dynamika cen żywności - która jest trudna do prognozowania ze względu na jej heterogeniczność - jednak do tego, by inflacja obniżyła się do 1,2 proc. potrzebna była najprawdopodobniej wyraźna obniżka cen w którejś z kategorii bazowych - oceniają ekonomiści.
W piątek Główny Urząd Statystyczny podał w szacunku flash, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie 2018 r. wzrosły o 1,2 proc. rdr - jest to najniższy odczyt wskaźnika w tym roku. Odczyt okazał się niższy od najniższej (1,4 proc.) z prognoz zebranych przez PAP Biznes wśród osiemnastu ośrodków analitycznych. Konsensus zakładał wzrost CPI w listopadzie o 1,5 proc.
"Tym razem ewidentnie +żywność i napoje bezalkoholowe+ rozjechała się z naszymi prognozami. Na podstawie wskazań z rynków hurtowych obstawialiśmy wzrost o 0,4 proc. mdm. Wzrost cen paliw mdm okazał się większy niż prognozowaliśmy. Nośniki energii - bez zaskoczeń" - napisał w komentarzu przesłanym PAP Biznes Paweł Durjasz, dyrektor biura analiz makroekonomicznych PZU.
"Do tego, by inflacja obniżyła się do 1,2 proc. mdm potrzebna była jednak najprawdopodobniej jakaś niemożliwa do przewidzenia wyraźna obniżka cen w którejś z kategorii bazowych. Zwykle taką kategorią jest +łączność+. Być może zdrowie, np. obniżki cen leków. Trudno powiedzieć" - dodał.
Również w ocenie ekonomistów mBanku i PKO BP, największym zaskoczeniem piątkowych danych jest inflacja bazowa. Ich zdaniem, jej mocny spadek mógł być spowodowany m.in. czynnikiem jednorazowym jakim jest nowa lista leków refundowanych.
"Szacujemy, że inflacja bazowa mogła spowolnić do 0,7 proc. rdr, a więc skok był dość gwałtowny z październikowego 0,9 proc. Obstawiamy, że w grę wchodzi czynnik jednorazowy – najprawdopodobniej w kategorii zdrowie (nowa lista leków refundowanych) lub łączność" - napisali w komentarzu do danych ekonomiści mBanku.
"Największym zaskoczeniem była inflacja bazowa, która wg naszego szacunku spadła do 0,7 proc. rdr z 0,9 proc. rdr w październiku. Według nas mogły ją zaniżyć ceny leków (nowa lista leków refundowanych) oraz (potencjalnie) odzież, gdzie zmiana metodyki zmniejsza dokładność obliczeń. Dzisiejszy odczyt oznacza, że inflacja bazowa utrzyma się poniżej 1,0 proc. rdr także w znacznej części I kw. 2019 r." - ocenia PKO BP.
Również dla Jakuba Rybackiego, ekonomisty ING, inflacja bazowa była największym zaskoczeniem piątkowych danych GUS.
"W listopadowych danych istotnie zaskoczyła inflacja bazowa. Kategoria ta zazwyczaj charakteryzuje się przewidywalnymi zmianami, natomiast dynamikę często przesuwają zmiany o charakterze regulacyjnym. Dla przykładu od lutego dynamikę obniżają ceny usług finansowych z uwagi na wprowadzenie obowiązku udzielenia darmowego konta konsumentom przez sektor bankowy" - napisał w odpowiedzi na pytania PAP Biznes ekonomista.
"W ostatnich miesiącach zaskakiwały zmiany związane z ubezpieczeniami oraz turystyką zagraniczną. Identyfikacja przyczyn zaskoczenia w listopadzie najprawdopodobniej będzie możliwa dopiero po opublikowaniu ostatecznego szacunku" - dodał.
Jak oceniają ekonomiści, w piątkowym odczycie mocno zaskoczyła kategoria cen żywności, która jest trudna do prognozowania ze względu na jej heterogeniczność.
"Jedną z trudniejszą do prognozowania kategorii jest żywność. Kategoria „żywność i napoje bezalkoholowe” odpowiada za 24 proc. koszyka inflacyjnego i jest raczej heterogeniczna. Wchodzą do niej ceny produktów, które są kształtowane na mocno różniących się od siebie rynkach (owoce, warzywa, mięso, oleje, tłuszcze etc.). Przy publikacji inflacji flash poznajemy tylko 3 składowe (żywność, nośniki energii i paliwa). Z tych 3 elementów dziś dla mnie największym zaskoczeniem były ceny żywności" - ocenił dla PAP Biznes Adam Antoniak, ekonomista Pekao.
"W przypadku miesięcznych szacunków najtrudniejsze do prognozowania są ceny żywności. Konieczne jest uwzględnienie m.in. zaburzeń meteorologicznych nie tylko w Polsce, ale i na świecie np. w ubiegłym roku problemy z utrzymaniem dostaw masła nowozelandzkich farmerów do Chin wywołało olbrzymie wzrosty cen w Polsce. Możliwe są też duże zmiany związane z incydentami np. skażenie holenderskich jaj w UE w ubiegłym roku przełożyło się na ceny w całej Europie" - uważa Rybacki z ING.
Wszystko, co musisz wiedzieć o inflacji
Tematowi inflacji poświęcony jest najnowszy odcinek podcastu „Puls Biznesu do słuchania”. Jak to możliwe, że wydaje się, że wszystko drożeje, a oficjalne dane o inflacji mówią, że wzrost cen od kilku lat jest ledwo zauważalny? Czy Główny Urząd Statystyczny zaniża czy... zawyża dane o inflacji? I jak właściwie urzędnicy to sprawdzają?
O tym w tym odcinku Pulsu Biznesu do słuchania w Twojej aplikacji podcastowej (np. w Lectonie) i na www.pb.pl/dosluchania.
Michał Żuławiński/PAP


























































