Niemiecki minister transportu Alexander Dobrindt zaapelował do Tesli, by przestała używać w reklamach swoich samochodów elektrycznych określenia „autopilot”. Zdaniem ministra sugeruje ono kierowcy, że nie musi zachowywać czujności na drodze.
Tesla otrzymała od Federalnego Urzędu Transportu Samochodowego prośbę o zaprzestanie używania słowa „autopilot” w swoich reklamach i o rozróżnienie tej funkcji od trybu autonomicznego. Zdaniem niemieckiego ministerstwa transportu określenie to wprowadza w błąd i sugeruje, że system zastępuje kierowcę podczas jazdy, a nie jedynie go odciąża. Listy z podobnymi ostrzeżeniami urząd rozesłał do właścicieli tesli, przypominając, że podczas ich prowadzenia od kierowcy wciąż wymagana jest bezwzględna uwaga.
Tesla broni słowa „autopilot”, argumentując, że określenie to od lat używane jest przez dziesiątki lat w branży lotniczej. Tam także oznacza ono system wspomagania pilota, a nie całkowite zastępowanie go. Firma Elona Muska podkreśliła także, że zawsze daje klientom jasno do zrozumienia, że obecność autopilota nie zwalnia kierowcy ze zwracania uwagi na sytuację na drodze. – Podobnie jak w samolocie, kiedy używany jest w prawidłowy sposób, autopilot odciąża kierowcę i zwiększa poziom bezpieczeństwa – zadeklarowała przedstawicielka firmy.
ReklamaZobacz także
Temat autopilota w pojazdach Tesli od dłuższego czasu wzbudza dyskusje. Przybrały one na sile po wypadku, w wyniku którego kierowca zginął na miejscu. Pod koniec czerwca na jednej z amerykańskich autostrad tesla zderzyła się z samochodem ciężarowym. - Ani autopilot, ani kierowca nie zauważyli białego boku przyczepy, który zlał się z tłem nieba. Przez to nie uruchomiło się automatyczne hamowanie – informowała wówczas Tesla.
AŚ





























































