Niedawno Eurostat pokazał dane, z których wynika, że w Polsce ponad 15 proc. pracowników na niepełny etat wolałoby inną formę zatrudnienia. Między innymi z powodu wysokich kosztów pracowniczych często mamy do czynienia z sytuacją, kiedy godzimy się na niesatysfakcjonujące dla siebie umowy.


70 proc. Greków pracuje na część etatu, podczas gdy preferowałoby cały. W takiej samej sytuacji jest 50 proc. Cypryjczyków i ponad 40 proc. Hiszpanów. W 2018 roku w Polsce takich niepełnych umów było zawartych około 15 proc., podobnie jak w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. W całej Unii „niedozatrudnionych” było 8 milionów pracowników, z czego dwie trzeci stanowiły kobiety.
Nietypowe formy zatrudnienia
Rokrocznie Główny Urząd Statystyczny przedstawia wybrane zagadnienia rynku pracy i podaje, ile osób pracuje w nietypowych formach zatrudnienia. Według danych za 2017 rok szacunkowa liczba osób, z którymi została zawarta umowa-zlecenie lub umowa o dzieło, a które nie były nigdzie indziej zatrudnione na podstawie stosunku pracy, wyniosła ok. 1,2 mln i w porównaniu z 2016 rokiem zmniejszyła się o ok. 4 proc. Jak podaje GUS, począwszy od 2014 roku obserwowany jest spadek liczby osób, z którymi zawarto umowę-zlecenie lub umowę o dzieło, a które nie były nigdzie zatrudnione na podstawie umowy o pracę.
GUS w 2016 zbadał, czy Polacy podpisywali określone umowy z własnego wyboru. Okazało się, że osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych w 80,2 proc. wolałoby inny rodzaj podstawy. Odsetek był najwyższy wśród osób, które pracowały na podstawie umowy-zlecenie (ponad 80 proc.), a w przypadku pozostałych umów cywilnoprawnych wynosił on 65,4 proc. Dla ponad połowy samozatrudnionych decyzja o podpisanym kontrakcie nie była ich własną.
„Biorąc pod uwagę samozatrudnionych, w przypadku 51,3 proc. osób z tej grupy to pracodawca uzależnił powierzenie pracy od założenia przez nich działalności gospodarczej, natomiast pozostałe 48,7 proc. osób podjęło decyzję o takiej formie wykonywania pracy samodzielnie (pracodawca nie żądał od nich założenia działalności gospodarczej lub było to dla nich korzystniejsze niż inna forma zatrudnienia)” - czytamy w opracowaniu GUS-u.
Samozatrudnieni – czy chcą wrócić na etat?
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w II kwartale 2017 roku struktura osób pracujących w Polsce przedstawiała się następująco: 79,8 proc. stanowili pracownicy najemni, 17,5 proc. - pracujący na własny rachunek, a 2,7 proc. - pomagający członkowie rodzin. Czy samozatrudnionym podoba się taka forma pracy? Według badania 47,1 proc. przedsiębiorców jest w dużym stopniu zadowolonych z obecnej pracy, a 41,2 proc. – w średnim stopniu, a 7,5 proc. - w niewielkim. Podobnie struktura przedstawiała się w przypadku pracowników najemnych z tą różnicą, że 47,4 proc. było średnio zadowolonych, a 41,6 było w dużym stopniu zadowolonych.
Etatowcom nie spieszy się natomiast do podjęcia pracy na własny rachunek. GUS policzył, że 85,1 proc. nadal chciałoby utrzymać obecną formę zatrudnienia, a zaledwie 7,3 proc. chciałoby zostać samozatrudnionym, podobnie, bo 7,7 proc. nie potrafi się w tej kwestii określić. Jak czytamy w komunikacie, głównymi przyczynami, dla których, pomimo wyrażanych chęci, nie podejmowali oni pracy na własny rachunek były brak możliwości zdobycia środków na prowadzenie własnej działalności oraz niepewność finansowa związana z taką formą pracy – wskazało je odpowiednio 36,9 proc. i 25,7 proc. tej zbiorowości
Jak się okazuje, samozatrudnionym odpowiada obecny status zatrudnienia. 80,3 proc. nadal chce pracować na własny rachunek, a jedynie 12,7 proc. wybrałoby pracę najemną. Chęć zmiany deklarowali przede wszystkim pracownicy biurowi, rolnicy, ogrodnicy, leśnicy i rybacy oraz pracownicy wykonujący prace proste. Jednak im wyższa liczba klientów, tym chęć powrotu na etat malała. 26,0 proc. osób, które wykonywały zadania dla jednego klienta było najbardziej zainteresowanych zmianą swojego statutu.
Jak policzył GUS, 85 tys. osób wówczas pracowało na własny rachunek, ponieważ były pracodawca tego od nich wymagał, a 78 tys. stanowiły osoby zależne ekonomicznie i organizacyjnie od klienta. Jako przyczyny „quasi samozatrudnienia” wskazywano np. brak możliwości pracy jako pracownik najemny albo tłumaczono, że taka forma pracy jest typowa dla tego obszaru działalności.
Choć nadal decydujący głos w kwestii podstawy zatrudnienia ma pracodawca, niektórzy chcą z tym walczyć. I tak, w zapowiedziach przedwyborczych, Adrian Zandberg oprócz życzenia podwyżek dla pracowników budżetówki (minimalna pensja miała wynieść 3500 zł), chciał „skończyć ze śmieciówkami w sektorze publicznym”.





























































