
Polski nauczyciel pracuje średnio 22,5 godziny w tygodniu. Składa się na to 18-godzinny etat, dwie godziny dodatkowych nieodpłatnych zajęć wyrównawczych i średnio 2,5 godziny nadliczbowe. Ich pensje zależą od stażu pracy. Nauczyciel stażysta nie zarobi więcej niż 1,4 tys. netto Mianowany zarabia już lepiej – ok. 2 tys. zł na rękę. Najlepiej opłacani nauczyciele dyplomowani otrzymują od 2,5 do 3,5 tys. zł. Ciężko jest określić dokładnie ile, bo wszystko zależy od miejsca zamieszkania i otrzymywanego dodatku motywacyjnego.
Nauczyciele pracujący na wsi otrzymują dodatkowy dodatek wiejski. Z kolei dodatek motywacyjny w jednej szkole może wynieść 150 zł miesięcznie, a w innej 700 zł. Co więcej, z uwagi na zróżnicowanie wynagrodzeń i różne wymiaru etatu (jeden nauczyciel ma 1,5, drugi 0,5, trzeci 3/4) sprawiają, że określenie średniego wynagrodzenia wyjątkowo nawet w przybliżeniu nie oddaje prawdy o zarobkach nauczycieli.
Nawarstwienie problemów
To w dużej mierze zależy od samorządów, które dysponują subwencją oświatową. Od lat nauczyciele narzekają właśnie na władze lokalne, które ich zdaniem „źle gospodarują” pieniędzmi przeznaczonymi z budżetu centralnego m.in. na ich wynagrodzenia. Przetrzymują środki na nagrody, dają niskie dodatki motywacyjne, itp. Władze lokalne bronią się tym, że jest dużo nauczycieli a coraz mniej dzieci. Utrzymanie „sztucznych” etatów tylko po to, by nikogo nie zwalniać to kosztowna sprawa.
Od 2008 roku liczba nauczycieli zatrudnionych w państwowych placówkach zwiększyła się o 10 tys. osób. W tym samym czasie ubyło prawie milion uczniów. W Polsce jest ponad 600 tys. nauczycieli. To wszystko sprawia, że konieczne są zwolnienia, które z jednej strony mogą przynieść duże oszczędności, a z drugiej niestety negatywnie odbić się na poziomie nauczania. Przy obecnej liczbie uczniów, różni eksperci podają, że starczyłoby „tylko” 350 tys. - 400 tys. nauczycieli, czyli przynajmniej o 1/3 mniej.
Dwa miesiące urlopu w roku
Większość pracowników etatowych w Polsce z zazdrością patrzy na czas pracy nauczycieli. 22,5 godziny w tygodniu to tylko 56% normalnego etatu. Nauczyciele przez 10 miesięcy w roku pracują blisko dwa razy mniej niż zwykli pracownicy. Do tego dochodzi sprawa 2 miesięcznych wakacji, ferii i innych przerw świątecznych. Nauczyciele się bronią, że przerwa od nauki dla dzieci, to nie jest przerwa w pracy dla nich.
| Potrzebujesz więcej firmowych porad? Chcesz rozwiać swoje wątpliwości? Wejdź na zakładkę Firma |
Często w tym czasie muszą przychodzić do szkoły załatwiać sprawy administracyjne, brać udział w radach pedagogicznych, przygotowywać klasy i sprawdzać prace okresowe. Z drugiej strony, część ekspertów twierdzi, że nauczyciele przesadzają. Dodają, że nawet jeżeli muszą przychodzić do szkoły przez dwa tygodnie w czasie wakacji letnich to i tak pozostaje im półtora miesiąca wolnego. Kto może sobie na to pozwolić?
Kto jest winny?
Zmieniające się rządy od co najmniej 10 lat nie zaproponowały żadnej sensownej reformy. Równocześnie przynajmniej od tylu samu wiadomo, że rodzi się coraz mniej dzieci. Niestety Karta nauczyciela czyni belfrów praktycznie nie do zwolnienia. Co innego, jeżeli szkoła jest zamykana z braku uczniów. Jednak to wzbudza sprzeciw społeczny. Nauczycieli zaczynają bronić rodzice dzieci, którzy nie chcą by ich pociechy musiały daleko dojeżdżać do szkoły lub obawiają się, że bez niej ich dzielnice zamienią się w „slumsy”.
Problemów w polskiej oświacie jest tyle, że ciężko jest je wszystkie wymienić. Nie wiadomo czy nauczyciele zarabiają mało, czy dużo oraz ile tak naprawdę pracują? Brak transparentności tylko szkodzi nauczycielom. W zależności jak wiatr zawieje, politycy traktują ich jak pasożytniczą lub przepracowaną grupę zawodową. Obydwie są nieprawdziwe, ale nikomu nie przeszkadza wieczne skłócanie społeczeństwa w imię starej jak świat zasady: dziel i rządź. Pewne jest, że cierpi na tym edukacja. I dalej będzie, bo nic się nie zmieni.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
| Zobacz też: |
| » Nauczyciele na zieloną trawkę? |
| » Polskie banki: gdzie isę podziało 15 mld zł |
| » Będziemy bogatsi od Węgrów, ale za Litwinami |






























































