Niemiecki rząd chce
zaostrzyć kontrole świadczeń socjalnych wypłacanych imigrantom. Angeli Merkel
szczególnie nie podoba się, że pieniądze dostają rodzice dzieci, które nie
mieszkają w Niemczech. Podobnie jak przy zasiłkowym szumie w Wielkiej Brytanii,
stratni mogą być Polacy, którzy co roku dostają z niemieckiego budżetu 60 mln
euro zasiłku na dzieci.
Niemcy są jedynym krajem w strefie euro, któremu udało się w zeszłym roku osiągnąć nadwyżkę w budżecie państwa. Rząd Angeli Merkel z pewnością w dalszym ciągu będzie chciał trzymać w ryzach budżet państwa. Może być z tym jednak problem – w Niemczech wprowadzane są zmiany w systemie emerytalnym, które mogą kosztować budżet wiele miliardów euro. Merkel musi więc szukać oszczędności, a na początek wzięła pod lupę zasiłki na dzieci imigrantów.
Rząd Merkel planuje zaostrzyć kontrole świadczeń socjalnych wypłacanych imigrantom. Szczególnie przyjrzy się zasiłkom płaconym imigrantom z Bułagrii, Rumunii, Czech i Polski, czyli biedniejszym krajom UE. Największym problemem są dzieci, których jeden rodzic pracuje na terenie Niemiec, a drugi rodzic i dziecko mieszkają w ojczyźnie.
Właśnie przeciw takim nadużyciom mają być skierowane kontrole. Według raportu rządu niemieckiego, prawie 30% polskich dzieci, na które wypłacane jest Kindergeld, mieszka w Polsce. Niemieckie ministerstwo ds. rodziny już myśli nad rozwiązaniem, które ograniczy przepływ środków do imigrantów. W planach jest wprowadzenie zapisu, że do zasiłku uprawnieni będą rodzice dzieci mieszkających na terenie Niemiec i uczęszczających do niemieckiej szkoły.

Zasiłki na dzieci w Niemczech są stosunkowo wysokie – za pierwsze i drugie dziecko rodzic dostaje co miesiąc 185 euro, 190 euro za trzecie, i 225 euro za każde kolejne. Merkel ma więc o co walczyć – niemiecki budżet wypłaca co roku ponad 350 mln euro Kindergeld, z czego do Polski płynie około 60 mln euro.
Angela Merkel nie jest pierwsza, która chce ukrócić wydatki socjalne dla imigrantów. Pod koniec zeszłego roku burzę wywołał David Cameron. Brytyjski premier negatywnie odnosił się nawet do samego przyjmowania imigrantów, co nazwał „wielkim błędem poprzednich rządów”. Pierwsze zmiany w Wielkiej Brytanii dotyczyły zasiłku dla bezrobotnych – teraz przyjeżdżający na Wyspę imigranci muszą poczekać 3 miesiące, zanim udadzą się po pieniądze do urzędów.
Marcin Lekki
Bankier.pl






















































