S&P500 czwartą sesję z rzędu poprawił rekord wszech czasów, ale dzień zakończył neutralnie. Mniej optymizmu było na rynku długu, gdzie doszło do wzrostu notowań obligacji skarbowych USA.


W pierwszej części wtorkowej sesji wydawało się, że nowojorskie indeksy znów gładko pójdą w górę. S&P500 ustanowił nowy śródsesyjny rekord na poziomie 4086,23 pkt. Ale na zamknięciu stracił 0,10%, finiszując z wynikiem 4 073,94 pkt. Dow Jones po spadku o 0,29% zakończył dzień na poziomie 33 430,64 pkt. Nasdaq oddał 0,05%, osuwając się do 13 698,38 pkt.
Na fali optymizmu związanego z otwieraniem amerykańskiej gospodarki i potężnym wsparciem fiskalnym od początku roku S&P 500 urósł już o 8,5% po tym, jak w 2020 roku zyskał przeszło 16%. Od wyznaczonego nieco ponad rok temu covidowego dołka S&P500 wzrósł o 86%, zaliczając najszybsze w historii przejście od bessy do hossy.
Wsparciem dla narracji obozu byków było podniesienie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy tegorocznej prognozy wzrostu gospodarczego. Światowy PKB ma w 2021 r. zwiększyć się realnie o 6%, co byłoby najlepszym wynikiem od blisko pół wieku. Poprzednia prognoza zakładała wzrost o 5,5%. Szanse na taki rezultat daje przede wszystkim dynamiczne ożywienie gospodarki Stanów Zjednoczonych, gdzie w marcu odnotowano zaskakująco szybki wzrost liczby pracujących.
Mimo to na rynku amerykańskich obligacji skarbowych pojawiło się delikatne zwątpienie w siłę ożywienia koniunktury i reflacyjnego trendu w gospodarce. Od połowy marca ceny Treasuries już nie spadają. To z jednej strony cieszy inwestorów z Wall Street, ale z drugiej może wywołać obawy o to, że rynek długu idzie w przeciwnym kierunku, niż „powinien”. We wtorek rentowności 10-letnico obligacji rządu USA zmalały o 6 pb., do 1,66%. Przez poprzednie trzy miesiące dochodowość amerykańskich 10-latek podniosła się z ok. 1% do 1,77%.
KK































































