W KGHM-ie nihil novi. Wojna politycznych frakcji znów wygrała z dobrem państwowej spółki. Odkładane walne, które miało ułatwić wybór prezesa, zostało dziś zamknięte tuż po wznowieniu.
Nadzwyczajne walne zgromadzenie KGHM-u zostało zamknięte w piątek tuż po jego wznowieniu, bez dokonania zmian w radzie nadzorczej. O zmiany w radzie nadzorczej KGHM wnioskował wcześniej Skarb Państwa. Podczas obrad jego przedstawiciel nie zgłosił jednak żadnych kandydatur. Sam problem miał być głosowany jeszcze 27 marca, wówczas zostało jednak ono przerwane.
Zmiany w radzie nadzorczej to element politycznej walki o stanowiska w kombinacie. Wcześniej, 10 marca, rada odwołała Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego z funkcji prezesa oraz Michała Jezioro z funkcji wiceprezesa. Domagalski-Łabędzki był prezesem KGHM-u od października 2016 roku i podobno jego odwołanie było związane ze sprzeciwem frakcji "miejscowej". Domagalski-Łabędzki był bowiem prezesem z Warszawy. Jezioro pełnił funkcję wiceprezesa od listopada 2016 roku, był odpowiedzialny za aktywa zagraniczne grupy.
Na prezesa KGHM-u rozpisano konkurs, rada nadzorcza unieważniła jednak postępowanie kwalifikacyjne, mimo iż lista kandydatów była długa. Polityczne frakcje nie mogły się jednak dogadać ze sobą co do wyboru, stąd kluczem do stołka prezesa w kombinacie stało się teraz zmienienie składu rady nadzorczej. Warto dodać, że w kwietnia z funkcji członka rady zrezygnował Wojciech Andrzej Myślecki.
Dzisiejsze WZA pokazuje, że wojna polityczna wciąż trwa i frakcje nadal się ze sobą ścierają. Traci na tym po pierwsze spółka, która obecnie dryfuje bez pełnoprawnego prezesa. Po drugie akcjonariusze mniejszościowi, którzy przecież również są współwłaścicielami KGHM-u. Dodatkowo z ich punktu widzenia dzisiejsze wydarzenia to nic innego jak kabaret. Cześć z nich poświęciła czas, przyjechała na walne i dowiedziała się, że nic ważnego dzisiaj się nie zmieni.

Adam Torchała































































