NIK alarmuje:„E” w żywności bez kontroli

Ponad 2 kg - tyle przeciętny konsument spożywa w ciągu roku dodatków do żywności oznaczonych różnego rodzaju „E”. Produkty spożywcze nafaszerowane są np. konserwantami, przeciwutleniaczami, emulgatorami czy wzmacniaczami smaku. Tymczasem brakuje właściwego nadzoru nad ich stosowaniem - alarmuje NIK.

(fot. Andrzej Hulimka / FORUM)

Inspekcje nie badają każdorazowo wszystkich dodatków znajdujących się w produktach. Nie weryfikują dokładnie, czy to, co napisane jest na opakowaniu, zgadza się z tym, co jest w środku.  Dodatkowo sprawdza się jedynie limity danego „E” w produkcie, nie biorąc pod uwagę ich kumulacji w codziennej diecie i jak to może wpływać na zdrowie.  Z badania NIK wynika, że w jednym dniu można przyswoić nawet  85 różnych E.

W Polsce, podobnie jak w innych krajach rozwiniętych, ok. 70 proc. diety przeciętnego konsumenta stanowi żywność przetworzona w warunkach przemysłowych, zawierająca substancje dodatkowe. Są to substancje, które w normalnych warunkach nie są spożywane same jako żywność i nie są stosowane jako charakterystyczny składnik żywności. Dodaje się je po to, aby zapobiec niekorzystnym zmianom smaku, barwy, zapachu, wydłużyć okres trwałości, zwiększyć atrakcyjność wyrobu, umożliwić tworzenie nowych produktów, np. typu „light”, ale także po to, by zwiększyć efektywność procesu produkcyjnego. Aktualnie dopuszczonych do stosowania w żywności jest ponad 330 dodatków, które w produktach spożywczych mogą pełnić 27 różnych funkcji technologicznych.

Na stosowanie substancji dodatkowych na tak dużą skalę pozwala obecnie obowiązujące prawo polskie i Unii Europejskiej. Niewiele jest produktów, do których nie wolno stosować dodatków. Są to m.in. żywność nieprzetworzona, miód, masło, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, kawa, herbata liściasta - czytamy w komunikacie.

Zarówno producenci żywności, jak i instytucje kontrolujące ich działalność, ale także instytuty naukowe, zgodnie twierdzą, że dodatki do żywności stosowane zgodnie z obowiązującymi przepisami nie stanowią zagrożenia dla zdrowia konsumenta. Aby bowiem dana substancja dodatkowa została dopuszczona do żywności, musi posiadać ocenę bezpieczeństwa dla zdrowia dokonywaną przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Jednak NIK zwraca uwagę, że przepisy prawa wymagają zapewnienia bezpieczeństwa każdego z dodatków używanych osobno. W żaden sposób nie odnoszą się one do ryzyka wynikającego z obecności w środkach spożywczych więcej niż jednego dodatku czy ich kumulacji z różnych źródeł.

Izba alarmuje, że system nadzoru nad stosowaniem dodatków nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności. Żadna z Inspekcji (Inspekcje Sanitarne, Inspekcję Handlową i Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno - Spożywczych) nie analizowała zawartości wszystkich dodatków obecnych w danej próbce żywności. Tak zorganizowany system badań nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności, w której stosowane są substancje dodatkowe, niepodlegające z różnych przyczyn badaniom laboratoryjnym. Mimo iż żywność nafaszerowana jest substancjami dodatkowymi, to organy odpowiedzialne za jej bezpieczeństwo oraz zdrowie publiczne dotychczas nie  monitorowały, ani nie oceniały ryzyka związanego z kumulacją wielu dodatków w produktach spożywczych, ewentualnego ich działania synergistycznego, jak również interakcji z innymi składnikami diety, czy też np.  lekami.

Najbardziej narażone na przekroczenie akceptowanego dziennego spożycia dodatków (ADI) z dietą, ze względu na niższą masę ciała i upodobania smakowe, są dzieci - głównie w wieku do 10 lat. Najwięcej dodatków jest w produktach, które dzieci lubią najbardziej, czyli ciastach, aromatyzowanych napojach, lodach, parówkach.

(NIK)

NIK zauważa, że Główny Inspektor Sanitarny, który nadzoruje jakość zdrowotną żywności, nie wdrażał i nie  inicjował działań, które miałyby potwierdzić lub zaprzeczyć, że istnieje ryzyko związane z używaniem substancji dodatkowych.

Tymczasem dostępnych jest coraz więcej dowodów i publikacji, które wskazują na szkodliwość niektórych dodatków do żywności. Szczegóły można znaleźć w raporcie NIK.

NIK zwraca także uwagę, że Inspekcja Sanitarna w ramach prowadzonych kontroli nie weryfikowała procesów technologicznych i tym samym nie kwestionowała zasadności użycia w jednym produkcie nawet kilkunastu różnych dodatków do żywności. Główny Inspektor Sanitarny twierdził, że procesy produkcji żywności są sprawą producenta. Tymczasem zdarza się, że ten używa kilku substancji dodatkowych w ramach jednej grupy technologicznej, na przykład w badanych parówkach zastosowano aż cztery stabilizatory i aż trzy substancje konserwujące.

Tymczasem, według eksperta, może to być sposób na nieprzekroczenie limitów ilościowych dodatków odpowiadających za dany proces technologiczny. Zastosowanie jednego związku w ilości zapewniającej pożądany efekt technologiczny spowodowałoby ich przekroczenie, natomiast użycie kilku substancji dodatkowych o takiej samej funkcji technologicznej może to ryzyko zniwelować.

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia bierną postawę Głównego Inspektora Sanitarnego. Nie inicjował on, nie organizował i nie prowadził działań informacyjnych przedstawiających społeczeństwu potencjalne zagrożenia.

Sposobem na ograniczenie spożycia dodatków mogłoby być czytanie etykiet i świadome eliminowanie tych produktów, które zawierają ich dużo. Jednak NIK zauważa, że przy obowiązujących wymogach oznakowania wyrobów spożywczych nie jest to takie proste. Dodatkowo należy wskazać, że żadna z instytucji realizujących zadania z zakresu zdrowia publicznego oraz odpowiedzialnych za politykę żywieniową nie publikuje danych na temat wielkości akceptowanego dziennego spożycia dla każdego dodatku. W ten sposób konsumenci nie mają możliwości dotarcia do takich informacji.

W ocenie NIK obowiązujący system nadzoru nad jakością żywności jest dysfunkcjonalny. Trudno bowiem zaakceptować sytuację, w której właściwe organy realizują swoje zadania ustawowe bez uwzględnienia kwestii bezpieczeństwa kontrolowanej żywności. Problemem jest także rozproszenie  kompetencji poszczególnych inspekcji. Utrudnia to eliminację wprowadzania na rynek produktów spożywczych, które nie spełniają normy w zakresie stosowania substancji dodatkowych. Zdaniem Izby brakuje jednego organu odpowiedzialnego za nadzór nad rynkiem dodatków do żywności.

KWS, NIK

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
5 4 antydonald

przy okazji !!! dlaczego ,,banikier''' nie wycina takich analfabetów jak ,,bobi1980'' czy ,,niewierzącyateusz'' !!!??? .... tsuków, którzy zabierają głos w tematach których kompletnie nie rozumieją ..... zdrowsze już są dla potencjalnych czytających wulgaryzmy etc. niż takie głupoty, które wprowadzają Polaków w błąd - tuski ze swoją wiedza opartą na wikipedii powoinni być wycinani natychmiast !!!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
9 22 bobi1980

"wskazują na szkodliwość niektórych dodatków do żywności"
jedyne prawdziwe zdanie w artykule,

Wszystkie dodatki mają znak "E", jedną mogą być szkodliwe inne nie są.
Radzę poczytać temat "chemia w żywności" i nie straszyć ludzi, tylko edukować, żeby konsument wiedział co jest czym i patrząc na etykietę na produkcie nie wpadał w panikę bo jest "E".

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 12 niewierzacyateusz

bobi masz 100% racji , przykładowo E270 to kwas mlekowy czyli produkt naturalnej fermentacji obecny między innymi w kiszonej kapuście , E100 to kurkuma która jest zwyczajną przyprawą kupowaną osobno lub jako składnik curry , E200 to kwas askorbinowy czyli witamina C , E 306 -309 to są tokoferole czyli grupa witamin E itd itp bo nie chcę zanudzić , nie straszcie ludzi chociaż na bankierze :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 11 areoplan89

do końca się nie zgodzę, pomimo że coś na pierwszy rzut oka może się wydawać że jest nieszkodliwe jak np. wit C to jak chwilę pomyślisz, może okazać się że nie jest do końca to wiadome.
Chodzi o to że ta wit c jest produktem syntezy chemicznej a do syntezy musisz użyć substratów dopiero potem masz produkty które często występują razem i musisz je oczyścić/rodzielić, czyli dodajesz następnych substratów(substancji chemicznych) Dopiero na końcu otrzymujesz oczekiwany produkt który i tak nie ma czystości laboratoryjnej bo było by to po prostu za drogie.
Jak po latach edukacji etykietkowej postanowiłem na wszelki wypadek unikać tyle ile mogę wszystkich E.Niestety dodatki do żywności to tylko jeden ze szczebli trucizn w żywności.
Dodajmy do tego drobiny plastiku z bisfenolem,resztki herbicydów i inne mniej występujące trucizny.Ten kto ma kawałek ziemi daleko od miasta i chce mu się ją uprawiać jest w pewien sposób wygrany.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne