W sierpniu Amerykanie zostawili u delaerów 57,8 miliardów dolarów, czyli o 11,9% więcej niż w lipcu, ale zarazem o 0,8% mniej niż przed rokiem. Wzrost ten raczej nie zaskakuje, zważywszy na wcześniejsze doniesienia o nadspodziewanym sukcesie rządowego programu dopłat do sprzedaży nowych i mniej paliwożernych samochodów. Administracja prezydenta Obamy dopłacała nawet 4.500$ do kupna nowego auta.
Większa sprzedaż pojazdów, stanowiąca ponad 18% ogółu sprzedaży detalicznej, poprawiła też dynamikę całego wskaźnika, który wzrósł o 2,7% m/m, lecz obniżył się o 5,3% w ujęciu rocznym. Taki wynik zaskoczył większość ekonomistów, którzy spodziewali się wzrostu rzędu niespełna 2% w ujęciu miesięcznym.
Być może elementem zaskoczenia był aż pięcioprocentowy wzrost wydatków na stacjach benzynowych, co jednak w znacznej mierze jest pochodną wyższych cen paliw i raczej nie może być traktowane jako przejaw poprawy koniunktury gospodarczej. Z drugiej strony pozytywnie zaskoczył zdecydowany wzrost sprzedaży ubrań (o 2,4% m/m) i elektroniki (1,1%). Redukcji uległy jedynie wydatki na meble (-1,6%) i materiały budowlane (-1,2%). Dlatego też po wyłączeniu pojazdów dynamika sprzedaży wyniosła 1,1% m/m i 6,2% r/r, przebijając medianę prognoz analityków wynosząca 0,5% m/m.

Źródło: dane Departamentu Handlu.
Jednak sierpniowy wzrost sprzedaży detalicznej w USA najprawdopodobniej nie powtórzy się w następnych miesiącach, choćby z uwagi na zakończenie rządowego programu dopłat do sprzedaży samochodów. Ponadto amerykański konsument zmaga się z coraz cięższą sytuację na rynku pracy – stopa bezrobocia co prawda coraz wolniej, ale jednak nieubłaganie zbliża się do poziomu 10%. Wraz z zatrudnieniem maleją też dochody (a zwłaszcza płace), co zniechęca Amerykanów do szastania pieniędzy.
Ponadto silny spadek wartości majątku (zwłaszcza nieruchomości), jaki miał miejsce w ubiegłym roku, najprawdopodobniej będzie prowadził do wzrostu stopy oszczędności i tym samym będzie zagrażał wzrostowi konsumpcji i sprzedaży detalicznej. Dodatkowo Amerykanie w rekordowym tempie zmniejszają swoje zadłużenie z tytułu kredytów konsumpcyjnych, co również nie zapowiada gwałtownego ożywienia sprzedaży.
Reasumując, w następnych miesiącach w najlepszym przypadku należy się spodziewać bardzo słabej dynamiki wzrostu sprzedaży detalicznej w USA. Realizacja takiego scenariusza oznaczałaby relatywnie słabe ożywienie gospodarcze w największej gospodarce świata, która w około 70% zależy od poziomu wydatków konsumpcyjnych.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl






























































