Piątkowy raport Londyńskiej Giełdy Metali pokazał, że w monitorowanych magazynach zalega 468,5 tys. ton miedzi. To o jedną czwartą więcej niż na początku roku i najwięcej od czerwca 2010 roku, gdy tona miedzi kosztowała ok. 6.300 dolarów.
Choć w ciągu ostatnich 12 miesięcy notowania metalu poszły w górę o 27,5%, to od lutego na rynku trwa korekta, która łatwo może zamienić się w bessę. Po tym, jak w lutym kurs miedzi po raz pierwszy w historii przekroczył 10.000 USD/t, spadek sięgnął 14% i to pomimo silnej deprecjacji dolara względem pozostałych głównych walut.
Zniżkujące ceny miedzi stanowią swoisty wyraz zwątpienia rynku w prognozy ekspertów, który na ten rok zapowiadali pojawienie się niedoboru surowca rzędu 500-600 tys. ton. Rosnące zapasy zmniejszają prawdopodobieństwo realizacji tego scenariusza i wywierają presję na spadek cen rafinowanego metalu.
Jeśli druga połowa roku nie przyniesie istotnego wzrostu zapotrzebowania na czerwony metal, to ceny miedzi mogą nadal spadać, dodatkowo zniechęcając do inwestowania na tym rynku. W poniedziałek o godzinie 15:00 za tonę miedzi w Londynie płacono 8.715 dolarów, czyli o 0,6% mniej niż przed weekendem.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl

























































