Zwyżkujące o ponad 5% akcje Microsoftu pomogły S&P500 i Dow Jonesowi wdrapać się na nowe szczyty wszech czasów. Lipcową hossę napędzają wyniki kwartalne amerykańskich spółek, które – przynajmniej póki co – okazują się być nie aż tak złe, jak się obawiano.


Akcje informatycznego giganta podrożały o 5,3% do 55,91 dolarów i są na najlepszej drodze, by wyrównać dotychczasowy rekord z grudnia 1999 roku (59,97 USD). Była to reakcja na opublikowany po wtorkowej sesji raport kwartalny.
Wyniki Microsoftu nie były rewelacyjne. Licząc zgodnie z międzynarodowymi standardami rachunkowości, przychody zmalały o 7% rdr, a zysk na akcję (EPS) wyniósł tylko 39 centów. Ale już licząc „po amerykańsku”, przychody nieznacznie wzrosły, a EPS podsumowano na 69 centów. Analitycy spodziewali się 58 centów.
Przypadek Microsoftu jest znamienny dla dotychczasowego przebiegu sezonu publikacji raportów za drugi kwartał. Ani zyski, ani tym bardziej przychody na ogół nie wypadają zbyt dobrze. Ale okazują się lepsze, od sukcesywnie zaniżanego przez ostatnie miesiące rynkowego konsensusu. Po pierwszym tygodniu raportowania analitycy z Wall Street podwyższyli szacunki rocznej dynamiki EPS-u dla indeksu S&P500 do ok. -4% rdr. Na koniec czerwca spodziewano się spadku o 5,6% rdr.
W ten sposób płacące średnio 2% dywidendy spółki z indeksu S&P500 potwierdzają, że w sytuacji zerowych lub wręcz ujemnych stóp procentowych w krajach rozwiniętych praktycznie nie ma dla nich alternatywy. Tak przynajmniej zdają się rozumować zarządzającymi wielkimi funduszami inwestycyjnymi, dla których niepewne 2% z dywidendy wydaje się lepszą opcją niż względnie pewne 1,58% z 10-letnich obligacji rządu USA.
W rezultacie, i tak już bardzo drogie akcje amerykańskich spółek, z dnia na dzień stają się jeszcze droższe. W środę S&P500 zyskał 0,43%, po drodze wyznaczając nowy szczyt na wysokości 2.175,62 punktów. Dow Jones po raz pierwszy w historii osiągnął wartość 18.622 punktów, na zamknięciu zyskując 0,19%. Zaległości nadrabiał technologiczny Nasdaq, który co prawda nadal nie poprawił zeszłorocznego rekordu, ale w środę urósł aż o 1,06%.
Krzysztof Kolany

























































