„Jeśli z 20. piętra zrzucisz kota, to też się odbije” - miał kiedyś skomentować wzrostowe odbicie po silnych spadkach jeden z nowojorskich maklerów. Tak też wyglądało zachowanie giełd za Atlantykiem, które we wtorek bez żadnego konkretnego powodu ruszyły w górę. Najwyraźniej do gry weszli tzw. „łowcy okazji”, według których w przecenionych akcjach kryje się wartość.
Tymczasem informacje napływające na rynki przemawiały raczej za sprzedawaniem niż kupowaniem. Hiszpania idzie na dno, a rentowność jej obligacji 10-letnich znów zbliża się do krytycznego poziomu 7%. Stawki od ubezpieczenie przed bankructwem (CDS) hiszpańskich banków dobijają do rekordów, co świadczy o braku zaufania do działań ratunkowych podejmowanych przez rząd Hiszpanii i władze strefy euro.
Olbrzymi niepokój panuje też w związku z czwartkowym szczytem Unii Europejskiej. Angela Merkel wprost mówi, że nie ma zgody na emisję euroobligacji i jakichkolwiek form uwspólniania długu. Berlin mówi wprost: najpierw reformy, dyscyplina fiskalna i oszczędności, a dopiero potem udzielimy wam naszych gwarancji. Brzmi rozsądnie, ale spróbujcie przekonać do tego rozrzutnych Francuzów, zadłużonych po uszy Włochów i bankrutujących Hiszpanów.
Dodatkowo kolejne złe wiadomości napływają z gospodarki USA. W kwietniu ceny domów w 20 amerykańskich metropoliach spadły średnio o 1,9% rdr. To co prawda mniej od prognoz (-2,5%) i mniej niż w marcu (-2,6%), ale wciąż nie świadczy o rozpoczęciu ożywienia w nieruchomościach. W czerwcu mocniej od prognoz pogorszyły się nastroje konsumentów – indeks Conference Board spadł z 64,4 pkt. do 62,0 pkt. wobec oczekiwanych 63,5 pkt. Na zjawiska recesyjne wskazał też regionalny indeks koniunktury z Richmond.
Coraz więcej sygnałów wskazuje, że największa gospodarka świata powieli schemat z ostatnich dwóch lat. Czyli niezły pierwszy kwartał, niemal recesyjne wakacje i wspierane dodrukiem pieniądza inflacyjne ożywienie jesienią. Powielenie tego scenariusza oznaczałoby, że latem czekają nas dalsze spadki, a powrót do hossy może nastąpić wtedy, gdy Fed ogłosi QE3. Na razie mamy rozkręcający się kryzys w strefie euro, szybko hamujący wzrost na rynkach wschodzących i poważne kłopoty w USA, gdzie giełdowe spółki obniżają prognozy zysków. Czyli z kontrarnego punktu widzenia nic tylko kupować akcje.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































