MSW Ukrainy apeluje do mieszkańców Kijowa, by unikali przebywania na ulicach i poruszania się pojazdami po ulicach miasta. Resort ostrzega przed "uzbrojonymi i agresywnymi grupami" które opanowały ulice stolicy.
Kijów coraz mocniej odczuwa toczące się w centrum walki między antyrządowymi aktywistami z majdanu, a milicją. Od rana zginęło w nich - według różnych źródeł - blisko 40 osób.
Poruszanie się po mieście, jak i wjazd do niego są ograniczone. Nie działa metro, ale według ostatnich doniesień, podziemna kolejka ma zostać uruchomiona na polecenie szefa kijowskiej administracji, który oświadczył, że odchodzi z rządzącej partii regionów.
W okolicach majdanu, w obawie o zniszczenie, zamykane są sklepy i punkty usługowe. Sam majdan jest wciąż pełen dymu, sąsiadujące z nim budynki pozbawione są szyb, straszy wypalona siedziba związków zawodowych. Na placu przebywa kilka-kilkanaście tysięcy ludzi, cześć z nich stale pracuje przy wzmacnianiu barykad. Wciąż chodzą pogłoski o możliwym szturmie na protestujących. Portal Lb.ua donosi o składzie z 40 wagonami wypełnionymi funkcjonariuszami służb specjalnych, zdążającym do Kijowa z okolic Połtawy. Z kolei opozycja kieruje dramatyczne apele do milicji i wojska o bunt wobec władz. W tym samym czasie w siedzibie prezydenta, Wiktor Janukowycz od ponad 2 godzin rozmawia z szefami dyplomacji Polski, Francji i Niemiec na temat zażegnania kryzysu w jego kraju.























































