Na dzień przed referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej mieszkańcy Londynu ruszyli do kantorów, wymieniając funty na euro i dolary. Wśród pracowników londyńskiego City pojawiły się wątpliwości, czy w razie Brexitu banki zostaną w piątek otwarte.
Długie kolejki ustawiły się przed kantorami wymiany walut w londyńskim City. Brytyjczycy wymieniają funty na euro i dolary z obawy przed rezultatami czwartkowego referendum – donosi „Financial Times”.
Sytuacja jest mocno ironiczna: ludzie pracujący dla banków, które każdego dnia obracają bilionami wirtualnych dolarów, funtów i euro, postanowili na wszelki wypadek zaopatrzyć się w fizyczną gotówkę. I to w dodatku taką bez podobizny brytyjskiej królowej.
„Chronię swoje pieniądze. Przez piątek przechowam je pod materacem” - powiedziała reporterowi „FT” pracownica londyńskiego banku detalicznego chcąca wymienić „kilka tysięcy funtów” na euro i dolary. Ostatni raz takie kolejki w Wielkiej Brytanii widziano w 2007 roku, gdy upadał bank Northern Rock.
O wzmożonym popycie na zagraniczne waluty donosi także brytyjska poczta. Od weekendu sprzedaż walut wzrosła o 74% względem analogicznego okresu rok wcześniej – informuje Post Office. Skokowego wzrostu obrotów doświadczyły także internetowe kantory wymiany walut.

W razie zwycięstwa obozu Brexitu Brytyjczycy obawiają się nie tylko znacznego spadku kursu funta względem pozostałych głównych walut. Istnieją obawy, czy banki w ogóle zostaną otwarte. Precedensów nie trzeba daleko szukać: niemal równo rok temu od swoich oszczędności zostali odcięci Grecy, choć ich kraj ostatecznie pozostał w strefie euro.
Brexitowa panika nałożyła się na zwykły wakacyjny sezon urlopowy, gdy Brytyjczycy i tak kupowali euro potrzebne na wyjazdy do kontynentalnej Europy. W Londynie przebywa też sporo turystów zarówno ze strefy euro jak i USA. Ci akurat kupują funty.
Nerwowość podsyca sama branża finansowa. Zarówno banki jak i brokerzy foreksowi ostrzegali klientów przed zawieraniem transakcji i utrzymywaniem pozycji na rynku walutowym w trakcie brytyjskiego referendum. Dość powszechnie oczekuje się podwyższonej zmienności oraz niskiej płynności rynku sprzyjającej gwałtownym zmianom cen walut.
Trudno się dziwić ludziom, że reagują nerwowo, skoro nawet niektóre firmy płatnicze zawieszają w czwartek swoją działalność. Na taki krok zdecydowała się TransferWise, zawieszając transfery funtowo-dolarowe od czwartku rano do ogłoszenia wyników referendum w piątek. Podobno bank HSBC za zgodą nadzoru przeprowadził symulację na wypadek wprowadzenia kontroli w przepływie kapitału i deprecjacji funta o 20% względem dolara.
Tymczasem od tygodnia funt wyraźnie zyskuje względem dolara. Para GBP/USD kończyła środowy handel na poziomie 1,48030 dolara za funta, czyli aż o osiem centów powyżej czwartkowego dołka. Brytyjska waluta zyskiwała także względem euro, które w środę wieczorem było wyceniane na 76,94 pensów, a więc o 3,5 pensa mniej niż w zeszłym tygodniu. Na polskim rynku za szterlinga płacono 5,7047 zł, a więc o 20 groszy więcej niż jeszcze kilka dni temu.





























































