Wynegocjowana podczas szczytu UE wielkość budżetu jest satysfakcjonująca i jest osiągnięciem rządu; nieprawdą jest jednak, że nie będzie związku z wypłatami a oceną praworządności w poszczególnych krajach - mówili na wtorkowej konferencji prasowej posłowie Lewicy.


Posłowie Lewicy Andrzej Szejna, Hanna Gill-Piątek i Maciej Konieczny zorganizowali we wtorek konferencję prasową w Sejmie w związku z zakończonym we wtorek nad ranem szczytem UE.
Przeczytaj także
Andrzej Szejna przyznał, że wyniki szczytu są sukcesem Polski, jeśli chodzi o wynegocjowane wielkości budżetowe - w budżecie jest 1450 mld euro bezpośrednich płatności UE dla wszystkich krajów członkowskich, czyli o 45 proc. więcej niż w poprzednim budżecie UE, w tym Polska otrzyma ok. 20 proc. więcej. Wynika to, dodał, ze stworzenia nowego funduszu - Funduszu Odbudowy Gospodarczej.
"Wielkość tego budżetu jest satysfakcjonująca, to porozumienie to ogromne osiągnięcie" - powiedział Szejna. "Bardzo ważne jest też, że Fundusz Odbudowy Gospodarczej został powiązany z celami klimatycznymi" - dodał.
Mówił zarazem, że niepokojące jest odmienne przedstawianie wyników szczytu przez premierów Polski Mateusza Morawieckiego i Węgier Viktora Orbana oraz pozostałe kraje, jeśli chodzi o powiązanie praworządności z przekazywaniem środków budżetowych.
W opinii Szejny takie powiązanie znalazło się w ustaleniach szczytu i fundusze europejskie będą warunkowane zachowaniem praworządności w każdym kraju UE, tymczasem premierzy Mateusz Morawiecki i Victor Orban twierdzą, że takiego powiązania nie ma. "Apelujemy do pana premiera Morawieckiego, aby powstrzymał się przed tego rodzaju komentarzami" - mówił Szejna.
"Fakty są następujące: w dokumencie, który został podpisany na szczycie, wyraźnie znalazło się odniesienie do artykułu 2, który stanowi o wartościach Unii Europejskiej, w tym również o państwie prawa i praworządności. Znalazły się zapisy o ochronie interesów finansowych oraz zasady praworządności wszystkich krajów europejskich na zasadach ogólnych, przewidzianych traktatem. I został przewidziany instrument, polegający na tym, że Komisja Europejska w przypadku, gdyby doszło do naruszenia praworządności w którymś z krajów, przygotuje propozycję, którą następnie Rada Europejska zatwierdzi większością kwalifikowaną" - mówił Szejna.
"To nie jest więc tak, jak pan premier Morawiecki sobie wyobraża, że będzie mógł postawić weto" - dodał.
W przypadku naruszenia praworządności kraje członkowskie większością kwalifikowaną będą mogły bowiem zdecydować np. o zawieszeniu wypłat środków unijnych dla określonego kraju - mówił Szejna. "Nie cieszymy się, że to może w przyszłości dotknąć Polskę, ale uważamy za rzecz naturalną, że płatnicy interesują się tym, w jaki sposób będą wydatkowane ich pieniądze" - dodał.
Hanna Gill-Piątek zwracał uwagę, że gdyby Polska już dziś zadeklarowała neutralność klimatyczną do roku 2050, mogłaby liczyć na jeszcze więcej unijnych pieniędzy.
Maciej Konieczny apelował zaś do premiera Mateusza Morawieckiego. "Nikt bardziej niż my nie potrzebuje, by środki przekazywane na transformację energetyczną były jak największe" - mówił Konieczny. "Ale żeby te środki do nas trafiały, my musimy być w awangardzie kształtowania polityki klimatycznej, musimy mieć najlepszy plan transformacji energetycznej" - dodał.
"Tymczasem, jak patrzę na Mateusza Morawieckiego, mam wrażenie, że w tym kluczowym momencie Morawiecki bardziej boi się (ministra sprawiedliwości - PAP) Zbigniewa Ziobry niż tego, że zostawimy naszym dzieciom i wnukom planetę, która nie nadaje się do życia" - przekonywał Konieczny, zwracając uwagę, że "jastrzębie od Ziobry usiłują zablokować każdy plan transformacji energetycznej".
"Chciałbym, żeby premier Morawiecki wrócił ze szczytu i powiedział: słuchajcie, musieliśmy się trochę cofnąć, nie ze wszystkim się zgadzam, Jarosław (Kaczyński - PAP) się wkurzy, Ziobro rzuci mi się do gardła, ale zrobiłem to dla naszych dzieci. Tej odwagi premierowi Morawieckiemu zabrakło" - zaznaczył Konieczny. (PAP)
pś/ itm/






























































