Leszek Czarnecki: Wizjoner bez sentymentów

Wrocławianin Leszek Czarnecki jest jednym z trzech najbogatszych ludzi w Polsce. I wciąż inwestuje. Chce zbudować wrocławski Manhattan i nowy bank dla bogatych. Ale sypie mu się życie prywatne. Jak pisze prasa kobieca, jego partnerka niemal uciekła mu przed ołtarza.

Najpierw ściągnęła zaręczynowy pierścionek z brylantem, potem w szafie zamknęła suknię ślubną. Zawróciła spod ołtarza i wybrała wspinaczkę na Mount Everest.

Martyna Wojciechowska, wieloletnia partnerka Leszka Czarneckiego i dziennikarka TVN, w marcowym wywiadzie dla „Gali” powiedziała, że musi sobie ten związek przemyśleć. „Przyszedł czas, kiedy oboje potrzebujemy spokojnej chwili, by zastanowić się, co dalej” - wyznała.

A przecież Czarnecki jest właśnie w szczytowej formie. Jest jednym z trzech Polaków, którzy znaleźli się na tegorocznej liście najbogatszych ludzi świata w amerykańskim „Forbesie” - wraz z Zygmuntem Solorzem i Janem Kulczykiem.

Wojciechowska jeszcze niedawno nie miała żadnych wątpliwości. Jej życie byłoby bajką. Na razie nie będzie. W jej związku z Czarneckim wszystko ponoć utknęło w miejscu. Jak sama mówi, przyblokowała swoje potrzeby emocjonalne, pragnienie ciepła i bliskości. Czas na to ma przyjść później. W czerwcu, po powrocie z wyprawy.

Bo Wojciechowska, tak jak Czarnecki, jest rozpięta między skrajnościami. Ona między bungee a Himalajami, on między kosmosem i nurkowaniem.

Pionier z PRL-em w tle

Leszek Czarnecki nie miał szczęścia także i do polityki. A może polityka do niego. Kiedy w 1981 r. zaczął działać w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów na Politechnice Wrocławskiej, zaraz wprowadzono stan wojenny. Zniechęcony, przestał interesować się życiem politycznym.

- To był dla niego tylko krótki epizod. Ale już wtedy wyróżniał się aktywnością - wspomina Sławomir Najnigier, wiceprezydent Wrocławia, jeden z założycieli NZS na Politechnice.

Czarnecki rzucił się w wir raczkującego w ówczesnej Polsce biznesu. Zaczął od współpracy z Zakładem Usług Podwodnych przy wrocławskim PTTK. Pasjonowało go nurkowanie. Miał 22 lata i sprzęt niezbędny do pływania pod wodą.

Dwa lata później był już współwłaścicielem Przedsiębiorstwa Hydrotechniki i Inżynierii TAN, specjalizującego się w robotach podwodnych i wysokościowych. Po miesiącu działalności wzbogacił się o używanego malucha. Z czasem przejął całą firmę. I nawet jako jej menadżer nie stronił od „mokrej roboty”. Dorobił się największej floty barek i holowników na Odrze.

Jeszcze pisał pracę magisterską, a już, jak opowiada Najnigier, zatrudniał w spółce pół wydziału ochrony środowiska, w którym studiował. Umiał sobie dobierać odpowiednich ludzi. To samo, tylko wiele lat później, powiedzą o nim analitycy rynku kapitałowego.

Biznes w tamtym czasie to było wyzwanie. Kiedy po 1989 r. większość ludzi dorabiała na stolikowych bazarach, spółka Czarneckiego była stabilna i przynosiła zyski. Mimo to, sprzedał ją. Znów spróbował czegoś nowego. Zakładając w 1991 r. Europejski Fundusz Leasingowy postawił na coś, czego w Polsce nigdy nie było. Na coś, czego nikt jeszcze nie rozumiał. Nawet Piotr Czarnecki (zbieżność nazwisk przypadkowa), prezes Raiffesen Bank, ówczesny bliski współpracownik Leszka. Bo słowo „leasing” było pojęciem egzotycznym. Zwłaszcza na prowincji, na przedmieściach Głogowa. To tu EFL miał swój pierwszy oddział. I pierwszą porażkę.

Przez trzy miesiące nikt do tego oddziału EFL nie zajrzał. Nikt nie zadzwonił. Trzeba było go zamknąć i przenieść w bardziej cywilizowane miejsce. Padło na równie dziewiczą leasingowo Warszawę. Tym razem był to strzał w dziesiątkę. EFL urósł tutaj w siłę, oferując małym i średnim przedsiębiorstwom najpierw leasing samochodów, potem sprzętu biurowego i wreszcie nieruchomości. Szło tak wyśmienicie, że w 2000 r. firma zadebiutowała na londyńskiej giełdzie, a nieco później - na warszawskiej.

Był to efekt 10-letniej pracy. Wydawałoby się - biznesu do końca życia. Ale nie dla Czarneckiego. W 2001 r. za 412 mln euro sprzedał EFL Francuzom.

Właśnie wtedy w branży zaczęto go uważać za biznesmena porzucającego firmy w rozkwicie. Tylko po to, by budować od nowa inne. I by po raz kolejny objawić się jako lider.

Od głębin do kosmosu

- On lubi być najlepszy we wszystkim - ocenia Romuald Hołbaż, szef przedsiębiorstwa MDT we Wrocławiu.

Hołbaż był nauczycielem Czarneckiego w nurkowaniu głębinowym. Uczeń ćwiczył tak intensywnie, że przerósł mistrza. Miał większe osiągnięcia. Bił rekordy.

Pokonał m.in. przyjaciela Krzysztofa Starnawskiego. To było w Meksyku, w jaskiniach przypominających ser szwajcarski. Pojechali na Jukatan, by doświadczyć nowych emocji. Czarnecki odebrał wtedy Starnawskiemu rekord, jakim było zejście184 m pod wodę. Przy okazji obaj odnieśli światowy sukces w najdłuższym nurkowaniu jaskiniowym.

Jeszcze nie jest tak dobry, jak Nuno Gomes, zanurzający się w głębinie na 283 m. Ale próbuje. Po wyczynie w Meksyku pojechał do jaskiń Boesmansgat w RPA. Tam Gomes pokazywał mu, jak metr po metrze schodzić coraz niżej pod wodę. Udawało się. Najpierw osiągnął 127 m, potem 158 m., w końcu 194 m. Takim wynikiem nie może pochwalić się nikt w Polsce. Jego dekompresja trwała wówczas 4 godziny i 48 minut, przy temperaturze wody 16 stopni. To był wrzesień 2003 r.

Wcześniej miał zamiar polecieć w kosmos. Informację upublicznili Rosjanie. Zbyt wcześnie. Skomplikowała jego plany zawodowe. Wcześniej Czarnecki nie chwalił się tym nikomu. Ale o przestrzeni międzygwiezdnej marzył intensywnie. Byłby drugim, po Mirosławie Hermaszewskim, Polakiem w kosmosie. Zarazem drugim turystą na świecie, po 60-letnim amerykańskim milionerze Denisie Tito. Nie udało się. Czarnecki na razie zrezygnował z tej przygody.

Przeszedł jednak wówczas wstępne rozmowy w Instytucie Problemów Medyczno-Biologicznych w Moskwie. O tym, czy w ogóle się nadawał, miały zdecydować badania i próby. Pewnie skończyłyby się powodzeniem. Hołbaż był o to spokojny, bo Czarnecki dużo ćwiczy, ma kondycję i charakter. Jest silny, zdecydowany, konsekwentny. Schodzenie pod wodę czy podróż w kosmos to wyzwania ekstremalne. Trzeba to lubić i umieć sobie radzić z żywiołem. Jak on. A przy okazji mieć olbrzymie pieniądze. Jak on.Lot Sojuzem Rosjanie wycenili mu na 20 mln zł.

Przygoda z nurkowaniem też nie jest tania. Zwłaszcza ta preferowana przez Czarneckiego. Na specjalistyczny sprzęt stać tylko wyjątkowo majętnych. Np. takich, których stać na wynajęcie samego Czarneckiego jako instruktora. Bo biznesmen nadal figuruje na liście instruktorów MDT, którzy mogą udzielać lekcji.

- Jest tu po to, by utrzymywać uprawnienia i mieć możliwość szkolenia - potwierdza szef MDT.

Nieoficjalnie mówi się, że gdyby jednak ktoś się uparł, to za kurs u Czarneckiego musiałby zapłacić kilkanaście tysięcy dolarów. Czasami szkoli za darmo, ale tylko swoich przyjaciół.

Jego szczęście naszym szczęściem?

Kiedy w styczniu tego roku Czarnecki kupił 31-piętrowy Poltegor, najsławniejszy wieżowiec stolicy Dolnego Śląska, wiceprezydent Najnigier nie miał wątpliwości: - Jego sukces jest sukcesem Wrocławia.

Choćby dlatego, że Wrocław zaczął być postrzegany jako drugie, po Warszawie, centrum finansowe w Polsce.

- Jest wyjątkowym biznesmenem, z głową do dużych finansów - ocenia Michał Kosela, właściciel wrocławskiego marketu EPI. I choć Czarnecki buduje mu pod nosem Arkady Wrocławskie (warte 100 mln euro centrum biurowo-handlowe przy ul. Powstańców Śląskich), Kosela przyjmuje to ze spokojem. Ma nadzieję, że razem jakoś będą koegzystować. W spokoju i względnym dobrobycie.

Czarnecki stawia Arkady poprzez swoją spółkę LC Corp. Teraz marzy mu się "wrocławski Manhattan". Miałby powstać na 4,5-hektarowej działce między hotelem Wrocław a Poltegorem. Warunek: biznesmen musi ją kupić od miasta (działka jest na sprzedaż). Na budowę Manhattanu LC Corp może przeznaczyć 200-300 mln euro.

- Póki co, nie ma żadnych koncepcji architektonicznych - zastrzega Grażyna Bukowska, doradca zarządu ds. public relations w należącym do Czarneckiego Getin Holding.

Według niej, opracowanie planów nie jest takie proste. Bo, po pierwsze, to prestiżowa inwestycja. Po drugie, Czarnecki nie jest jeszcze właścicielem całego gruntu.

Wrocławianie muszą więc uzbroić się w cierpliwość, zanim naocznie przekonają się, co faktycznie na tym terenie wyrośnie.

Być liderem ponad wszystko

W branży o Czarneckim mówią „wizjoner”. Zawsze wyprzedza innych o kilka kroków, czy nawet lat. Ale nie zawsze miał nosa do interesów. Nie udała mu się współpraca z francuskim bankiem Credit Agricole, któremu sprzedał EFL.

Rozstał się z CA, bo nie był w stanie współpracować z tak dużą korporacją. Odchodząc, przejął giełdową spółkę Getin Service Provider, działającą w branży internetowej. Na jej bazie zaczął tworzyć kolejne imperium. Skupował akcje innych banków i firm. Polskich i zagranicznych.

Wielkie nadzieje wiązał z inwestycją w Rosji, w firmie leasingowej. To było podobne wyzwanie, jak na początku lat 90. w Polsce, kiedy nasz kraj był pustynią leasingową. Ale brak odpowiedniej kadry i brak dostępu do kapitału zniweczyły to rosyjskie przedsięwzięcie.

Obecnie Czarnecki tworzy Noble Bank, który będzie nastawiony na zamożnych klientów. Ma on zająć się doradztwem, będzie też oferować produkty własne i innych instytucji finansowych. Powstanie w efekcie połączenia Wschodniego Banku Cukrownictwa i firmy doradztwa finansowego Open Finance. Bukowska zaznacza, że będzie to pierwszy tego typu bank w Polsce.

Tak więc Czarnecki nadal pozostanie w koszulce lidera.

Magdalena Kozioł

***

Leszek Czarnecki w 1987 r. ukończył Wydział Ochrony Środowiska Politechniki Wrocławskiej. W 1993 r. obronił tytuł doktora nauk ekonomicznych w Katedrze Zarządzania i Informatyki Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.

W 1988 r. zdobył uprawnienia inspektora nadzoru i kierownika budowy z zakresu budownictwa hydrotechnicznego. W latach 1991-99 zrobił kilkanaście szkoleń krajowych i zagranicznych z zakresu finansów, organizowanych m.in. przez Międzynarodową Szkołę Bankową w Katowicach oraz Euromoney w Londynie.

W 1986 r. założył spółkę TAN. W 2001 r. - Europejski Fundusz Leasingowy.

W latach 1993-94 był wiceprzewodniczącym rady Polbank SA, a w 1995 r. był członkiem zarządu tego banku. W latach 1995-96 i 1997-99 pełnił funkcję prezesa zarządu TU Europa, wprowadzając spółkę na giełdę.

Stworzył Getin Holding, który skupia sześć podległych spółek.

Jest finalistą światowego konkursu na najbardziej utalentowanego młodego biznesmena roku 1997. W kwietniu 1998 r. znalazł się w pierwszej dziesiątce rankingu na najlepszego menedżera Europy Środkowej, opublikowanego przez "The Wall Street Journal".

W październiku 2004 r. został honorowym członkiem Polskiego Związku Przedsiębiorstw Leasingowych. W listopadzie został wyróżniony przez INSEAD, jedną z najlepszych w Europie uczelni biznesowych oraz przez ministra finansów Francji, który nadał mu tytuł „Przedsiębiorca roku z Europy Wschodniej”. "Business Week" przyznał mu tytuł menedżera roku 2004 na polskim rynku finansowym.

Ostatnio magazyn "Forbes" odnotował jego skok na liście najbogatszych Polaków - z dwunastego miejsca w 2005 r. awansował na trzecie. Zawdzięcza to kursom akcji Getin Holdingu, którego wartość na początku tego roku szacowana była na 3,8 mld zł.


Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Adam

Czarnecki to konfident

! Odpowiedz
0 0 ~Str

Czy tutaj sa co jakis czas redukowane komentarze ?

! Odpowiedz
2 0 ~Adam

Warto dodać że Leszek pomaga też innym na starcie własnego biznesu czy o fundacji która działa z jego prywatnych środków. Więc potrafi się dzielić z innymi swoim majątkiem.

! Odpowiedz
1 3 ~iza

ja tam wiem czy bez sentymentów? pan Czarnecki to skuteczny biznesmen i tyle. przewiduje, podejmuje dobre decyzje i już :)

!
WIG 1,20% 63 047,02
2017-11-17 17:15:00
WIG20 1,36% 2 443,83
2017-11-17 17:15:00
WIG30 1,18% 2 809,62
2017-11-17 17:15:00
MWIG40 0,96% 4 782,21
2017-11-17 17:15:00
DAX -0,43% 12 990,50
2017-11-17 17:35:00
NASDAQ -0,15% 6 782,79
2017-11-17 22:01:00
SP500 -0,27% 2 578,52
2017-11-17 21:59:00

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl