Na polskim rynku walutowym trwa walka o zejście kursu euro poniżej 4,60 zł. Utrzymanie się tak wyraźnej słabości polskiej waluty może mieć poważne konsekwencje w kolejnych tygodniach.


Wydawało się, ze rynek rozstrzygnął sprawę w poniedziałek, gdy kurs euro spadł w okolice 4,59 zł, negując zeszłotygodniowy sygnał sprzedaży, jakim było wybicie oporu na poziomie 4,60 zł. Na gruncie analizy technicznej jego trwałe przekroczenie groziłoby dalszym osłabieniem i tak już bardzo słabego złotego.
Jednakże wtorkową sesję rozpoczęliśmy od ponownej deprecjacji polskiej waluty. O 9:54 kurs euro kształtował się na poziomie 4,6045 zł, a więc o grosz wyższym niż w poniedziałek wieczorem.
Problemem dla złotego cały czas pozostają zarówno czynniki wewnętrzne: brak oczekiwanej przez rynek podwyżki stóp procentowych w NBP, spór rządu z Komisją Europejską i TSUE oraz potencjalnie także sytuacja na granicy z Białorusią. Ale w krótkim terminie złotemu szkodzi przede wszystkim pogorszenie się nastrojów na rynkach finansowych, czego ilustracją jest umacniający się dolar oraz umiarkowane spadki na giełdach w Europie.
Notowania amerykańskiej waluty na polskim rynku po zwyżce o przeszło grosz osiągnęły poziom 3,9426 zł, celując w zeszłotygodniowe, półroczne maksimum na poziomie 3,9568 zł.
Kurs franka szwajcarskiego wynosił 4,2460 zł i był o pół grosza wyższy od wczorajszego kursu odniesienia. Na parze frank-złoty przed pobiciem wrześniowo-sierpniowych maksimów (ponad 4,28 zł) chroni nas przede wszystkim stabilizacja notowań franka w relacji do euro. Z kolei najwyższe notowania od 12 sierpnia osiągnął funt brytyjski, za którego trzeba było zapłacić już prawie 5,40 zł.
KK
































































