Federacja Rosyjska będzie w 2026 r. dążyć do utrzymania – przynajmniej tam, gdzie to możliwe, nawet jeśli to tylko pozory – swojego statusu mocarstwa, przede wszystkim na użytek wewnętrzny. Realia mogą się jednak okazać dla Moskwy dużo bardziej skomplikowane.


Ukraina i Zachód: wojna jako paliwo dla reżimu
Priorytetem dla Rosji pozostanie najpewniej konflikt z Ukrainą i – przynajmniej w deklaracjach, po które sięga rosyjski aparat propagandowy – z całym Zachodem, tj. głównie z USA i NATO. Wsparcie dla Ukrainy, jakiego udzielają jej kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego, jest niezmiennie przedstawiane przez Kreml jako czynnik utrudniający osiągnięcie celów „specjalnej operacji wojskowej” i stanowiący egzystencjalne zagrożenie dla przetrwania państwa i pozycji międzynarodowej Rosji.
Moskwa gra na dwa fronty
Ta retoryka jest i będzie istotnym czynnikiem mobilizacji społecznej na rzecz kontynuowania wojny: zarówno jeśli chodzi o uzasadnienie wydatków budżetowych (ponad 40 proc. budżetu Rosja przeznacza na cele związane z obronnością), jak i mobilizację do rosyjskiej armii. W 2026 r. planowane jest zmobilizowanie ponad 400 tys. osób, z czego większość na potrzeby udziału w działaniach wojennych na terytorium Ukrainy.
Równolegle, choć może to wydawać się paradoksalne, dla rosyjskiego kierownictwa duże znaczenie ma utrzymanie kontaktów z Waszyngtonem. – Dla Rosji ważne jest utrzymanie względnej przychylności USA. Celem Moskwy jest dalsze balansowanie, udawanie, że się negocjuje i równoczesne wywieranie stałego nacisku na Kijów – powiedział w rozmowie z PAP analityk i publicysta Filip Dąb-Mirowski, prowadzący portal Globalna Gra. Jego zdaniem Rosjanie mają świadomość problemów w relacjach USA z Unią Europejską i będą chcieli to wykorzystać.
– Rosja będzie chciała wykorzystać tarcia w relacjach transatlantyckich: tak, aby doszło do podziałów, co - w połączeniu z presją na kraje europejskie - zmusiłoby te państwa do zajęcia się własną obroną, a nie pomocą dla Ukrainy – dodał analityk.

Podobnie sytuację ocenił w rozmowie z PAP Pawło Rad, analityk Programu Studiów Białoruskich i Rosyjskich w organizacji pozarządowej Rada Polityki Zagranicznej Ukrainska Pryzma. – Rozmowy z Waszyngtonem to dla Rosji, z jednej strony, próba rozwiązania kwestii wojny z Ukraina, a z drugiej – utrzymania swojej pozycji jako równorzędnego partnera. Będzie to też próba „wodzenia za nos” strony amerykańskiej – przewiduje Rad.
Sąsiedzi: wojna hybrydowa "poniżej progu"
Bezpośrednimi „ofiarami” takiego podejścia Kremla będą nadal kraje bezpośrednio sąsiadujące z Rosją: przede wszystkim państwa bałtyckie, Finlandia i Polska. Wysoce prawdopodobne są kolejne działania o charakterze prowokacji, podobne do tych, do jakich już dochodziło w ciągu ostatnich kilku lat: naruszenia przestrzeni powietrznej, incydenty z wykorzystaniem dronów (podobne do tych z 10 września 2025 r.), przypadki uszkodzenia infrastruktury krytycznej czy zakłócania sygnału GPS. Będą one realizowane znacznie poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego, na który Rosja nie może sobie pozwolić, także wobec zaangażowania w wojnę z Ukrainą – choć i bez tego jej zdolności i potencjał militarny odbiegają od możliwości NATO (nawet samych krajów europejskich, a tym bardziej USA).
Najprawdopodobniej istotnym elementem rosyjskiej aktywności będzie proces negocjacji związany z bronią atomową i kontynuacją obowiązywania traktatu Nowy START (ang. New Strategic Arms Reduction Treaty; w Rosji porozumienie to funkcjonuje pod nazwą SNW-III). Formalnie traktat wygasa 5 lutego 2026 r., jednak strona rosyjska sygnalizowała wiele razy zamiar jego przedłużenia, pod warunkiem osiągnięcia porozumienia z USA. Sprawa ta, podobnie jak całość kwestii związanych z bronią jądrową, pozostaje jednym z istotnych (przynajmniej na poziomie deklaratywnym) atrybutów rosyjskiej mocarstwowości. Nawiązuje bowiem wprost do okresu zimnej wojny i ówczesnego potencjału militarnego ZSRR, pozwalającego Moskwie uchodzić za w pełni równorzędnego partnera negocjacyjnego Waszyngtonu.
Zwrot na Wschód i Południe
O ile w relacjach z Europą i USA głównym motywem polityki zagranicznej Rosji pozostaje konflikt, o tyle zupełnie inne jest podejście do innych regionów: tam Moskwa stawia na współpracę i budowanie relacji dwu- i wielostronnych, opartych o realnym lub co najmniej deklarowanym partnerstwie. Widać to było wyraźnie podczas wizyt rosyjskiego przywódcy Władimira Putina w Chinach (we wrześniu 2025 r.) i w Indiach (w grudniu 2025 r.), gdzie wiele miejsca poświęcono współpracy i rozwojowi relacji gospodarczych (w tym sprzedaży rosyjskich surowców czy zaangażowaniu w rozwój energetyki atomowej). Ta aktywność to istotny element budowania alternatywnej wizji świata i polityki globalnej Rosji, opartej na przekonaniu o możliwości pomijania i/lub wykluczenia Zachodu. Realizacji tego celu służą formaty takie jak BRICS czy Szanghajska Organizacja Współpracy, jak również wsparcie udzielane krajom takim jak Iran czy (do niedawna) Wenezuela.
Porażka w Wenezueli
Odrębna pozostaje kwestia, na ile to wsparcie cokolwiek zmienia w sytuacji odbiorców rosyjskiej pomocy - co pokazał niedawno, do pewnego stopnia, przykład Wenezueli. Mimo rosyjskiego zaangażowania w rozbudowę potencjału militarnego tego kraju, nie zapobiegło to amerykańskiej ingerencji i pojmaniu 3 stycznia prezydenta Nicolasa Maduro.
Polityka USA wobec zachodniej hemisfery może wpłynąć na ograniczenie rosyjskich wpływów w Ameryce Łacińskiej (podobnie jak w Europie, Moskwa nie jest w stanie pozwolić sobie na otwarty konflikt z Waszyngtonem), lecz należy oczekiwać, że - zależnie od rozwoju sytuacji - Rosja będzie dążyć w tej części świata do maksymalnej destabilizacji sytuacji tam, gdzie to możliwe, korzystając z posiadanych instrumentów wpływu (także wywiadowczych, informacyjnych czy związanych z narkobiznesem). Dotyczyć to będzie również Wenezueli, zwłaszcza jeśli sytuacja w tym kraju będzie się pogarszać.
Stosunki Kremla z Chinami mają także ważny wymiar gospodarczy: bez chińskiego wsparcia, także w sektorze zbrojeniowym, Rosja nie byłaby w stanie kontynuować wojny z Ukrainą.
– Gospodarka rosyjska jest w dramatycznej sytuacji. Sytuacja na zapleczu jest trudna, a koszty wojny są odczuwane przez społeczeństwo. To zaczyna się robić groźne dla Putina – przyznał Dąb-Mirowski. Podobnie sytuację ocenia także Pawło Rad, który prognozuje, że Rosja będzie rozwijać relacje z Chinami, a także poszukiwać kolejnych rynków zbytu dla towarów i surowców energetycznych. – Z drugiej strony, Moskwa będzie starać się przekonać USA, że tylko ona jest w stanie równoważyć wpływ Chin – zaznaczył Rad.
Ekspansja w Afryce
Moskwa z pewnością będzie dążyć do utrzymania lub rozbudowy swojej obecności, także wojskowej, na Bliskim Wschodzie. Oznacza to nie tylko utrzymanie relacji ze wspomnianym już Iranem, ale także z Syrią. Podczas wizyty prezydenta tego kraju, Ahmada al-Szary, w Moskwie w październiku 2025 r. Władimir Putin oświadczył, że Rosję łączą z narodem syryjskim „bardzo głębokie więzi”. Faktycznie Kremlowi chodzi głównie o utrzymanie baz wojskowych na terytorium Syrii (w tym możliwości korzystania z portu Tartus nad Morzem Śródziemnym).
Podobnie wygląda sytuacja w Afryce. Tam Moskwa konsekwentnie dąży do rozbudowywania swoich wpływów, korzystając zarówno ze środków dyplomatycznych i gospodarczych, jak i wojskowych – czy raczej paramilitarnych, jako że głównym narzędziem rosyjskiej aktywności na tym kontynencie pozostają prywatne firmy wojskowe w rodzaju nieistniejącej już Grupy Wagnera, która została zastąpiona przez inne rosyjskie podmioty tego typu. Dzięki nim Kreml zachowuje wpływy w krajach takich jak Republika Środkowoafrykańska czy Sudan. Prezydent RŚA Faustin-Archange Touadera zaprosił niedawno Władimira Putina do odwiedzenia tego kraju i obiecał Moskwie, że będzie kupował od niej broń i wspólnie z nią zbuduje centrum szkolenia obsługi dronów.
W Afryce Zachodniej Rosja nawet zwiększa swoje możliwości oddziaływania. Wycofanie się sił francuskich z państw takich jak Mali czy Niger oraz apele władz tych krajów o pomoc militarną, kierowane do Moskwy, wskazują na rosnące rosyjskie wpływy w tym regionie. - Jeśli dojdzie do zatrzymania wojny z Ukrainą, Rosja może skierować więcej zasobów na kierunek afrykański – przewiduje Rad.
Dariusz Materniak (PAP)
mad/ rtt/






























































