Wszyscy na Wall Street patrzą na te same dane: indeksy giełdowe testują rekordowe poziomy, a wskaźniki inflacji są wyższe, niż by tego oczekiwano. Jednak giganci świata inwestycji wyciągają z tego skrajnie odmienne wnioski.


Michael Burry: Miejsce wypadku na minutę przed kraksą
Michael Burry, jeden z inwestorów, który zasłynął graniem na spadki na amerykańskim rynku nieruchomości tuż przed jego załamaniem w 2008 roku, wciąż bije na alarm z powodu boomu na sztuczną inteligencję.
– Non stop tylko sztuczna inteligencja. Przez cały dzień nikt nie mówi o niczym innym – napisał Burry we wpisie na platformie Substack, po wysłuchaniu relacji w finansowych stacjach telewizyjnych i radiowych podczas długiej podróży samochodem.
S&P 500 znów znalazł się na rekordowych poziomach, a rynki akcji jego zdaniem nie reagują już na wskaźniki realnej gospodarki.
– Akcje drożeją lub tanieją nie z powodu rynku pracy czy nastrojów konsumentów. Akcje bez przerwy drożeją tylko dlatego, że do tej pory akcje bez przerwy drożały. Z powodu wyrażonej dwiema literami tezy inwestycyjnej, którą wszyscy rzekomo rozumieją. Mam wrażenie, jakby to były ostatnie miesiące bańki z lat 1999–2000 – ocenił Burry.
Inwestor wskazał na śledzący akcje spółek półprzewodnikowych Philadelphia Semiconductor Index, który w tym tygodniu wzrósł o ponad 10%, a od początku roku zyskał 65%.

– Wszystko to przypomina miejsce wypadku samochodowego na minutę przed kraksą – podsumowuje Michael Burry, oceniając indeksy jako „zbyt piękne, aby mogły być prawdziwe”.
Ed Yardeni: Oczekiwania wobec zysków rosną jak nigdy
Ekonomista Ed Yardeni, założyciel Yardeni Research, zajmuje zupełnie inne stanowisko. Kierowana przez niego firma podniosła tegoroczną prognozę dla głównego amerykańskiego indeksu giełdowego S&P 500. Oczekuje, że indeks osiągnie w tym roku poziom 8250 punktów, w porównaniu z wcześniejszą prognozą, która wynosiła 7700 punktów.
Ed Yardeni wyjaśnia, że wszystko to za sprawą oszałamiającego wzrostu zysków firm wchodzących w skład indeksu.
– Nigdy nie widzieliśmy, by oczekiwania co do zysków na bieżący i następny rok rosły tak szybko jak w ostatnich miesiącach – zaznacza Ed Yardeni.
Ekonomista wskazuje również, że jego zdaniem gospodarka pozostanie silna pomimo rosnących cen ropy.
– Efektem tego jest gwałtowny, napędzany wynikami spółek rajd na giełdzie – mówi Ed Yardeni.
James Rogers: Koniec nadejdzie wkrótce
James Rogers, współzałożyciel Quantum Fund i twórca surowcowego indeksu Rogers International Commodities Index, twierdzi, że jeszcze nigdy nie widział, aby rynkom akcji tak dobrze szło przez tak długi czas.
– Amerykańskie rynki nie doświadczyły jeszcze tak długiego okresu bezproblemowych wzrostów. Prawie każda giełda na świecie radzi sobie dobrze. W moim życiu rzadko się to zdarzało – zauważa James Rogers. – Ale kiedy tak się działo, to był to czas, by zacząć się martwić i wycofywać.
Taki optymizm na rynkach ewidentnie go niepokoi.
– Teraz wszystko jest w porządku. Ale jeśli mnie zapytasz, to moim zdaniem koniec nadejdzie wkrótce – ocenia James Rogers.
Wells Fargo: Wzrost cen znaczący, ale tymczasowy
Podejście Wells Fargo do perspektyw polityki amerykańskiego banku centralnego różni się od oczekiwań rynku. Bank powtórzył swoją prognozę, że Rezerwa Federalna obniży w tym roku podstawową stopę procentową dwukrotnie. I to pomimo rosnących szybciej od oczekiwań cen konsumpcyjnych i producenckich.
Takie nastawienie wydaje się sprzeczne z rynkowym konsensusem. Narzędzie FedWatch Tool pokazuje, że uczestnicy rynku nie spodziewają się cięć stóp procentowych do końca roku, a wręcz dostrzegają w tym terminie możliwość jednej podwyżki. Takie oczekiwania wiążą się z szokiem naftowym, który podbije inflację i zmusi bank centralny do ponownego podniesienia kosztu pieniądza w celu opanowania rosnących cen.
Jednak zadanie banku centralnego jest dwojakie – musi on zapewnić stabilność cen, utrzymując jednocześnie zdrowy rynek pracy.
„Obecny wzrost cen jest znaczący, ale tymczasowy” – oceniają ekonomiści Wells Fargo.
Ich zdaniem inflacja będzie miała negatywny wpływ na gospodarkę, dlatego w obliczu słabnącego rynku pracy bank centralny będzie zmuszony do jej stymulowania, zamiast skupiać się wyłącznie na walce z rosnącymi cenami.
Dan Ivascyn: Czekamy na wyważoną reakcję banków centralnych
Dan Ivascyn, dyrektor inwestycyjny obligacyjnego giganta Pimco, uważa, że obniżka stóp procentowych przez amerykański bank centralny, gdyby do niej doszło, byłaby kontrproduktywna. Zamknięcie Cieśniny Ormuz przysporzy amerykańskim decydentom dodatkowych wyzwań w staraniach o opanowanie inflacji, której od marca 2021 roku nie udaje się sprowadzić do 2-procentowego celu.
– Będziemy chcieli zobaczyć wyważoną reakcję banków centralnych, a w razie potrzeby potencjalnie zacieśnioną politykę – powiedział Dan Ivascyn w rozmowie z „Financial Times”.
– Stany Zjednoczone są dalej od zacieśniania, jednak bardziej restrykcyjną politykę zobaczymy najprawdopodobniej w Europie, Wielkiej Brytanii, a może nawet w Japonii. Absolutnie bym tego nie wykluczał również w USA – zaznaczył.
Ekspert dodał, że jakakolwiek obniżka stóp procentowych przez Rezerwę Federalną przyniosłaby efekt odwrotny do zamierzonego, biorąc pod uwagę dynamikę inflacji oraz niepewność co do jej perspektyw i oczekiwań inflacyjnych.
Cięcie stóp w takim otoczeniu mogłoby doprowadzić do wyższych rentowności obligacji średnio- i długoterminowych. Rentowności obligacji poruszają się w kierunku odwrotnym do ich cen.


























































