Biura podróży podkreślają, że ten mały, liczący 50 tys. kilometrów kwadratowych, kraj to nienaruszony mikrokosmos. Nie kłamią. Pejzaż Kostaryki kształtują gęste lasy deszczowe, góry poprzecinane wąwozami, czynne i wygasłe wulkany oraz bezludne plaże.
Mimo dwóch niepokojących oceanów, groźnie dymiących wulkanów i śnieżnych szczytów osiągających 4 tys. m n.p.m., w folderach turystycznych i w filmach Kostaryka pokazywana jest jako tropikalny raj. Na tle szmaragdowo-zielonego krajobrazu widać fantastycznie kolorowe zwierzęta: wspaniałe ary we wszystkich kolorach tęczy, przepiękne tukany, przeróżne odmiany kolibrów i ogromnych motyli czy absolutnie najpiękniejsze i najrzadsze ze wszystkich ptaków tropikalnych – kwezale herbowe.

Oblicza Kostaryki
Kostaryka ma homogeniczną strukturę ludności, gdyż nie występuje tu kultura indiańska – jest to dosyć wyjątkowe, jeśli chodzi o państwa środkowoamerykańskie. Pomimo swoich rozmiarów kraj wydaje się duży, ponieważ jego teren jest bardzo urozmaicony, i podczas podróży ma się wrażenie, że potrzeba sporo czasu, żeby naprawdę poznać to państewko. Przyrodę czuje się na każdym kroku: około 27 proc. powierzchni zajmują prywatne i państwowe parki narodowe oraz rezerwaty przyrody. W ten sposób ogromna część państwa jest terenem chronionym – pod tym względem Kostaryka nie ma sobie równych w świecie.
Nie wiadomo, co bardziej przyciąga podróżników z całego świata: spokojne wybrzeża Morza Karaibskiego na wschodzie czy burzliwy Pacyfik na zachodzie? A może gorące równiny w strefach tropikalnych z plantacjami palm i bananów, przepiękne plaże, centralny płaskowyż strefy umiarkowanej porośnięty górską tropikalną dżunglą (lasy chmurowe) lub wulkany ziejące ogniem i dymem oraz wyrzucające z siebie lawę...


Do tego właśnie kraju wybrałem się z żoną i grupą przyjaciół na dwutygodniowe zimowe wakacje. Trasa została dokładnie opracowana wspólnie z kostarykańskim biurem podróży z San José – stolicy kraju. Solidność i precyzja realizacji wszystkich uzgodnionych punktów programu była absolutnie perfekcyjna, a punktualność usługodawców lepsza niż w szwajcarskim zegarku!

Niebiański smak piekielnych przygód
Wyprawę zaczęliśmy od podróży nad Morze Karaibskie do Parku Narodowego Tortuguero („tortura” to po hiszpańsku żółw), gdzie mieszkaliśmy w bungalowach ukrytych pośród bujnej tropikalnej przyrody. Poranne pływanie łodziami w labiryncie kanałów obfitowało w niezwykłe odkrycia. Wśród niesamowitej roślinności, w promieniach wschodzącego słońca obserwowaliśmy leniwce, krokodyle, żółwie, wspaniałe tukany czy bawiące się małpy. Kolejnym etapem podróży były okolice wulkanu Arenal, który do końca lat 60. ubiegłego wieku wyglądał jak niepozorne zalesione wzgórze w pobliżu miejscowości La Fortuna. 29 lipca 1968 roku w wyniku poważnych ruchów sejsmicznych rozpętało się tu piekło – erupcja wulkanu spustoszyła całą okolicę. Od tamtej pory Arenal jest wciąż aktywny. Górujący nad płaskim terenem stożek ma rzeczywiście wygląd klasycznego, wprost encyklopedycznego wulkanu. W jego okolicy można skorzystać z atrakcji o nazwie Sky Trek. Jest to „podróż” po linie między poszczególnymi „stacjami” – koronami tropikalnych drzew – na czymś w rodzaju siodełka. Odcinki trasy liczą od 200 do 800 m, często przebiega ona nad rwącymi rzekami, dolinkami i wąwozami na wysokości 200 m. Mogłem wyruszyć dopiero po krótkim szkoleniu i podpisaniu certyfikatu, że robię to na własną odpowiedzialność: decyduję się na 7 zjazdów, mając świadomość, że później nie będzie już odwrotu i będę musiał dolecieć do ostatniej, tzw. dolnej stacji, z której kilkanaście minut wcześniej wyruszyliśmy w górę kolejką linową. Po pierwszym „zjazdolocie” wiedziałem, że to jest to, pomimo że szybkość zjazdu przekraczała 60 km/h i kilka osób przede mną zrezygnowało z atrakcji w ostatniej chwili!

Bananowe życie kawy
Tę trochę złowrogą scenerię zmieniliśmy na okolice San José, aby zwiedzić plantację kawy. Ponieważ od lat jestem związany z branżą kawową, muszę przyznać, że była to dla mnie podwójna atrakcja. Meseta Central to płaskowyż o powierzchni ok. 900 kilometrów kwadratowych, położony między dwoma pasmami górskimi – Cordillera Central i Cordillera de Talamanca. Miejsce to idealnie nadaje się pod uprawy kawy, gdyż w optymalny sposób łączy warunki glebowe i klimatyczne. Drzewka kawowca rosną tu na średniej wysokości około 800 -850 m n.p.m. Obecność wulkanów powoduje, że gleba jest wyjątkowo żyzna i łatwo poddaje się nawadnianiu; temperatura wynosi zawsze 17-280 C, a rozgraniczenie pomiędzy porami suchymi i deszczowymi jest bardzo wyraźne. Dzięki połączeniu wszystkich tych czynników kawa kostarykańska ma typowo miękki, kwaskowy aromat, tak pożądany przez smakoszy na całym świecie. Drzewo kawowca, które pochodzi z Etiopii i w 1779 roku poprzez Jamajkę przywędrowało do Kostaryki, okazało się zbawieniem dla słabej, nadwątlonej gospodarki kostarykańskiej. Nie bez powodu w Kostaryce kawa nazywana jest „grano de oro”, czyli ‘złote ziarno’. Przed około 200 laty ta skromna roślina uczyniła ów mały kraj sławnym i pozwoliła się wzbogacić miejscowym chłopom.

Plantacja, którą zwiedzaliśmy, DOK A ESTATE, znajduje się na zboczach wulkanu Poas i od 1929 roku należy do rodziny Vargas. Młyn do kawy używany na plantacji, tzw. beneficio, pochodzi z roku 1893 i jest najstarszym napędzanym wodą młynem w Kostaryce. Kawa zbierana jest tu tylko ręcznie, a nie automatycznie, co ma zdecydowany wpływ na jednolitość zebranych owoców. Nie bez powodu Nespresso pokrywa poważną część swojego zapotrzebowania na kawę właśnie kawą z Kostaryki. Jeszcze długo zostaną mi w pamięci te niekończące się połacie drzewek kawowych, nad którymi górują drzewa bananowców, dające cień i stanowiące niejako element równoważący gospodarkę wodną dla otaczających je kawowców.

Fenomen „czystego życia”
Czas mijał nieubłaganie i trzeba było ruszać dalej. Następnym celem były tzw. lasy chmurowe niedaleko Monteverde, z dziewiczą jak wszędzie przyrodą i wspaniałymi „wiszącymi mostami” w Parku Narodowym Selvatura, z których można podziwiać otaczającą przyrodę, spacerując wysoko nad dolinami i uskokami – niemalże w koronach drzew! Z Monteverde pojechaliśmy na kilka dni do kurortu Tamarindo nad Pacyfikiem. Wspaniałe plaże, niewyobrażalne fale i zachody słońca potwierdziły wspólne odczucie, że przeżyliśmy najwspanialsze wakacje naszego życia. Jestem ciągle pod wrażeniem tego małego państwa i jego mieszkańców, którzy już dawno temu postawili na ochronę środowiska (na przykład segregowanie śmieci jest tu powszechne już od bardzo dawna). Codzienne pozdrowienie „pura vida” (z hiszpańskiego ‘czyste życie’), zastępujące typowe „buenos dias”, najlepiej świadczy, że jest to praktyka, a nie jedynie teoria na użytek turystów i mediów. Z przyrody uczyniono główną atrakcję Kostaryki, a z turystyki prawie najważniejszą gałąź gospodarki. Mam jedynie nadzieję, że kawa na tym nie ucierpi, a Kostaryka (po hiszpańsku „Costa Rica” oznacza ‘bogate wybrzeże’) jeszcze długo pozostanie rajem zarówno dla przyrodników, jak i potrafiących to docenić – na szczęście ciągle jeszcze nie masowych – turystów.
Paweł Kwiatkowski, dyrektor generalny Nespresso Polska,podróżnik i miłośnik kawy































































