
Image licensed by Ingram Image
Pod względem gospodarczym Korea Północna od dawna zależna jest od Chin. Handel z potężnym sąsiadem stanowi 89% procent północnokoreańskiej wymiany zagranicznej. Najbardziej totalitarny kraj świata zamierza zaimportować z Państwa Środka jeszcze jedno dobro - pomysł na rozwój gospodarczy.
Chiński model w koreańskim wydaniu
Wzrost potęgi gospodarczej Chin rozpoczął się od stworzenia specjalnych stref ekonomicznych mających przyciągać zagraniczny kapitał. Udało się i dziś to Chiny mogą występować w roli inwestora w krajach dużo biedniejszych. Ich kapitał chciałyby do siebie przyciągnąć m.in. władze Korei Północnej.
Jak donosi „Bloomberg News”, 9 września w chińskim mieście Xiamen odbyły się targi inwestycyjne, podczas których ogłoszono nowe plany dla dwóch północnokoreańskich stref ekonomicznych. Położony nad Morzem Japońskim port Rason ma się stać centrum logistycznym dla północno-wschodniej Azji oraz ważnym ośrodkiem produkcyjnym. Wzorem dla tej strefy jest chińskie Shenzhen - kiedyś mała rybacka wioska, a dziś 10-milionowa aglomeracja i jedno z najważniejszych centrów gospodarczych Azji. Inwestorzy zaproszeni zostali także na przygraniczne wyspy Wihwa i Hwanggumpyong, gdzie zaplanowano rozwój przemysłu tekstylnego i programistycznego.
Trudne relacje
Nowe otwarcie w stosunkach gospodarczych między państwami ma być możliwe dzięki zmianie władzy w Korei Północnej. - Od kiedy Kim Jong Un objął urząd pierwszego sekretarza, północnokoreański rząd aktywnie wspiera strefy i oferuje inwestorom bardziej elastyczne warunki - powiedział obecnym na targach inwestorom Li Zichen, jeden z dyrektorów nadzorujących strefy ekonomiczne.
| »Portugalczycy uciekają z kraju. Wybierają Afrykę |
Tak daleko idące deklaracje w Chinach traktowane są z rezerwą. Inwestująca w Korei Północnej spółka surowcowa Xiyang Group określiła relacje z tamtejszymi władzami mianem „koszmaru”. Według firmy, na odmowę wprowadzenia zmian w kontrakcie, strona północnokoreańska zareagowała odcięciem mediów i deportacją 100 chińskich pracowników. Warta 37 mln dolarów największa inwestycja zagraniczna w historii Korei Północnej zakończyła się fiaskiem.
- Każdy rozsądny inwestor z Chin dwa razy zastanowi się, zanim wyłoży pieniądze na przedsięwzięcie w Korei Północnej - stwierdził w wywiadzie dla „Bloomberg News” Da Zhigang , dyrektor Centrum Studiów Azjatyckich na uniwersytecie w Harbinie. - Na chińskich stronach internetowych jest wiele wypowiedzi inwestorów, którzy stracili tam pieniądze - dodał.
Próby reform
Być może próba przyciągnięcia chińskiego kapitału wpisuje się w szerszy program naprawy północnokoreańskiej gospodarki. Nieoficjalni informatorzy - oficjalne źródła na ten temat milczą - donoszą, że elity rządzące planują przekształcenie kolektywnych gospodarstw rolnych w podmioty bardziej przypominające gospodarstwa rodzinne. O całkowitym uwłaszczeniu nie ma oczywiście mowy, jednak jedną trzecią plonów rolnicy będą mogli sprzedawać po cenach rynkowych.
Do całkowitej przemiany totalitarnego reżimu ciągle jeszcze daleko. Doskonale widać to na przykładzie potężnej powodzi, która niedawno nawiedziła kraj. Północnokoreańskie władze były do tego stopnia przerażone rozmiarami zniszczeń, że pierwotnie zgodziły się nawet przyjąć pomoc od rządu Korei Południowej. Dwa dni później zmieniły zdanie i odmówiły przyjęcia transportu.
Z takim nastawieniem do własnych obywateli i inwestorów zagranicznych władzom Korei Północnej nie uda się żadna, choćby najlepiej zaplanowana reforma gospodarcza. Kraj ten od kilkudziesięciu lat stoi w miejscu i już nawet Chińczycy przyzwyczajeni są do całkowicie innych standardów.
Michał Żuławiński
Bankier.pl































































