Już się wydawało, że polski konsument nie może być w lepszym nastroju niż był latem 2017 roku. A jednak niemożliwe stało się możliwe. Początek 2018 roku przyniósł dalszą poprawę wskaźników ufności konsumenckiej.


Zapewne mało komu cokolwiek mówią takie skróty jak BWUK czy WWUK. To dość mało popularne wskaźniki ufności konsumenckiej sporządzane co miesiąc przez Główny Urząd Statystyczny i Narodowy Bank Polski. Oba mierzą nastroje gospodarstw domowych i ich gotowość do dokonywania wydatków konsumpcyjnych.
Wartość dodatnia BWUK/WWUK oznacza przewagę liczebną konsumentów nastawionych optymistycznie nad konsumentami nastawionymi pesymistycznie, natomiast wartość ujemna oznacza przewagę liczebną konsumentów nastawionych pesymistycznie nad konsumentami nastawionymi optymistycznie. W marcu 2018 r. przeprowadzono 1362 wywiady w okresie 05-14.03.2018 r. (w tym 88 metodą CATI – wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo).
W marcu 2018 roku bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) osiągnął wartość 5,4 pkt. To tylko nieznacznie mniej niż absolutnie rekordowe 6,2 pkt. odnotowane w styczniu i lutym. Dodajmy, że przez poprzednich 17 lat wskaźnik ten przyjmował wartości ujemne. Dopiero w maju 2017 roku po raz pierwszy w historii tego badania konsumentów-optymistów było więcej niż pesymistów.
Ponadto od roku Polacy z lekkim optymizmem patrzą także w swoją konsumpcyjną przyszłość. Do niedawna także i tu przeważali pesymiści. Lecz od maja 2017 także wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) przyjmuje wartości dodatnie. Odnotujmy wszakże, iż w marcu WWUK obniżył się drugi raz z rzędu, z 4,2 pkt. (i rekordowych 4,3 pkt. w styczniu) do 2,9 pkt. Mimo to trzymiesięczne średnie kroczące obu wskaźników ustanowiły historyczne maksima.
Niemal rekordowo wysokie wskaźniki ufności konsumenckiej znajdują odzwierciedlenie w danych o sprzedaży detalicznej. W lutym obroty sklepów zwiększyły się o 7,9 proc. rdr. I taka dynamika sprzedaży detalicznej – nominalnie rzędu 7-8 proc. – utrzymuje się od początku 2017 roku. Co ciekawe, gdy w latach 2006-08 sprzedaż rosła w dwucyfrowym tempie, nastroje polskich konsumentów były wyraźnie słabsze od obecnych.
Trudno określić, jaki czynnik stoi za tą różnicą. Czy jest to rządowy program „Rodzina 500+”, czy też najniższa od 26 lat stopa bezrobocia. To tym bardziej interesujące, że z punktu widzenia pracownika boom na rynku pracy sprzed dekady był znacznie silniejszy od obecnego – w roku 2007 szczyt realnej (czyli po uwzględnieniu inflacji CPI) dynamiki płac sięgnął 9 proc., podczas gdy obecnie płace w sektorze przedsiębiorstw rosną w realnym tempie ok. 5 proc. rocznie.
Jest jednak grupa, która może odczuwać lęk, obserwując rekordowo wysokie nastroje konsumentów. Są to giełdowi inwestorzy. To nie przypadek, że poprzednio rekordowe odczyty BWUK i WWUK przypadły na przełomie 2007/08, gdy kończyła się wielka hossa na GPW. W tym kontekście złowieszczo brzmią doniesienia sprzed dwóch miesięcy, gdy na krótką chwilę WIG przebił historyczny rekord z lipca 2007 roku. Względem styczniowego szczytu WIG obniżył się już o 11 proc.
Krzysztof Kolany





























































