

Rekordowo niskie stopy procentowe zostały obniżone jeszcze bardziej. Dla rynku nie jest to żadne zaskoczenie – cięcia spodziewano się już we wrześniu, ale wtedy RPP nie odważyła się ruszyć stóp przed decyzją Europejskiego Banku Centralnego. Gdy EBC ściął stopę refinansową praktycznie do zera (dokładnie: 0,05%), Rada nie chciała pozostać w tyle, tnąc stawkę referencyjną NBP do 2,00%.
Co oznacza ta decyzja? Po pierwsze, można się spodziewać błyskawicznych zmian w oprocentowaniu bankowych depozytów: lokaty na 3% staną się dobrem luksusowym. Po drugie, w najbliższych harmonogramach spłaty kredytobiorcy dostaną niższe raty. Dotyczy to przede wszystkich kredytów mieszkaniowych, gdzie nawet niewielka obniżka oprocentowania oznacza ratę niższą o kilkadziesiąt lub nawet kilkaset złotych miesięcznie (zależnie od marży, okresu spłaty i wielkości zadłużenia.) Po trzecie, zgodnie z zapisami tzw. ustawy antylichwiarskiej redukcja stopy lombardowej NBP aż o jeden punkt procentowy oznacza obniżenie górnego limitu oprocentowania kredytów z 16% do 12%, co uderzy w banki specjalizujące się w drogich kredytach konsumpcyjnych. Natomiast jednostkowe oszczędności ich klientów będą praktycznie niezauważalne.
Z punktu widzenia gospodarki obniżka i tak już rekordów niskich stóp procentowych nie powinna mieć istotnego znaczenia. Kredyt jest bardzo tani i stosunkowo łatwo dostępny dla każdego, kto posiada jakąkolwiek zdolność kredytową. Oprócz niewielkich oszczędności na obsłudze zadłużenia cięcie stóp nie będzie miało istotnego wpływu na gospodarkę i nie poprawi koniunktury. Konsekwencją dzisiejszej obniżki będzie przede wszystkim to, że za kilkanaście miesięcy Rada będzie musiała dokonać silniejszych podwyżek, aby nadążyć za rosnącą inflacją.























































