Kolejny unijny szczyt budżetowy odbędzie się na początku roku. Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy oficjalnie potwierdził informacje Polskiego Radia. Szef Rady Europejskiej na konferencji prasowej kończącej szczyt wyraził nadzieję na pomyślne zakończenie rozmów na początku roku mimo dużych różnic między krajami.

Źródło: PAP/Radek Pietruszka
Szczyt rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem, bo trwały konsultacje między unijnymi liderami. Premier Donald Tusk spotkał się z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, z którym omówił projekt budżetu i propozycje dla Polski. Nasz kraj ma dostać o półtora miliarda euro mniej na rozwój regionów mimo, że dodatkowych cięć w unijnym budżecie nie ma, a pula pieniędzy w nim na politykę spójności została zwiększona. Polska mogłaby więc liczyć na 72 i pół miliarda euro.
Po spotkaniu z szefem Rady Europejskiej premier Donald Tusk omówił to co usłyszał od Hermana Van Rompuya ze swoimi współpracownikami. Za zamkniętymi drzwiami spotkał się z ministrem do spraw europejskich Piotrem Serafinem i ministrem finansów Jackiem Rostowskim. Konsultacje przed szczytem prowadzili też inni przywódcy. Na przykład premier Wielkiej Brytanii David Cameron, który domaga się największych cięć w unijnym budżecie i najgłośniej grozi wetem jeśli postulaty nie zostaną spełnione. A swoje twarde stanowisko powtórzył przed szczytem.
Brytyjczycy niezadowoleni z nowej propozycji budżetu Unii
Brytyjski premier nadal nie jest zadowolony z propozycji budżetu Unii Europejskiej. Przed rozpoczęciem drugiej części szczytu w Brukseli David Cameron powiedział, że nowa propozycja przygotowana przez Hermana van Rompuya nie spełnia jego oczekiwań.
David Cameron poproszony o krótki komentarz do propozycji przewodniczącego Rady Europejskiej powiedział, że "nie jest to czas na przesuwanie pieniędzy z jednej części budżetu do drugiej". Dodał, że postępy w rozmowach na temat budżetu są niezadowalające, co może być poważną przeszkodą podczas dzisiejszych rozmów.
Kanclerz Austrii Werner Faymann uważa, że na szczycie UE w Brukseli nie widać żadnych oznak porozumienia. Faymann dał wyraz obawom, "czy w ogóle doprowadzimy do czegoś, co przetrwa siedem lat". Jego zdaniem "jesteśmy jeszcze dość daleko od porozumienia".
Europejscy przywódcy z pierwszej części unijnego szczytu wychodzili w nie najlepszych nastrojach. I choć za sukces uznano, że nie ogłoszono fiaska negocjacji, a jedynie przerwano obrady, co dawałoby nadzieję na kompromis, to jednak w komentarzach dominował ton, że o porozumienie będzie trudno. "Ważne jest że atmosfera jest dobra i to się liczy. Ale ma najmniejszej pewności, że uda się dziś osiągnąć porozumienie. Jest prawdopodobne, że będzie potrzebny drugi etap" - powiedziała niemiecka kanclerz Angela Merkel. Drugi etap, czyli kolejny szczyt, który - jak się spekuluje - mógłby być zwołany w lutym.
| »Premier nie zgadza się na kolejną wersję budżetu |
Także francuski prezydent Francois Hollande mówił, że to spotkanie nie przyniesie porozumienia. "To jest najbardziej prawdopodobne, wszyscy mają takie przekonanie" - dodał.
Szef Parlamentu Europejskiego powiedział, że gdyby doszło do porozumienia, to byłaby to niespodzianka. "Poglądy krajów spójności tak bardzo różnią się od stanowiska krajów - płatników netto, że trudno będzie o kompromis" - powiedział Martin Schulz.
| »Merkel: nie spodziewam się porozumienia |
"Mam wrażenie, że poglądy krajów spójności (...) tak bardzo różnią się od stanowiska krajów-płatników netto, że Hermanowi Van Rompuyowi trudno będzie znaleźć porozumienie" - uzasadniał swoją ocenę podczas konferencji w Brukseli szef PE, który uczestniczył w krótkiej sesji plenarnej wszystkich 27 szefów państw i rządów.
Dodał, że przeszkodą na drodze do porozumienia jest "małe pole manewru" Wielkiej Brytanii.
Wyjaśnił, że nieprzekraczalne "czerwone linie" dla stanowiska brytyjskiego premiera Davida Camerona wyznaczyła brytyjska Izba Gmin, która pod koniec października przyjęła poprawkę zgłoszoną przez konserwatywnych eurosceptyków domagających się od Camerona, by był bardziej radykalny w swoim stanowisku wobec budżetu UE.
Jak to się stało, że mimo wzrostu wydatków na rozwój regionów Polska trochę straciła? Szef Rady Europejskiej zwiększył po prostu wsparcie dla bogatszych regionów, na przykład we Francji.
Tusk: Brytyjskie postulaty cięć w administracji UE mogą zablokować kompromis
Zdaniem premiera Donalda Tuska postulat miliardowych cięć w administracji UE, o co występuje zwłaszcza Londyn, jest próbą zablokowania kompromisu ws. budżetu UE na lata 2014-2020. Tusk uznał za prawdopodobne, że Brytyjczycy zablokują porozumienie budżetowe.
Szef polskiego rządu pytany przez dziennikarzy, czy w administracji unijnej warto szukać oszczędności, odparł, że wszędzie warto ich szukać, ale w sposób symetryczny.
"Nie dajmy się złapać w taką pułapkę, że ktoś rzuci hasło 100 mld czy 200 mld cięć i będzie udawał, że chodzi o administrację, bo wiadomo, że jest to raczej, i tak to odbieram, (...) próba zablokowania kompromisu. Cięcia - tak, zrównoważone po wszystkich politykach, po to żeby osiągnąć kompromis, a nie po to, żeby zademonstrować jakiś pogląd efektowny, a równocześnie nieskuteczny" - powiedział Tusk.

Źródło: Thinkstock
Premier zadeklarował także, że Polska nie znajduje się wśród państw atakujących rabat największych płatników netto w składce do unijnej kasy. "Dlatego, uznając system rabatowy za niesprawiedliwy, ale odziedziczony przecież z przeszłości, nie angażujemy się w jakiś szczególny ostry atak na rabat" - oświadczył. Podkreślił, że Polska stara się precyzyjnie i niezbyt radykalnie formułować własne interesy, a także interesy 15 państw tzw. przyjaciół spójności, ale jednocześnie nie chce prowokować innych partnerów.
Premier zauważył, że w razie prowizorium budżetowego "zwolennicy jakiejś formy rabatu będą kluczowi, żeby osiągnąć co roku to porozumienie (ws. rabatów)". Chodzi o kraje-płatników netto tj. Niemcy, Szwecję i Holandię, które też mają korekty składek do budżetu UE, wygasające jednak, w przeciwieństwie do rabatu brytyjskiego, z końcem 2013 r. Jeśli nie będzie porozumienia ws. budżetu UE na lata 2014-20 i budżet UE byłby oparty na rocznych prowizoriach, to kraje te co roku musiałyby uzgadniać swoje korekty. Rabat brytyjski jest jedynym stały rabatem. Nowością ma być dodatkowy hamulec, że żaden kraj nie może dostać więcej funduszy spójności w nowej siedmiolatce niż 110 proc. tego, co przypadało nań w latach 2007-13. To dotyka Słowację, ale już nie Polskę, bo nasze fundusze wzrastają w mniejszym stopniu.
Informacyjna Agencja Radiowa/PAP



























































