Giełda nadal bez dna
TADEUSZ KOZACZYŃSKI kierownik działu analiz CAIB Securities
- Wczoraj indeksy na warszawskim parkiecie znowu spadły. Czy osiągnęliśmy już dno notowań?
- Jeszcze nie. Możemy spodziewać się kolejnych złych wiadomości, które nie zostały w pełni zdyskontowane przez rynek.
- Jakich?
- Na przykład kolejnych kłopotów budżetu, a także słabych wyników spółek przeżywających trudne chwile związane z wysokimi stopami procentowymi i silnym złotym. Nie sądzę jednak, by dalsze spadki na naszym parkiecie były dramatyczne.
- Kiedy spodziewa się Pan poprawy?
- Pod koniec roku. Przed wakacjami jest ona mało prawdopodobna, w czasie wakacji również, a potem mamy wybory, które zwykle przynoszą niepewność; na tego typu informacje są bardzo czuli inwestorzy zagraniczni.
- Czy już opuścili oni warszawski parkiet?
- Znaczna część obniżyła wyraźnie aktywność na naszym rynku. Pozostali przede wszystkim duzi i doświadczeni gracze.
- Dlaczego inwestorzy zagraniczni zmniejszyli aktywność?
- Obawiają się ryzyka kursowego. Boją się, bo złoty - który teraz jest silny - łatwo może stracić 10 proc., a nawet 20 proc. swojej wartości do końca roku. W tej sytuacji nie widzą oni sensu w podejmowaniu ryzyka.
- Kiedy staną się bardziej aktywni?
- Wtedy, gdy wyjaśni się sytuacja ze złotym i nastąpią obniżki stóp procentowych, czyli prawdopodobnie pod koniec roku.
- Czy poprawa indeksów zależy od powrotu inwestorów zagranicznych na nasz parkiet?
- Tak, zależy w znacznym stopniu.
Rozmawiał STANISŁAW KOCZOT
































































