W tym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy, która ma ograniczyć pozaodsetkowe koszty pożyczek. W dokumencie znalazł się szereg zasad, którym będą musiały podporządkować się podmioty udzielające kredytu konsumenckiego. Sprawdzamy, ile maksymalnie będzie mogła kosztować chwilówka.


Po kilkunastu miesiącach prac podjętych z inicjatywy Ministerstwa Finansów projekt ustawy wprowadzającej zmiany m.in. w ustawie o kredycie konsumenckim jest coraz bliższy wejściu w życie. Nowe prawo ma szansę mocno wpłynąć na praktyki pożyczkodawców, dotyka bowiem zagadnień, które obecnie nie są w żaden sposób uregulowane – opłat i prowizji.

Warto przypomnieć, że ograniczenie dodatkowych kosztów nie jest nowym pomysłem. Przed zmianą ustawy w 2011 r. obowiązywał 5-procentowy limit opłat związanych z kredytem konsumenckim. Wraz z tzw. ustawą antylichwiarską miał chronić przed narzucaniem przez pożyczkodawców nadmiernie wysokiej ceny pieniądza. Teraz pomysł powrócił w zmodyfikowanej formie.
Limity i ograniczenia
Załóżmy, że pożyczamy 1000 zł na miesiąc. Dziś jedynym ograniczeniem narzucanym przez prawo jest wysokość naliczanych odsetek. Nie mogą być one wyższe niż czterokrotność stopy lombardowej NBP, aktualnie granica to zatem 10 proc. w stosunku rocznym.
Firmy pożyczkowe i banki radzą sobie z tym limitem w prosty sposób – pożyczce towarzyszą prowizje i opłaty. Ich wysokość może być w zasadzie dowolna.
W zatwierdzonej przez rząd wersji ustawy pojawiają się limity wysokości kosztów pozaodsetkowych kredytu. Wynoszą one:
- 25 proc. całkowitej kwoty kredytu oraz
- 30 proc. całkowitej kwoty kredytu wyrażonej w stosunku rocznym.
- Dodatkowo pozaodsetkowe koszty kredytu w całym okresie kredytowania nie mogą być wyższe niż całkowita kwota kredytu.
Ile zapłacę za 1000 zł?
Przełóżmy nowe prawidła na praktykę:
- Odsetki od pożyczonego 1000 zł nadal mogą wynosić maksymalnie 10 proc. w skali roku. W naszej miesięcznej pożyczce będą więc równe 8,22 zł (dla 30 dni).
- Limit kosztów pozaodsetkowych składa się z dwóch
części:
- 25 proc. z 1000 zł, czyli 250 zł
- 30 proc. z 1000 zł dla miesięcznego okresu (zgodnie z ustawowym wzorem), czyli 24,66 zł.
W sumie pożyczkodawca będzie mógł sobie zatem życzyć 282,88 zł za pożyczone 1000 zł. Jeśli porównamy ustawowy limit z kosztami chwilówek udzielanych w sieci, zauważymy, że znakomita większość z nich mieści się w narzuconych granicach. Firmy pobierają od pożyczkobiorców od 100 do 290 zł wynagrodzenia.
Mogłoby zatem się wydawać, że nowe prawo nie wpłynie w żaden sposób na działalność firm pożyczkowych. Jednak sytuacja zaczyna wyglądać inaczej, gdy weźmiemy pod uwagę możliwość przedłużenia spłaty zobowiązania.
Bariera kosztów dla przedłużanych pożyczek
Projekt ustawy zakłada, że jeśli w ciągu 120 dni od wypłaty kredytu odroczy się spłatę zobowiązania, to opłaty związane z prolongatą muszą zmieścić się w pierwotnym limicie. Tymczasem za przedłużenie spłaty np. o 30 dni pożyczkobiorcy pobierają od 160 do 300 zł. Takie cenniki nie będą spełniały wymogów nowego prawa, a koszty przekraczające granicę „nie należą się” jak informuje jeden z artykułów ustawy.
Co więcej, jeśli nie spłacimy poprzedniej pożyczki, ale zaciągniemy nową (w ciągu 120 dni od dnia wypłaty pierwszej kwoty) limit kosztów odnosi się do sumy kosztów wszystkich zobowiązań, a za kwotę kredytu przyjmuje się wartość pierwszego zobowiązania. W praktyce, dla naszego przykładu 1000-złotowej pożyczki, oznaczałoby to, że pożyczając nam kolejne 1000 zł w trakcie spłaty poprzedniego zobowiązania, pożyczkodawca mógłby zażyczyć sobie w sumie nie więcej niż 274 zł opłat i prowizji za obie pożyczki łącznie.
Dla pożyczkodawców nowe prawo oznacza zmianę reguł gry. Niewykluczone, że przepisy jeszcze zmienią się w trakcie parlamentarnych debat, ale możemy spodziewać się rewolucji na rynku krótkoterminowego pożyczania. O tym, czy jej efektem będzie rzeczywiście obniżenie kosztów przekonamy się już za kilka miesięcy.
Pożyczki online. Sprawdź, kto pożyczy najwięcej i najszybciej































































