Wynajem mieszkania w Hiszpanii to coraz bardziej ryzykowna inwestycja, tamtejsze władze tolerują nadużywanie prawa przez lokatorów. Ma też miejsce ustawowe ograniczanie czynszów.


Hiszpańska mieszkaniówka jest ciekawym i raczej mało pozytywnym przykładem w skali całej Europy. Najpierw doświadczyła ona długoterminowego boomu, który skutkował wzrostem udziału budownictwa w PKB do rekordowego poziomu 16%. Później nastąpiło cenowe załamanie, a ruch budowlany w latach 2012-14 praktycznie zamarł.
Na terenie Hiszpanii wciąż znajdziemy puste i niszczejące bloki, które są wymownym dowodem inwestycyjnego szaleństwa. Przyczyniły się do niego błędne decyzje polityków z dwóch największych ugrupowań (Partii Ludowej oraz PSOE), które dodatkowo podgrzewały atmosferę mieszkaniowej gorączki (m.in. poprzez ulgi podatkowe).
Teraz hiszpański rynek mieszkaniowy po kilku latach względnego spokoju znów staje się polem do ryzykownych eksperymentów. Lewicowa koalicja próbuje mocno uregulować czynsze i jednocześnie toleruje nadużywanie prawa przez lokatorów. W tle widoczne są problemy związane z decentralizacją władzy i separatyzmem wspólnot autonomicznych.
To już kolejna próba ograniczenia hiszpańskich czynszów
Żadne z hiszpańskich ugrupowań politycznych nie daje gwarancji prowadzenia dobrej polityki mieszkaniowej. Jednak utworzenie koalicji pomiędzy Hiszpańską Socjalistyczną Partią Robotniczą (PSOE) oraz populistyczno-radykalnym lewicowym blokiem Unidas Podemos nie wróżyło dobrze właścicielom mieszkań na wynajem. Tacy posiadacze lokali dość szybko znaleźli się na celowniku władz, mimo że Hiszpania razem z Portugalią cechuje się najwyższym wśród krajów „starej piętnastki” udziałem osób zasiedlających własne lokum (ok. 75%). Możliwym wytłumaczeniem działania rządzących jest orientacja ideologiczna nowej koalicji oraz fakt, że w grupie najemców mieszkań znajdziemy nadreprezentację jej wyborców.

Warto wspomnieć, że jeszcze pierwszy rząd Pedra Sáncheza w marcu 2019 r. wprowadził przepisy dające wspólnotom autonomicznym prawo do regulowania czynszów za wynajem. Z uchwalonych regulacji w największym stopniu skorzystała Katalonia. Szybko okazało się jednak, że tamtejsze rozwiązania wykraczają poza przyjęte przez rząd przepisy i ogólne ramy prawa cywilnego. W efekcie część katalońskich regulacji została uchylona przez hiszpański sąd konstytucyjny. To kolejny (po niemieckim) przypadek, w którym nadmierną ingerencję na rynku mieszkaniowym uznano za niekonstytucyjną.
Wbrew pozorom rząd Sáncheza powitał decyzję sądu konstytucyjnego z zadowoleniem. Co więcej, hiszpański rząd zapowiedział też zaskarżenie reszty kontrowersyjnych regulacji z Katalonii, ponieważ sam zamierza wprowadzić inne, ogólnokrajowe przepisy. Są one nieco mniej restrykcyjne niż katalońskie regulacje, gdyż zakładają „tylko” zamrożenie czynszów w mieszkaniach wynajmowanych przez mniejszych inwestorów (zamiast obniżek czynszowych). Działania rządu budzą sprzeciw w mocno lewicowej Katalonii. Z kolei wspólnoty autonomiczne (regiony) rządzone przez prawicę zapowiadają, że nie będą stosować nowych przepisów. W kontekście regulacji czynszów ujawnia się zatem stary problem związany z decentralizacją władzy w Hiszpanii i dużą autonomią regionów.
Działalność mafii lokatorskich staje się dużym problemem
Obecne czynszowe zamieszanie jest politycznym paliwem dla hiszpańskiej prawicy (m.in. Partii Ludowej oraz partii VOX). Przy okazji warto wspomnieć, że w Hiszpanii funkcjonują partie domagające się o wiele bardziej radykalnych rozwiązań na rynku mieszkaniowym. Jako przykład można wymienić Komunistyczną Partię Robotników Hiszpanii oraz Komunistyczną Partię Hiszpanii, która wchodzi w skład Unidas Podemos i rządzącej koalicji. Jednakże dla właścicieli mieszkań na wynajem to nie postulaty partii nawołujących bezpośrednio do komunizmu są obecnie najbardziej niepokojące. Szczególnie problematyczna wydaje się działalność tzw. okupas, czyli osób nadużywających ochrony lokatorskiej zapewnianej przez przepisy.
Przedstawiciele hiszpańskich organizacji zrzeszających właścicieli mieszkań na wynajem alarmują, że skala działalności „okupas” wzrasta już od miesięcy. Według ostrożnych szacunków członkowie ruchów anarchistycznych oraz mafii lokatorskich nielegalnie zajęli około 100 000-120 000 hiszpańskich mieszkań i domów. Sytuację dodatkowo pogorszyły przepisy zakazujące eksmisji na czas pandemii COVID-19. Tak zwani „okupas” siłowo zajmują lokale należące zarówno do funduszy mieszkaniowych, jak i małych inwestorów. Najbardziej kuriozalny jest fakt, że nielegalni lokatorzy czasem sami próbują podnajmować zajęte lokale. Pokrzywdzeni właściciele mieszkań na wynajem nie bez racji zarzucają rządowi bierność i podyktowany względami ideologicznymi brak chęci zmierzenia się z opisywanym zjawiskiem. Na razie niektórzy właściciele zajętych lokali próbują rozwiązać problem poprzez płacenie okupu w zamian za wyprowadzkę nielegalnych lokatorów.
Andrzej Prajsnar






























































