Trader Goldman Sachs na giełdzie w Nowym Jorku. Amerykański nadzór finansowy oskarżył bank o oszustwa finansowe związane z konfliktem interesów w czasie niedawnego kryzysu.
Foto: PAP/EPA/Gino Domenico
Goldman Sachs ma też inne zmartwienia. Dziś FSA – instytucja, regulująca rynek usług finansowych w Wielkiej Brytanii – oświadczyła, że rozpoczyna śledztwo w sprawie Goldman Sachs International, w kontekście piątkowych zarzutów SEC (nadzór giełdowy USA).
Niemcy także mogą w niedługiej przyszłości wszcząć śledztwo dotyczące banku Goldman Sachs. Niemiecki bank IKB w 2007 roku stracił bowiem na transakcjach z amerykańskim bankiem około 150 mln dolarów i niemal zbankrutował.
Dodatkowe kontrowersje wzbudzaj fakt, że na kryzysie Goldman zarobił fortunę. Dobra passa banku trwa nadal. Potwierdzają to opublikowane przed chwilą wyniki za I kw. W tym okresie Goldman zarobił na czysto 3,46 miliarda dolarów, czyli o 64% więcej niż przed rokiem przy obrotach na poziomie 12,8 mld $. Zysk na akcję wyniósł 5,59$ wobec oczekiwanych przez analityków 4,07$. Na zamknięciu poniedziałkowej sesji za akcję Goldmana płacono 163,32$.
Jednak z iloma podmiotami i czy w ogóle bank będzie musiał walczyć o wypracowany zysk na sali sądowej nie jest jeszcze pewne. O ile pozew SEC już jest przesądzony o tyle AIG jeszcze nie podjęło decyzji.
Mamy do czynienia z dwoma odmiennymi pozwami – w wymiarze prawnym, lecz bardziej praktycznym. SEC oskarża bowiem Goldman Sachs o dopuszczenie się oszustwa, zatajenie informacji ważnej dla inwestorów, co doprowadziło do uszczuplenia ich portfeli. Oferowano klientom banku zakup instrumentów finansowych, proponowanych przez fundusz hedgingowy Paulson & Co., kiedy temu tak naprawdę zależało, aby te instrumenty traciły na wartości.
Pozwy AIG i SEC są różne. Ich konstrukcja prawna i proceduralna. Jeśli okaże się, że ubezpieczone przez AIG transakcje miały wady związane z jawnością będzie mógł złożyć pozew do samego SEC. Jak tłumaczy jeden z prawników specjalizujących się bataliach sądowych rynku ubezpieczeń – nie jest ważne kto zarabiał na transakcji, a kto tracił, ważne jest to, że mechanizm został ujawniony; na tej podstawie można oskarżać bank Goldman Sachs. Z drugiej zaś strony, ubezpieczyciel będzie mógł skierować sprawę na drogę sądową tak jak zrobił to amerykański nadzór.
Prawnicy jednak są podzieleni co do zasadności i potencjalnej skuteczności pozwu AIG, który bazuje na podobieństwie swojej umowy do tej rozpatrywanej przez SEC. Samo podobieństwo transakcji może być niewystarczającym argumentem przed sądem. Umowy zawierane między bankiem i ubezpieczycielami były odrębnymi dokumentami w każdym przypadku. Dlatego trudno będzie dowieść przed sądem, jeśli SEC proces wygra, że pozostałe umowy także są wadliwe.
Warto przypomnieć, że bank Goldman Sachs i AIG doszły w ubiegłym roku do porozumienia w sprawie ubezpieczeń toksycznych transakcji. W ramach tego porozumienia Bank miał anulować ubezpieczenie warte 3 miliardy dol. w zamian za zachowanie zabezpieczeń samych instrumentów finansowych o wartości 2 mld. dol. W wyniku tego typu transakcji szacuje się, że AIG straciło 2 mld dol.
Swoim torem toczą się także dyskusje, czy SEC ma wziąć pod lupę także umowy między Goldman Sachs a AIG.
Odkrywanie „nieścisłości i nieprawidłowości” w sektorze bankowym zza oceanu może otworzyć swoistą puszkę Pandory. Mieliśmy tego próbkę już w ubiegły piątek, gdzie kurs akcji banku odnotował dwucyfrową stratę na giełdzie w Nowym Jorku. Cała giełda następnie podjęła kurs w dół. Echem tego tąpnęły w poniedziałek także giełdy europejskie.
Tyle wiemy na pewno, pojawiają się także niezdrowe dla rynku spekulacje. Komentatorzy amerykańscy sugerują, że Goldman Sachs może stać się negatywnym symbolem całego kryzysu finansowego, kozłem ofiarnym, który jako pierwszy zostanie złożony na ołtarzu walki z nieuczciwymi bankowcami. W opinii umiarkowanych komentatorów rząd amerykański chce jedynie odzyskać pieniądze „zainwestowane” w ratowanie sektora bankowego i postraszyć potencjalnych oszustów. Dalej idące komentarze mówią, że na szukaniu winnego można zbić polityczny kapitał i politycy, mimo wątłych argumentów przeciw bankowi, nie odpuszczą takiej okazji.
Piotr Siekański/Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































