Na Ukrainie każdego tygodnia pokładany jest gdzieś ładunek wybuchowy - poinformował komendant główny policji tego kraju Ihor Kłymenko. Ubolewał też z powodu zarobków policjantów, którzy, jak ocenił, w Kijowie zarabiają mniej niż ochroniarze w supermarkecie.


Komendant był pytany przez dziennikarza serwisu RBK-Ukraina o serię ataków, do których doszło latem na Ukrainie. W lipcu w Łucku zamachowiec przetrzymywał przez cały dzień kilkanaście osób w autobusie, grożąc eksplozją. Po dwóch dniach w Połtawie mężczyzna wziął jako zakładnika policjanta. Z kolei w sierpniu w Kijowie doszło do ataku na bank, mężczyzna groził detonacją bomby.
"Takie sytuacje z wybuchami były nie tylko w Kijowie, ładunek wybuchowy jest podkładany u nas praktycznie każdego tygodnia" - oznajmił. Zaznaczył przy tym, że "bardzo często" odpowiadają za to osoby, które cierpią na problemy natury psychicznej. Według niego tak było też w przypadku ataków w Łucku i Połtawie.
"Ale w większości przypadków to po prostu przestępcy, którzy chcą albo kogoś nastraszyć, albo zrealizować jakieś swoje przestępcze cele" - przekazał.
Kłymenko odniósł się w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie również do wynagrodzenia ukraińskich policjantów. Według niego policjant w Kijowie zarabia mniej niż ochroniarz w supermarkecie. Poinformował, że pensja policjanta służby patrolowej wynosi 13 tys. UAH (ok. 1,7 tys. zł). Jednocześnie wielu policjantów przeprowadza się do miast z mniejszych miejscowości i część tego wynagrodzenia muszą przeznaczyć na wynajem mieszkania.

Z Kijowa Natalia Dziurdzińska





























































