Poziom cen detalicznych paliw musi odzwierciedlać ich podaż; miejsca na obniżkę nie ma, dopóki podaż jest ograniczona - mówi główny ekonomista PKN Orlen Adam B. Czyżewski. Jak dodaje, obniżenie cen na Węgrzech skończyło się kolejkami i brakami paliw na stacjach.


O anomalii na rynkach paliw pisaliśmy na Bankier.pl już pod koniec listopada ubiegłego roku i przez cały grudzień. Chodziło o to, że ceny przy dystrybutorach nie spadały w takim tempie, w jakim „powinny” to robić, zważywszy na silną przecenę paliw na rynkach światowych. W rezultacie rosły marże koncernów paliwowych, co odbywało się kosztem konsumentów.
Przeczytaj także
Jak powiedział PAP Czyżewski, w Polsce cena detaliczna była kształtowana tak, aby nie doprowadzić do wzrostu popytu, co w warunkach ograniczonej podaży musiałoby się skończyć kolejkami na stacjach benzynowych i brakiem paliw. Utrzymywanie ceny na poziomie gwarantującej zbilansowanie popytu z podażą to świadoma polityka na całym świecie, nie tylko PKN Orlen - podkreślił.
"Zarzuca się nam, że skoro obniżyliśmy cenę 30 grudnia, to mogliśmy to zrobić wcześniej. Nie mogliśmy, bo sytuacja na rynku jest taka, że doprowadzilibyśmy do kolejek na stacjach. A teraz cena detaliczna nie spadła, ponieważ nadal nie ma miejsca na jej spadek ze względu na ograniczoną podaż - wyjaśnił Czyżewski.
Jak dodał, dla konsumenta liczą się ceny detaliczne, to te ceny determinują popyt na paliwa i muszą uwzględniać otoczenie rynkowe. "Gdyby były za niskie, musielibyśmy reglamentować paliwa. Na całym świecie podaż jest ograniczona, paliw po prostu brakuje i dopiero jak w drugiej połowie roku ruszą nowe rafinerie, sytuacja się poprawi i paliw będzie więcej" - powiedział główny ekonomista PKN Orlen.

Czyżewski przytoczył przykład Węgier, gdzie ceny przez wiele miesięcy były zamrożone na zbyt niskim poziomie, co spowodowało realne braki paliw na stacjach, a Węgrzy musieli jeździli tankować na Słowację. "Niedawno cena na Węgrzech została uwolniona i jest jedną z najwyższych w Europie. Brak paliw dał się odczuć we Francji w październiku 2022 r. Wtedy – w wyniku strajków – podaż nie nadążyła za popytem. Problem braku paliw stał się bardzo ważnym tematem politycznymi i społecznym" - podkreślił. Na Węgrzech podaż okazała się niewystarczająca w warunkach zwiększonego popytu, wywołanego właśnie obniżeniem ceny - zaznaczył główny ekonomista PKN Orlen.
Jak ocenił Czyżewski, 2022 był bardzo trudnym rokiem na rynku paliw. Ceny na rynkach ARA skoczyły z poziomu ok. 650 dol. za tonę na początku roku do ok. 1100 dol. za tonę w sierpniu. W Europie przekierowywano strumienie produktów, zastępując paliwo z Rosji produktami w innych regionach świata. W wielu krajach brakowało paliwa, a kierowcy ustawiali się w długich kolejkach - wskazał.
"Dzięki zrozumieniu trudnej sytuacji rynkowej i dostosowaniu do niej sposobu reakcji na powrót normalnej stawki VAT na paliwa ceny paliw w Polsce nie wzrosły, a paliwo stale dojeżdża na stacje. Scenariusz alternatywny, czyli sztucznie niskie ceny, braki paliw, a następnie skokowy wzrost cen i silny impuls inflacyjny byłby zdecydowanie gorszy" - ocenił główny ekonomista PKN Orlen.
Morawiecki: Należy się cieszyć, że ceny paliw nie wzrosły
Jak mówił Morawiecki na konferencji prasowej, od kilku miesięcy złotówka się umacnia, a ceny ropy nie rosną. "Prawdopodobnie zakontraktowano z odpowiednim wyprzedzeniem zakupy. Zapłata odbywa się po dzisiejszych cenach i kursach, i to jest dobra okoliczność" - stwierdził szef rządu. "Należy się cieszyć, że ceny paliwa nie wzrosły.(...) Cieszę się, że złotówka się umacnia i że cena ropy nie poszła w górę. Dzięki temu te ceny są na w miarę stabilnym poziomie" - dodał.
Morawiecki stwierdził, że dziś ceny detaliczne paliw w Polsce są "jednymi z najniższych w Europie". Według niego, rynek paliw w Polsce jest konkurencyjny, "działa na nim wielu prywatnych sprzedawców, którzy kształtują swoje ceny".
Od 1 stycznia 2023 r. ponownie stosowana jest podstawowa 23 proc. stawka VAT na paliwa. 30 grudnia 2022 r. PKN Orlen obniżył hurtowe ceny paliw o ok. 12 proc. Ceny detaliczne nie uległy większym zmianom.
Dzięki powstaniu dużego podmiotu po połączeniu PKN Orlen z Lotosem - Polska może kupować taniej ropę naftową w Arabii Saudyjskiej - poinformował w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że dzięki temu tańsze jest też paliwo na stacjach.
"Właśnie dzięki temu, że powstaje duża firma (po połączeniu Lotosu z Orlenem - PAP) - może kupować właśnie od Arabii Saudyjskiej ropę naftową taniej, (…) paliwo na stacjach benzynowych jest dzisiaj dzięki temu również tańsze, możemy wywiązywać się z sankcji, które są nałożone na Federację Rosyjską w związku z jej agresją" - powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas poniedziałkowej konferencji prasowej.
"Dzięki temu, że zbudowaliśmy silny koncern, paliwa są jednymi z najtańszych w Europie" - dodał.
Premier przyznał, że wiedział, iż jednym z warunków fuzji jest sprzedaż 30 proc. gdańskiej rafinerii firmie Saudi Aramco (Saudi Aramco to arabski potentat branży naftowej, który zaspokaja ponad 10 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową - PAP).
"Wiedziałem oczywiście o tym warunku 30 proc., który był warunkiem Komisji Europejskiej" - powiedział Morawiecki.
Na początku listopada prezes PKN Orlen Daniel Obajtek informował, że przedstawiciele Grupy Orlen i Saudi Aramco rozmawiają o dostawach ropy naftowej do naszego regionu i perspektywach rozwoju petrochemii.
30 listopada br. Orlen zakomunikował, że w ramach transakcji, którą zawarł z Saudi Aramco utrzymał 70 proc. udziału w rafinerii w Gdańsku o łącznych mocach przerobowych na poziomie 210 tys. baryłek dziennie, Aramco obejmie 30 proc. udziałów w rafinerii, 100 proc. biznesu hurtowego i 50 proc. udziałów w obszarze paliwa jet w BP Europa SE, operującego na 7 lotniskach w Polsce.
Podano również, że PKN Orlen i Aramco realizują umowę, w ramach, której Aramco dostarczy surowiec pokrywający ok. 45 proc. zapotrzebowania grupy Orlen na ropę naftową.wkr/ je/ pif/ drag/
































































