Frankowe inwestycje pod lupą urzędników

Rzecznik finansowy żąda wyjaśnień od podmiotu oferującego wysokie zyski z roszczeń przeciw bankom. Chce się dowiedzieć, jak działa inwestycja i czy deklarowane zabezpieczenie ma podstawy - informuje w czwartek "Rzeczpospolita".

(Shutterstock)
Gazeta informuje, że kilka dni temu opisała stronę internetową, administrowaną najprawdopodobniej przez Polskie Stowarzyszenie Kredytobiorców Frankowych, która szukała chętnych do zainwestowania w roszczenia wobec banków.

Jak podano, firma reklamowała się wysokimi stopami zwrotu: na sprawach frankowych jej klienci rzekomo mogą zarobić nawet 140 proc., a ze zwrotu prowizji za kredyty konsumenckie – 60 proc. Dodatkowo inwestycja miała być zabezpieczona.

"Rzecznik finansowy zdecydował o skierowaniu pisma do podmiotu prowadzącego strony internetowe promujące ten rodzaj inwestycji. Będzie oczekiwał dodatkowych wyjaśnień na temat podstaw prawnych przedstawiania takiej oferty przez ten podmiot i samego mechanizmu +inwestycji+, w szczególności w zakresie deklarowanego +zabezpieczenia inwestycji+. Będzie też żądał uzupełnienia informacji na stronie internetowej" - czytamy w gazecie.

Druga spowiedź frankowca. "Czekam na masę krytyczną" [Wywiad]

Zaciągnął kredyt w najgorszym możliwym momencie, płacąc 1,92 zł za franka. 7 lat temu mówił, że był „finansowym lemingiem”, ale nie żałuje. Teraz, przed półmetkiem spłaty, zastanawia się, czy warto ryzykować sądowy spór z bankiem.

"Gdy widzimy obietnicę tak wysokich zysków, należy zachować ostrożność przed skorzystaniem z oferty. Po analizie informacji zawartych na tych stronach nasunęło nam się wiele pytań, na które nie znajdujemy odpowiedzi" – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki, rzecznik finansowy. Urząd ma wątpliwości, czy ten podmiot może w ogóle oferować tego typu „produkty inwestycyjne”.

"Jeśli uzyskane informacje potwierdzą te przypuszczenia, to rozważymy poinformowanie prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego o pojawieniu się takich ofert" – dodaje Izabela Dąbrowska- Antoniak, dyrektor wydziału klienta rynku bankowo-kapitałowego w biurze RF.

Dziennik pisze, że według Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego w tym przypadku nie mamy do czynienia z instrumentem finansowym, a działalność taka nie podlega pod ustawy sektorowe dotyczące funkcjonowania rynku finansowego, więc zagadnienie to nie leży w obowiązkach urzędu. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów z kolei informuje, że nie spotkał się z opisywanymi umowami i nie może ocenić ich bez przeprowadzenia postępowania, a takie się nie toczy.

Autor: Marcin Musiał

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 9 marcin321

Kolejna piramidka żerująca na leszczykach.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne