Frankowcy najbardziej poszkodowani podczas upadłości konsumenckiej

analityk Bankier.pl

Projekt nowej wersji prawa upadłościowego zakłada kilka zmian, m.in. w mechanizmie zawarcia układu z wierzycielami. Banki nie są jednak z reguły zainteresowane taką formą rozwiązania problemu, a jest to szczególnie dotkliwe dla kredytobiorców spłacających zobowiązania oparte na walucie obcej.

Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości przewiduje prawdziwą rewolucję w zasadach działania upadłości konsumenckiej. Przypomnijmy, że jedną z najbardziej istotnych zmian jest możliwość ogłoszenia bankructwa niezależnie od tego, czy i w jakim stopniu dłużnik sam doprowadził do niewypłacalności. Dokument zawiera także propozycję wprowadzenia dodatkowej ścieżki dla dłużników, którzy nie utracili zdolności do regulowania zobowiązań na stałe – warunkowe umorzenie zobowiązań.

(fot. Bartłomiej Kudowicz / FORUM)

Do tej pory swoje uwagi do projektu zgłosiło kilka instytucji, formułując szereg ogólnych i szczegółowych wskazówek. Interesującą dla kredytobiorców hipotecznych kwestię poruszono w stanowisku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Dotyczy ona przyczyn rzadkiego wykorzystywania w procesach upadłości konsumenckiej możliwości układu z wierzycielami. Planowana nowelizacja miałaby ożywić ten mechanizm, m.in. przez wprowadzenie sądowego zatwierdzenia układu.

Na czym polegać miałoby takie rozwiązanie? Proces w tym przypadku rozpoczyna dłużnik albo sąd, który stwierdzi, że potencjalny bankrut ma wystarczające możliwości zarobkowe. Sąd wskazuje doradcę restrukturyzacyjnego, który przygotuje wspólnie z konsumentem i wierzycielami propozycję i będzie pełnił funkcję nadzorcy. Od tego momentu dłużnik ma 3 miesiące (maksymalnie 5 miesięcy) na złożenie wniosku o zatwierdzenie układu. W tym czasie sąd na ten czas musi zawiesić postępowania egzekucyjne i uchylić dokonane zajęcia. Jeśli uda się wypracować kompromis, dłużnik może zachować posiadany majątek i realizować układ przez 5 lat (z możliwością wydłużenia tego okresu).

Bankom nie zależy na układaniu się z dłużnikami

Jak wskazuje Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, „Zmiany mają za zadanie urzeczywistnić istniejące regulacje – aktualnie liczba zawartych układów w upadłościach konsumenckich jest symboliczna. Niestety trudno przyznać projektowanym zmianom w tym zakresie walory praktyczne. Większa część wierzycieli zabezpieczona jest na nieruchomości dłużnika. Wobec tego zawarcie układu jest dla nich nieatrakcyjne i wydłuża, względem tradycyjnej likwidacji osiągnięcie najważniejszego celu wierzyciela – szybkiego zwrotu kapitału”.

W opinii Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu również wskazano, że bez rozwiązań skłaniających wierzycieli posiadających zabezpieczenia rzeczowe na majątku dłużnika (np. hipotekę) układ w upadłości konsumenckiej pozostanie tylko rzadko wykorzystywaną ciekawostką. „Wierzyciele ci, a zwłaszcza banki, nie widzą ekonomicznego interesu w układzie, skoro likwidacja mienia, na którym mają zabezpieczenie przynosi im szybsze zaspokojenie” – czytamy w dokumencie.

„Skłonność banków do zawierania układów i ugód z dłużnikami jest tym mniejsza, im większa jest część spłaconego zobowiązania kredytowego (…) w zakresie odsetek i jednocześnie większe pokrycie dla niespłaconego kapitału i pozostałych odsetek w ramach przedmiotu zabezpieczenia. Tak dzieje się w przypadku kredytów z ratami równymi, stanowiących zdecydowaną większość kredytów hipotecznych (…), gdzie w pierwszej kolejności spłaca się przede wszystkim odsetki, a potem kapitał” – wskazano w opinii.

W dokumencie zwrócono uwagę na problem kredytobiorców znajdujących się „pod wodą”, czyli obciążonych długiem, którego obecna wartość w złotych przekracza wartość nieruchomości. „Sytuacja dla kredytobiorców jest jeszcze gorsza, gdy kredyt jest denominowany/indeksowany w walucie obcej. Ta grupa dłużników jest ekonomicznie w upadłości konsumenckiej traktowana najsurowiej. Gdy nie są w stanie obsługiwać kredytu, w upadłości konsumenckiej stracą cały majątek, udaremniając swój 10-, 15- czy 20-letni wysiłek w spłacie kredytu bez zdyskontowania z tego tytułu jakichkolwiek korzyści”.

Nowy mechanizm nie przewiduje żadnych bodźców ekonomicznych dla wierzycieli i zapewne nie poprawi sytuacji kredytobiorców, którzy w innych okolicznościach mogliby skorzystać z układu i zachować swoje mieszkanie. „Nie należy spodziewać się, że zauważalna ilość oddłużeń zrealizowana zostanie w ramach instytucji układu w projektowanym kształcie” – podkreślono w opinii.

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
7 17 caesar_m

Niestety sytuacja dłużników w Polsce jest znacznie gorsza (dzięki dekretowi Balcerowicza-Jaruzelskiego). Banki nie są zainteresowane ugodą bo wieczystymi właścicielami nie tylko zabezpieczonego hipoteką majątku ale całego życia dłużnika, jego rodziny, spadkobierców, często również żyrantów. To po co mają się dogadywać ???? Uczciwie, przed sądem ???? Pan raczy żartować. problemem jest oczywiście parcie na "bogactwo na kredyt" dłużników... Kredyt pseudohipoteczny na 30 lat na zmienną stopę procentową (czasem wg widzi-misie banku) to przecież gorsze niż rosyjska ruletka. W tym czasie na 99% nastąpi znaczący wzrost stóp procentowych i dodatkowo jest spora szansa na jakieś zawirowania w życiu dłużnika ( choroba, wypadek , rozwód, bezrobocie etc...). Jak się ryzyka przemnoży to lepiej wziąć kasę iść do kasyna i postawić na 00. Dużo większa szansa sukcesu...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 4 y2767651

Nie musza sie dogadywac, bo zabezpieczenie kredytu jest wyzsze, niz kwota zobowiazania. Ale tylko wtedy. Jak bank zabierze nieruchomosc, to dluznik nie musi sie dogadywac i zglosi upadlosc konsumencka. Wiec nie takie znowu "na cale zycie" i na spadkobiercow.

Nie chca sie dogadywac na zasadzie: zostawiasz sobie mieszkanie skoro placiles juz jakis czas i splac nam tylko czesc dlugu. Dizwne, prawda? Ja im sie nie dziwie. Zwlaszcza, ze takie rzeczy wychodza przez stosunkowo krotki okres czasu. Pierwsze kilka lat. Po 10-20 latach splacania kredytu, ma sie juz na tyle splaconego mieszknia, ze inny bank udzieli nam kredytu. Owszem, problem z "frankowcami" jest taki, ze jak nie placili sami wiecej na poczatku niz wymagala od nich rata kredytu,to ciagle maja wysokie zadluzenie. Tylko nie mozna napisac, ze to co zaplacili, to placili za nic. Placili tak naprawde za wynajem. Za wynajem, ktory i tak normalnie musieli by placic.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 zzibi2

możesz spadek przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza (bez długów) lub odrzucić więc nie opowiadaj bajek

! Odpowiedz
1 9 glos_rozsadku

chciałbym mieć tyle franków co na zdjęciu. :)

! Odpowiedz
2 23 marekrz

Banki sprzedały w ostatnich 3 latach mnóstwo kredytów złotowych, w których zdolność kredytowa była delikatnie mówiąc naciągana. Jeżeli tylko stopy procentowe zaczną być podwyższane pojawi się mnóstwo kredytów hipotecznych zagrożonych.

! Odpowiedz
1 20 po_co

Jest tak tylko dlatego, że bank jest stroną uprzywilejowaną i zabezpieczoną.
W momencie gdy sytuacja zacznie się pogarszać bank nadal zarabia swoje mimo, że rata zaczyna przerastać dłużnika, gdy należy ściągnąć dług bank sięga po weksle i/lub zajmuje przedmiot kredytu.
Na każdym kroku bank nalicza opłaty w drugą stronę jednak to nie działa, bank nie zwraca kosztów poniesionych z uwagi na ich pomyłki.

Istnieje jeszcze możliwość kompletnego krachu, wtedy bank zabiera się z danego kraju i zostawia budżet państwa z problemem.

Ten system jest ze wszech miar zły, a ludzie usilnie nie chcą zrozumieć problemu kreacji pieniądza przez banki. Całkiem niedawno upadło głosowanie w Szwajcarii gdzie prawo do kreacji pieniądza miało pozostać wyłącznie w ręku banku centralnego. I tutaj o dziwo sam SNB zgłasza najgłośniejszy sprzeciw, dlaczego ? Bo obecnie stosowany system pozwala na pełne sterowanie gospodarką. Nawet centralne sterowanie stosowane w państwach totalitarnych nie jest tak skuteczne jak manipulacje wartością pieniądza.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 12 trooper

Ostatnio w UE zaczęło się przyjmować, że kredyt bezpieczny, to max 3.5-krotność rocznych zarobków (przed opodatkowaniem). W Polsce banki udzielają i 10-krotność rocznych zarobków. Zarządzanie ryzykiem na bakier, ale prezesów banków to nie obchodzi, bo premie mają wypłacane od kwartalnych zysków, a jak za 5 lat bank popadnie w problemy to prezesa i tak już tam dawno nie będzie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 modulometer odpowiada po_co

kredyty hipoteczne są w polsce odsprzedawane przez banki hipoteczne w postaci listów zastawnych. Każdy fundusz ma to w portfelu. Nie wiem jaki procent kredytów bankowych jest tak upchana na rynku i jakiej jakości są to kredyty ale w wypadku krachu i niewypłacalności kredytobiorców to będzie gadanie... 'wicie rozumicie. .. my sprzedawalim - wy kupowaliśta'

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 zzibi2 odpowiada trooper

U nas jest trochę inaczej, max 80% wartości nieruchomości (choć można się posiłkować innym kredytem i dobić do 90%) no i rata nie może być większa jak jakiś % wypłaty (chyba 60%)

! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl