Indeks zrzeszający najpopularniejsze i największe spółki technologiczne znów znalazł się pod kreską po tym, jak we wtorek zaliczył najsilniejszy spadek w swej historii. Wygląda na to, że inwestorzy porzucają popularne "amazony i facebooki" na rzecz bardziej tradycyjnego biznesu.


Przez ostatnie kilkanaście miesięcy FANG-i były najbardziej "wygrzanym" sektorem rozgrzanego do czerwoności amerykańskiego rynku akcji. FANG to akronim utworzony z pierwszych liter nazw najpopularniejszych technologicznych gigantów: Facebooka, Amazona, Netfliksa i Google'a (obecnie Alphabet). Do indeksu FANG+ nowojorska giełda dorzuciła jeszcze walory Apple'a.
Przez ostatnie lata inwestorzy - zarówno indywidualni jak i profesjonaliści zarządzający funduszami - byli w istnym amoku i kupowali akcje FANG-ów podobnie jak pod koniec XX wieku kupowano akcje spółek internetowych. Czyli nie zważając na racjonalność wycen tych spółek. Bo to przecież "nowa gospodarka" i możliwość zbicia fortuny na nieograniczonych (?) możliwościach dotarcia do miliardów klientów na całym świecie. W rezultacie niektóre z tych spółek zaczęły być wyceniane na absurdalnych poziomach. Np. taki Netflix wyceniany jest na 210-krotność zysków za ostatnie cztery kwartały. Amazon "chodzi" po 327-krotność zaraportowanego zysku netto!
Lecz wygląda na to, że fangowe szaleństwo wreszcie dobiegło końca. Jeszcze w połowie marca FANG+ Index osiągnął historyczny szczyt. A już we wtorek zaliczył największy spadek w swej sięgającej września 2014 roku historii, tracąc w ciągu jednego dnia 5,6%. W środę czerwcowe kontrakty na ten indeks zaliczyły utratę kolejnych 2,4%. Od marcowego szczytu FANG+ Index stracił blisko 15%.
Na środowe spadki złożyła się 4,5-procentowa przecena akcji Amazona oraz przeszło 5-procentowa zniżka notowań Netfliksa. Walory Apple'a potaniały o 1,1%. Kurs Alphabetu obniżył się tylko o 0,26%, a papiery Facebooka zyskały 0,53%. Tyle że przez ostatnie dwa tygodnie notowania Facebooka spadły łącznie o 17% po wybuchu skandalu sprzedawania danych użytkowników.
Można powiedzieć, że w przypadku FANG-ów wreszcie zadziałało prawo grawitacji, a inwestorom zaangażowanym w te papiery odblokowały się moduły zdrowego rozsądku. Zdaniem Reutersa to nie jest zwykła korekta, ale początek nowego trendu. Od FANG-ów odwracają się bowiem zarządzający funduszami, których zaniepokoiły ostatnie wydarzenia wokół Facebooka. Po rynku krążą obawy, że ta afera skłoni organy państwa do wdrożenia nowych regulacji wzmacniających ochronę prywatności w Internecie, co obniży rentowność takich biznesów jak Facebook czy Google.
„Rosnąca zmienność i zmiana rynkowego przywództwa wskazują na konkluzję, że w styczniu 2018 rynek akcji mógł osiągnąć swój szczyt” - powiedział Douglas Kass, szef Seabreeze Capital Management. Chodzi o starą giełdową zasadę, w myśl której szeroki rynek podąża w ślad za liderami trendu. A takimi „generałami hossy” przez ostatnie lata były właśnie FANG-i.
Gdzie w takim razie trafi gotówka ulokowana w sektorze technologicznym? Rozmówcy Reutersa sugerują, że może to być jedyny nienapompowany segment rynku - czyli szeroko pojęte spółki surowcowe, których notowania zwykły rosnąć w końcowej fazie cyklu koniunkturalnego. Jeśli te spekulacje miałyby się potwierdzić, to w następnych miesiącach czekałaby nas klasyczne wykończenie cyklu. Czyli drożejące surowce, rosnąca inflacja i wzrost stóp procentowych. A potem bessa na Wall Street i recesja w USA.































































