Ewa Milewicz, dziennikarka, działaczka opozycji w czasach PRL, o zmarłym w poniedziałek Tadeuszu Mazowieckim:
"Przede wszystkim był to bardzo porządny człowiek. To rzucało się w oczy każdemu, kto go znał, kto go widział tylko na ekranie, kto się z nim zetknął - jak ja - jedynie jako dziennikarz. To był po prostu uczciwy człowiek. Wiadomo było, że gdy coś mówi, to dlatego, że tak uważa. Nawet gdy zmieniał zdanie, także jasno to sygnalizował - początkowo polityka gospodarcza jego rządu szła w kierunku liberalnym; z czasem Mazowiecki zaczął kłaść nacisk na problemy społeczne, na ludzi niedostosowanych i otwarcie o tym mówił.
Nazywany był żółwiem, człowiekiem niezdecydowanym. Tymczasem, jeśli popatrzylibyśmy sprawiedliwym okiem, mówił takie zdania jak: +Telefon działa w obie strony+ na pytanie o to, dlaczego nie dzwoni do prezydenta Lecha Wałęsy na początku lat 90. Albo +Nie będę prezydentem malowanym+, również do Wałęsy. Był człowiekiem twardo-miękkim. Umiał walnąć w stół, ale wiedział, kiedy nie należy dociskać. Rozumiał co to jest kompromis. Był jednym z autorów konstytucji z 1997 r. i - jak każdy z jej współautorów - przeszedł wiele, nazywano ich +Targowicą+.

W 2001 r. liberałowie Donald Tusk i jego koledzy wyszli z Unii. To było dla partii Mazowieckiego strasznym ciosem. Mimo tego, kilka lat później rozmawiał z Tuskiem publicznie i potrafili się dogadać. Potrafili zamazać swoje żale i przejść nad nimi do porządku dziennego. W polskiej polityce ja nie widzę człowieka tak porządnego i tak miłosiernego". (PAP)
pj/ ls/ jra/



























































