Premier Izraela Benjamin Netanjahu liczy na to, że Kneset szybko zatwierdzi projekt budżetu wojennego i że zachowane zostaną środki dla jego politycznych sojuszników. Ofiarą wojny padną jednak tradycyjne, hojne osłony społeczne i wydatki na edukację - pisze "Economist".


Konflikt z Hamasem okazał się dla państwa żydowskiego prawie dwa razy bardziej kosztowny, niż zakładał bank centralny Izraela; między październikiem a grudniem gospodarka skurczyła się o jedną piątą w ujęciu annualizowanym. Agencja ratingowa Moody's po raz pierwszy w historii kraju obniżyła jego notę z A1 do A2.
Budżet wojskowy Izraela od 2023 roku do 2024 roku zwiększy się niemal dwukrotnie, jednak Netanjahu będzie chciał zachować w budżecie pieniądze zarówno dla żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu, jak i dla szkół religijnych, by utrzymać w ryzach swoją niespójną, skrajnie prawicową koalicję.
Oznacza to jednak, że zagrożony jest niepisany kontrakt społeczny, na którym zbudowano państwo żydowskie, czyli gwarancje hojnych osłon, funduszy da bezrobotnych i nakładów na edukację, które są wyższe tylko w Norwegii i na Islandii - wyjaśnia brytyjski tygodnik.
Gdy ostatni raz Izrael ponosił koszty konfliktu na podobną skalę, podczas wojny Jom Kippur w 1973 roku, dług publiczny sięgnął 100 proc. PKB, co doprowadziło do kryzysu finansowego, a inflacja do 1985 roku wzrosła do 450 proc. Tym razem tak poważny kryzys jest mniej prawdopodobny, ale w przypadku Izraela zawsze istnieje ryzyko, że kolejny konflikt czeka za rogiem, toteż nie wiadomo, czy zapaści da się całkiem uniknąć - pisze "Economist".

Końcówka 2023 roku była dla gospodarki kraju najgorsza od czasów pandemii Covid-19 - podał w niedawno izraelski urząd statystyczny. Po rozpoczęciu wojny eksport spadł o 18,3 proc., a import o 42,4 proc.
Poważny spadek importu ma związek z atakami jemeńskiego, wspieranego przez Iran, ruchu Huti na statki handlowe na wodach Morza Czerwonego. Dostawy szklakami morskimi mają dla Izraela fundamentalne znaczenie, a większość importu i eksportu państwa żydowskiego polega właśnie na transporcie morskim.
Wojna doprowadziła też do bardzo poważnych braków na rynku pracy. Ze względu na konflikt nie pracuje około 360 tys. zmobilizowanych żołnierzy rezerwy oraz 144 tys. osób ewakuowanych z zagrożonych terenów. Ponadto rząd Izraela zabronił wjazdu do kraju około 160 tys. palestyńskich pracowników. (PAP)
fit/ akl/
arch.



























































